<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296</id><updated>2012-01-03T12:21:57.471+01:00</updated><category term='ogłoszenia'/><category term='Paschalia'/><category term='komemoracje'/><category term='NRL'/><category term='faktogram'/><category term='hypertexty'/><category term='OSB'/><category term='redactor-in-chief'/><category term='facebook status'/><category term='2010'/><category term='Polska'/><category term='autobibliografia'/><category term='filozofia'/><category term='krzyż'/><category term='credo'/><category term='byłem'/><category term='komentarze'/><category term='tomizm'/><category term='tolkieniana'/><category term='intus legere'/><category term='Wielki Post'/><category term='facebook notatki'/><category term='kolekty'/><category term='otwarte okna'/><category term='nekrologi'/><category term='niedziela'/><category term='lustracja'/><category term='&quot;Christianitas&quot;'/><category term='alikwoty+'/><category term='Dei Verbum'/><category term='tradycja łacińska'/><category term='dzieła Boże'/><category term='mediewistyka'/><title type='text'>CyberSylwa</title><subtitle type='html'>Rozmaitości Pawła Milcarka</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>171</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-2455511706597725961</id><published>2012-01-03T09:33:00.003+01:00</published><updated>2012-01-03T10:27:41.727+01:00</updated><title type='text'>Na marginesie 50-lecia Vaticanum II</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b id="internal-source-marker_0.16861064289696515"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;"&gt;50-lecie II Soboru Watykańskiego przyniosło &lt;a href="http://opusdei.pl/art.php?p=46353"&gt;Interesujący artykuł prałata Fernando Ocáriza&lt;/a&gt; - znanego głównie jako wikariusz generalny Opus Dei, ale w tym wypadku piszący jako teolog, zaangażowany w rozmowach z FSSPX. Bardzo trzeźwo przedstawił sprawę "duszpasterskości" ostatniego soboru. Wszystkich problemów to nie rozwiązuje, ale trochę nas wyprowadza z dialektyki w stylu "jak nie dogmatyczny, to wszystko wolno".&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;span id="internal-source-marker_0.16861064289696515"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: inherit; text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit; white-space: pre-wrap;"&gt;Z problemem Soboru&lt;a href="http://disputationes-theologicae.blogspot.com/2011/12/mons-gherardini-sullimportanza-e-i.html"&gt; zmierzył się też prałat Brunero Gherardini&lt;/a&gt; i nie daje spokoju - tym, którzy uznaliby, że niedawno ks. Ocariz "wyjaśnił wszystko" na temat rangi Vaticanum II. Ks. Gherardini wierci dziurę w brzuchu zadowolonemu olbrzymowi "słusznej opinii" - słusznie, jak każdy teolog godny tej nazwy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="vertical-align: baseline;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie musilismy też długo czekać na &lt;a href="http://news.fsspx.pl/?p=197"&gt;odpowiedź uczestnika tych samych rozmów z drugiej strony&lt;/a&gt; - Ks. Jean-Michel Gleize z FSSPX. Powiem najpierw, że zdecydowanie wolę sytuację, gdy FSSPX operuje analizą (niż antysoborową politgramotą) i argumentuje jakoś subtelniej - jak tym razem. A jednak wydaje mi się, że całe powodzenie swego wywodu ks. Gleize zawdzięcza wyjściowemu i wszechobecnemu uproszczeniu: uznał, że Benedyktowa "jedność podmiotu" jest czymś obok lub zamiast "jedności przedmiotu". Ale może jest inaczej - i może gdy Kościół pojmuje siebie jako jeden podmiot w dziejach, obejmuje to także jedność przedmiotu, czyli jedność wiary - bo ona jest owym kręgosłupem jednego podmiotu? I w ten sposób zachowuje także zdolność adaptowania swych niezmiennych zasad do zmiennych sytuacji (mam wrażenie, że w ujęciu FSSPX Tradycja przypomina taki kartezjański twór, który się automatycznie sam "podstawia" w każdej sytuacji, jak w równaniu).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="vertical-align: baseline;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Ks. Gleize zdaje się wychodzić z założeń tomistycznych. Jednak to jest taki udawany “św. Tomasz”, w którym jest więcej racjonalizmu Kartezjusza (zupełnie jak w podręcznikach, z których zapewne uczył się w FSSPX): króluje wyobrażenie, że żeby coś było "niezmienne", musi być czymś w rodzaju jednoznacznego i płaskiego iksa. O sztucznym przeciwstawieniu "jedności podmiotu" i "jedności przedmiotu" nawet i wstyd mówić, zwłaszcza w odniesieniu do Kościoła, w przypadku którego jedno i drugie jest niezrozdzielne. Rozumiem FSSPX, gdy domaga się bezpiecznych, komunikatywnych formuł katechizmowych - nie rozumiem, gdy domaga się, aby całe nauczanie Kościoła przybrało postać katechizmu kard. Gasparriego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="vertical-align: baseline;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Dorzucając teraz swoje trzy grosze, powiedziałbym, że nie ma jednego “problemu Vaticanum II” - jest ich kilka, niesprowadzalnych do siebie: 1) problem z dopuszczalną nowością nauczania (zawsze treści "nowe" nastręczają trudności - i nie jest to każdorazowo wina soborów etc.); 2) problem z tym, że w niektórych przypadkach nowe elementy nauczania wyrażono w języku albo obojętnym względem dotychczasowej Tradycji, albo prowokacyjnym wobec niej (to także kwestia obiektywnych trudności, ale i towarzyszącej Soborowi atmosfery "przełomu"); 3) i w końcu - uwzględnijmy to, choć bez przesady w rozmiarach tego zjawiska - problem realnej otwartości niektórych formuł na błędne koncepcje teologiczne, niekiedy wyznawane przez aktywnych soborowych ekspertów (nie można zaprzeczyć, że są takie passusy, które dają się interpretować zupełnie niekatolicko - ale z drugiej strony naturalna postawa katolicka powinna tu polegać na obronie własnej linii kościelnej dokumentu, a nie interpretacji narzucanej mu przez jakiegoś teologa mającego poczucie własności względem dokumentów). W przypadku 1) należy się uczyć z pokorą, w przypadku 2) i 3) podjąć wysiłek budowania objaśnień oficjalnych. Tyle jeśli chodzi o dokumenty.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="vertical-align: baseline;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Nie będę tu ani starał się być na siłę oryginalny, ani nie będę próbował się sztucznie odróżnić od opinii wyrażanych np. w Bractwie Św. Piusa X - bo mi na różnieniu się z FSSPX nie zależy. Mam jednak wrażenie, że występuje w tym środowisku tendencja do 1) mieszania tych trzech przypadków w jeden "problem Vaticanum II" (czyli że np. byliby skłonni do wycięcia "w imię Tradycji" także tych odrośli Tradycji, których by nie znaleźli w Magisterium wcześniejszym, choć nie są one w żadnym razie kontradyktoryjne z Tradycją - to jest choćby przykład "subsistit in"); 2) ich podejście jest takie, że tam, gdzie natykamy się w dokumentach Soboru na poważne kłopoty interpretacyjne, należy po prostu zdezawuować Sobór - co dla mnie jest sygnałem ducha anarchicznego majsterkowiczostwa; Kościół nie powinien być szantażowany na zasadzie: "pogodzimy się, ale odwołajcie Sobór" - to raczej widzący trudności teologowie i biskupi powinni przyłożyć rękę do tego, aby te trudne miejsca zyskały poprawki, jednak bez wylewania dziecka z kąpielą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="vertical-align: baseline;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Kiedy FSSPX porównuje dokumenty ostatniego Soboru z dawnymi, podkreśla “klarowność” tych dawniejszych, oraz “wieloznaczność” tych soborowych. Abstrahując od tego, że “klarowność” bywa też zasługą upływu lat (w trakcie których coś się “jak figa ucukruje, jak tytuń uleży”), problem polega również na odmiennej celowości porównywanych dokumentów: np. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-style: italic; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt;Pascendi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit; text-decoration: none; vertical-align: baseline;"&gt; św. Piusa X nie ma żadnego innego celu niż "ochrona przed błędami" - ale to jest tylko jeden z aspektów Ewangelii, prawdopodobnie nie najważniejszy. Te ważniejsze - np. głoszenie Ewangelii "wszystkim narodom" - wymagają więcej odwagi mierzenia się z życiem - a więc pewnie i sformułowań niekiedy tak nowych jak orzeczenia dawnych, starożytnych soborów, które ze swobodą sięgały do słów, których nie było początkowo w kanonie. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="vertical-align: baseline;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-weight: normal; text-decoration: none; vertical-align: baseline; white-space: pre-wrap;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Ponadto wciąż ta sama uwaga: w przypadku sformułowań niedoskonałych etc. należy bronić intencji Kościoła, to naturalna postawa - zgodna z najgłębszą intuicją Odkupienia: tam, gdzie zdarzyło się potknięcie, tam należy ratować pierwotną intencję, a nie ogłaszać herezję; raczej więc “zbawić” (tekst Kościoła) niż “potępić” (tekst Kościoła).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-2455511706597725961?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/2455511706597725961/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=2455511706597725961' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2455511706597725961'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2455511706597725961'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2012/01/na-marginesie-50-lecia-vaticanum-ii.html' title='Na marginesie 50-lecia Vaticanum II'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-396847650094115773</id><published>2011-09-25T20:31:00.000+02:00</published><updated>2011-09-25T20:31:06.980+02:00</updated><title type='text'>Mundet et muniat (XV tydzień po Zesłaniu Ducha Świętego)</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Przeznaczona w starszej formie rytu rzymskiego na XVNiedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego kolekta brzmi w oryginale:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Ecclesiam tuam,Domine, miseratio continuata mundet et muniat : et quia sine te non potest salvaconsistere; tuo semper munere gubernetur. &lt;/span&gt;Per Dominum.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Co przetłumaczymy na polski następująco:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Panie, niech ciągłe zmiłowanieoczyszcza i wzmacnia Twój Kościół; a ponieważ bez Ciebie nie może trwaćzachowany od zepsucia, niech będzie rządzony zawsze Twoim darem. Przez Pana.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Niesłychanie bogata jest ta starożytna oracja, obecna po koleiwe wszystkich głównych źródłach liturgii rzymskiej – i występująca także wmszale Pawła VI, choć tam relegowana na poniedziałek w trzecim tygodniuWielkiego Postu. To, co w wielu innych modlitwach opisuje jednostkową kondycjęchrześcijanina – chrześcijanina w świecie – zostało tutaj odsłonięte jako rdzeńnauki o Kościele, o Kościele w świecie: zawsze jest to rozwinięcie nauki oŁasce.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Przypomniano nam, w środku tej kolekty, że zachowanieKościoła od zepsucia jest proporcjonalne do obecności w nim Jezusa. Ta logikanie jest dla nas zaskakująca – znamy ją z katechizmu. A jednak jak częstotrzeba o tym przypominać! Podmiot modlitwy – kościelne „my”, przemawiającerównocześnie mocą Objawienia i doświadczeniem wieków – dobiera tu słowa bardzostarannie: nie chodzi mu jedynie o to, że Kościół potrzebuje towarzystwaJezusa, Jego bliskości, poufałości z Nim – jako warunek wewnętrznego zdrowia,spójności, niezepsucia przedstawione zostaje coś, co wyrażono w koniunktiwie &lt;i&gt;gubernet&lt;/i&gt;. Słowo niemal techniczne – z obszarutechniki spraw społecznych: zarządzanie. „Niech rządzi”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Kto ma rządzić? A może co ma rządzić? Błagalny imperatyw tejmodlitwy domaga się od Boga, aby Kościół był „zawsze rządzony Twoim darem”. Toostatnie słowo oddano w oryginale jako &lt;i&gt;munus&lt;/i&gt;.Słownikowo tłumaczy się je dość różnie: danina, powinność, urząd (&lt;i&gt;munus Petrinum – &lt;/i&gt;„posługa Piotrowa”!),dar, ofiara, przysługa… Słowo z jednej strony mające w sobie ciężar bardzomaterialny, słowo „mocne” – ale równocześnie uskrzydlone bezinteresownością czypoświęceniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W kontekście chrześcijańskiej religijności tłumaczymy często&lt;i&gt;munus &lt;/i&gt;jako: Łaska. Czy to Łaska marządzić Kościołem? Oczywiście jest to poprawne zdanie. A jednak tym razempowiedzmy inaczej: &lt;i&gt;munus &lt;/i&gt;to dar. „NiechKościołem rządzi zawsze Twój dar”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;A Dar to Osoba – gdyż Dar to jedno z imion należących doTrzeciej Osoby Boskiej: Ducha, Świętego, Daru. Niech zawsze Twój Kościół,Panie, będzie rządzony Duchem Świętym.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;To bardzo składne, że w środku okresu „po Zesłaniu DuchaŚwiętego” modlimy się o nieustanne rządy Daru (danego w Pięćdziesiątnicę) w Kościele(objawionym tegoż dnia).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wróćmy teraz do pierwszej frazy: niech ciągłe zmiłowanie oczyszczai wzmacnia Twój Kościół. Nauczono już nas w innej modlitwie, że zmiłowanie tonajmocniejsze objawienie Bożej wszechmocy. Co ma ono sprawiać na co dzień w Kościele?Połączenie dwóch oczekiwanych skutków jest znamienne: &lt;i&gt;mundet et muniat&lt;/i&gt;, „niech oczyszcza i wzmacnia”. To ostatnienieprzypadkowo kojarzy, w oryginale, obwarowanie lub zgoła wyposażenie wamunicję: w Kościele Bożym powinno być coś z &lt;i&gt;acies bene ordinata&lt;/i&gt;, co nasi przodkowie tłumaczyli jako „obóz wszyku zbrojny”. Lecz do tego dochodzi słowo o koniecznym oczyszczeniu, bezktórego obwarowanie staje się zaraz redutą obrony interesów i kolegów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Starożytna modlitwa mówi nam wciąż bardzo wiele o Kościele,w którym żyjemy. Prosi o coś, co także dziś uznamy za pierwszorzędnie ważne: oKościół równocześnie silny objawioną mu Prawdą dla świata i gruntownieprzekonany o konieczności swego własnego oczyszczenia.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-396847650094115773?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/396847650094115773/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=396847650094115773' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/396847650094115773'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/396847650094115773'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/09/mundet-et-muniat-xv-tydzien-po-zesaniu.html' title='Mundet et muniat (XV tydzień po Zesłaniu Ducha Świętego)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5620417886616557107</id><published>2011-09-23T15:05:00.001+02:00</published><updated>2011-09-23T15:05:25.927+02:00</updated><title type='text'>Nie po drodze (w dialogu z Wiśniewską)</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="background-attachment: initial; background-clip: initial; background-color: white; background-image: initial; background-origin: initial; background-position: initial initial; background-repeat: initial initial; font: normal normal normal 13px/19px Georgia, 'Times New Roman', 'Bitstream Charter', Times, serif; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; padding-bottom: 0.6em; padding-left: 0.6em; padding-right: 0.6em; padding-top: 0.6em;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powiedzieli mi dzisiaj znajomi, że w „Gazecie Wyborczej” p.&amp;nbsp;&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,75478,10338668,Kaczynski_wazniejszy_niz_zycie_poczete.html" mce_href="http://wyborcza.pl/1,75478,10338668,Kaczynski_wazniejszy_niz_zycie_poczete.html" target="_blank" title="Wiśniewska: Kaczyński ważniejszy niż życie poczęte"&gt;Katarzyna Wiśniewska pochyla się&amp;nbsp;&lt;/a&gt;nad moim „ultrakatolickim” (jej ulubiony wobec mnie przymiotnik) poglądem, że ochrona życia nienarodzonych potrzebuje skutecznej polityki. Sprawdziłem w Internecie: rzeczywiście tak jest. Pani Wiśniewska pochyla się nade mną, ponieważ nadarzyła się gratka i można zdemaskować obłudę katolickich sojuszników PiSu: Wiśniewska stwierdza nie bez zadowolenia, że gotowi są zamilczeć sprawę ochrony życia, jeśli to szkodzi wyborczym interesom partii.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tę obłudę lub małoduszność krytykuję od lat, lecz nie o tym chcę w tej chwili mówić. Podobnie, nie ukrywam, że martwi mnie postępowanie mediów skądinąd tak zasłużonych na swoim terenie jak tygodnik „Niedziela”, na którego łamach od lat, z pewnymi przerwami, publikuję. Jednak w tych wszystkich sprawach nie szukam sojuszników takich jak p. Wiśniewska, a jej ustawianie się tutaj w roli arbitra elegancji uważam za perwersyjne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponieważ z tekstu w „GW” można by odnieść wrażenie, że&amp;nbsp;&lt;a href="http://pismo.christianitas.pl/2011/09/milcarek-absencja-czyli-nieskutecznosc/" mce_href="http://pismo.christianitas.pl/2011/09/milcarek-absencja-czyli-nieskutecznosc/" target="_blank" title="Milcarek: Absencja, czyli nieskuteczność"&gt;mój artykuł&lt;/a&gt;&amp;nbsp;– odsunięty ze względów „wyborczych” przez katolicki tygodnik – był jakimś jednostronnym uderzeniem w PiS, śpieszę wyjaśnić, że każdy w nim otrzymał swoje: Platforma – czerwoną kartkę za dyscyplinę proaborcyjną, niektórzy posłowie PO – plusa za osobistą odwagę, głosujący posłowie PiSu – plusa za dobre głosowanie, a kierownictwo PiS – duży minus za dopuszczenie do dużej absencji klubu w tym niezwykle ważnym głosowaniu. W którym zamiast radykalizmu postaw&amp;nbsp; należało zadbać o skuteczność polityczną. Rzecz jasna, więcej się oczekuje po partii zbierającej dziś poparcie także elektoratu konserwatywno-katolickiego niż po partii z „ziomalami” Nergala – stąd oczywista asymetria moich oczekiwań i większe wymagania od PiSu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pani Wiśniewskiej nie interesuje oczywiście moje żądanie skutecznej polityki dla cywilizacji życia – chyba jako zagrożenie, które po raz nie wiem który napiętnował ostatnio&amp;nbsp;&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,10304953,Wybierz_sobie_Adama.html" mce_href="http://wyborcza.pl/1,76842,10304953,Wybierz_sobie_Adama.html" title="Michnik ostrzega Kościół przed Jurkiem"&gt;w swoim komentarzu Adam Michnik&lt;/a&gt;, zaniepokojony wsparciem ludzi Kościoła dla, jak rzekł cytowany tam abp Michalik, „partii niekoniecznie silnych liczbowo, ale wiarygodnych” i ostrzegając imiennie przed Markiem Jurkiem, który – o horrendum – jest za „zakazem aborcji nawet w wypadku gwałtu”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polskę zamieszkują ludzie o różnych poglądach. I na pewno różnię się fundamentalnie w poglądach z p. Wiśniewską. Jednak podobno jesteśmy oboje dziećmi jednego Kościoła – i dlatego w ubiegłym roku, gdy trafiło się, iż z p. Wiśniewską występowaliśmy w jednym&lt;a href="http://www.kik.waw.pl/wydarzenia/wydarzenia/2010/luty-2010/polskie-katolicyzmy-szkice-do-mapy-ideowej" mce_href="http://www.kik.waw.pl/wydarzenia/wydarzenia/2010/luty-2010/polskie-katolicyzmy-szkice-do-mapy-ideowej" target="_blank"&gt;&amp;nbsp;panelu w warszawskim KIKu&lt;/a&gt;, pozwoliłem sobie zapytać ją publicznie, jak godzi wymogi chrześcijańskiego sumienia z funkcją redaktora gazety, która w ramach tzw. sprawy „Agaty” swoją upartą kampanią doprowadziła do tego, że jedno dziecko zabiło, mimo rozterek, drugie dziecko, nienarodzone (przypomnijmy też: z wydatną pomocą p. minister Kopacz). Odpowiedzi na to pytanie od p. Wiśniewskiej nie otrzymałem, ponieważ jeden z uczestników tamtego panelu, p. Marek Zając, zagroził, że na znak protestu przeciw mojemu pytaniu opuści salę. Ja jednak to pytanie podtrzymuję, a sumienie pojmuję jako miejsce uzasadnień moralnych, a nie&amp;nbsp;&lt;i&gt;carte blanche&lt;/i&gt;&amp;nbsp;na wygodę bycia "prywatnym katolikiem".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiem, że p.&amp;nbsp;&lt;a href="http://wyborcza.pl/1,76842,7555295,Kokosowa_teologia.html" mce_href="http://wyborcza.pl/1,76842,7555295,Kokosowa_teologia.html" target="_blank" title="Kokosowa teologia"&gt;Wiśniewska uważa&lt;/a&gt;&amp;nbsp;– dawała temu wyraz publicznie – iż&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/153552.html" mce_href="http://www.rp.pl/artykul/153552.html" target="_blank" title="Milcarek: Spełnił się najgorszy sen &amp;quot;Agaty&amp;quot;"&gt;moja odmowa jakiejkolwiek współpracy z mediami Agory&lt;/a&gt;&amp;nbsp;(po sprawie „Agaty”) to oznaka zgoła nieewangelicznego (!) zamknięcia, typowej dla „ultrakatolików” niechęci do dialogu. Ja pojmuję to zupełnie inaczej: w naszym specyficznym dialogu, Pani Katarzyno, moja nieobecność w „Wyborczej” jest także zdaniem skierowanym do Pani, którego sensu na pewno się Pani domyśla, zwłaszcza w kontekście pytania, które kiedyś zadałem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Korzystając z okazji, chcę podziękować zarówno&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.gosc.pl/doc/948029.Ryzykowny-unik-taktyczny" mce_href="http://www.gosc.pl/doc/948029.Ryzykowny-unik-taktyczny" target="_blank" title="Sękowski: Ryzykowny unik taktyczny"&gt;Stefanowi Sękowskiemu&lt;/a&gt;&amp;nbsp;z „Gościa Niedzielnego”, jak i&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/niedziela_15576" mce_href="http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/niedziela_15576" target="_blank" title="Brzezińska: Jak &amp;quot;Niedziela&amp;quot; Milcarka zbanowała"&gt;Marcie Brzezińskiej&lt;/a&gt;&amp;nbsp;z portalu Fronda.pl – którzy poprzez swe teksty uznali za stosowne wyrazić wczoraj swoją podstawową katolicką solidarność ze mną w tym, co mi się ostatnio przydarzyło. Świat katolickich publicystów nie jest i nie musi być jednomyślny w bardzo wielu sprawach, na co dzień chętnie dyskutujemy, spieramy się nawet – ale solidarność w sprawach podstawowych jest marką naszego powołania.&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5620417886616557107?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5620417886616557107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5620417886616557107' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5620417886616557107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5620417886616557107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/09/nie-po-drodze-w-dialogu-z-wisniewska.html' title='Nie po drodze (w dialogu z Wiśniewską)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7858960688350359015</id><published>2011-09-03T18:37:00.000+02:00</published><updated>2011-09-03T18:37:01.026+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kolekty'/><title type='text'>Chwalebnie i bez urazy (XII tydzień po Zesłaniu Ducha Świętego)</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W kolekcie obecnego tygodnia, używanej co najmniej od czasów najstarszych sakramentarzy rzymskich (zachowanej także w Mszale Pawła VI dla 31. &lt;span lang="EN-US"&gt;Niedzieli Zwykłej), Kościół modli się:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;Omnipotens et misericors Deus, de cujus munere venit, ut tibi a fidelibus tuis digne et laudabiliter serviatur : tribue, quaesumus, nobis ; ut ad promissiones tuas sine offensione curramus. &lt;/span&gt;Per Dominum.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Co można przetłumaczyć:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wszechmogący i miłosierny Boże, z którego daru pochodzi, gdy wierni Twoi służą Ci godnie i chwalebnie – prosimy, udziel nam, abyśmy biegli do Twoich obietnic bez uszczerbku. Przez Pana.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Modlitwa ta zawiera w sobie trudne do przeoczenia podobieństwo do kolekty z X Niedzieli po Pięćdziesiątnicy Wielkanocnej – przede wszystkim przez użycie zwrotu o „bięgnięciu ku obietnicom”, ale także przez tak ścisłe połączenie, we wstępnym wezwaniu, wszechmocy i miłosierdzia (wiemy już, że to właśnie miłosierdzie jest najmocniejszym objawem wszechmocy).&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Podobnie jak w wielu innych oracjach tradycyjnych, ich zwięzłość chroni przed przekształcaniem się modlitwy – mowy zwróconej do Boga – w udające modlitwę pouczenie ludu, faktycznie odwracające jego uwagę od odbywającego się właśnie „zwrócenia ku Panu”. Z tego powodu nie należy się spodziewać rozwiniętych objaśnień – co jednak nie przeszkadza temu, iż modlitwy te, kapiąc jak kropla po kropli, żłobią w duszach rysy typowe dla doktryny katolickiej. W przeważającej mierze chodzi o naukę o Łasce.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Kolekta z XII Niedzieli &lt;i&gt;post Pentecosten&lt;/i&gt; w swej mowie do Boga powołuje się, jak wiele innych, na fundament religii nadprzyrodzonej: służba Bogu może realizować się tylko dzięki łasce Bożej, a więc na nic tu opieranie się na samej dobrej woli ludzkiej. Zwróćmy uwagę na coś, co można odczytywać jako odróżnienie jakby dwóch stopni tej służby Bożej: może być ona sprawowana „godnie” i „chwalebnie”. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Oczywiście te dwa przysłówki mogą tu być używane jako określenia bliskoznaczne, jak bywa w prefacjach („godne i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne…”) – jednak dają się także odczytać jako opisujące dwie odróżnialne kondycje. Tak jak w nauce Kościoła o sprawowaniu sakramentów: odróżnia się to, co (tylko) „ważne”, od tego, co (ponadto) „godne” (w ten sposób, że bywa, iż sakrament sprawowany jest „ważnie, lecz niegodnie”). W kolekcie jest jakby ciąg dalszy: służba Boża może być nie tylko godna – ale i chwalebna. Chwalebnie, &lt;i&gt;laudabiliter&lt;/i&gt;, służymy Bogu dopiero wtedy, gdy służba ta faktycznie przemienia nas. Gdy jest nie tylko kultem (czymś, co oczywiście musi spełniać wymogi ważności i godności), ale i rzeczywistym uświęceniem, czyli owocowaniem w nas tego, iż dopuszczono nas do „rozumnej służby Bożej”, &lt;i&gt;logike latreja&lt;/i&gt;. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W następującej potem prośbie pojawia się sprecyzowanie warunków naszego „biegu ku obietnicom” Pańskim: oby był on &lt;i&gt;sine offensione&lt;/i&gt;. Jak to rozumieć – a więc i: jak to przetłumaczyć? &lt;i&gt;Offensio &lt;/i&gt;to słowo, którego sens w polskich tłumaczeniach, zależnie od kontekstu, oscyluje między „uraza” i „obraza”. „Obraza” – „bez obrazy” – mogłoby sugerować, że to prośba o uchronienie od grzechu (który jest przecież &lt;i&gt;offensio Dei&lt;/i&gt;, obrazą Boga). Jednak powiązanie tego słowa z sytuacją biegu podpowiada pewne bardziej „fizyczne” znaczenie – takie jakie mamy np. w Psalmie 90, gdzie mowa o tym, że ze zrządzenia Bożego aniołowie pilnują, abyśmy „nie urazili stopy o kamień”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Prosimy więc o to, abyśmy w biegu do Bożych obietnic mogli uniknąć potknięć, szkodliwych dla nas samych, tak jak szkodą jest urażenie stopy o kamień. Chwałą Bożą człowiek – biegnący ku Obietnicy. Prosimy zatem o to, aby żadne potknięcie nie umniejszyło chwały Bożej.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7858960688350359015?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7858960688350359015/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7858960688350359015' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7858960688350359015'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7858960688350359015'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/09/chwalebnie-i-bez-urazy-xii-tydzien-po.html' title='Chwalebnie i bez urazy (XII tydzień po Zesłaniu Ducha Świętego)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-3821878383075845304</id><published>2011-08-29T21:17:00.000+02:00</published><updated>2011-08-29T21:17:05.980+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alikwoty+'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kolekty'/><title type='text'>Perspektywy szersze niż najszersze (XI tydzień po Zesłaniu Ducha Świętego)</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Kolekta przepisana na ten tydzień w tradycyjnym Mszale Rzymskim znana jest najstarszym źródłom naszego obrządku – została także zachowana przez reformę Pawła VI, dla 27. Niedzieli Zwykłej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Oracja ta brzmi w oryginale łacińskim następująco:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span lang="FR"&gt;Omnipotens sempiterne Deus, qui abundantia pietatis tuae, et merita supplicum excedis et vota : effunde super nos misericordiam tuam ; ut dimittas quae conscientia metuit, et adjicias quod oratio non praesumit. &lt;/span&gt;Per Dominum.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Co można przetłumaczyć&amp;nbsp;:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wszechmogący wieczny Boże, który obfitością swej dobroci przewyższasz i zasługi, i pragnienia błagających : wylej na nas Twoje miłosierdzie – abyś odpuścił to, czego lęka się sumienie, i dodał to, czego modlitwa nie ośmiela się wyrazić. Przez Pana.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Modlitwa ta zaczyna się od jednej z najczęściej stosowanych w rycie rzymskim apostrof: &lt;i&gt;Omnipotens sempiterne Deus&lt;/i&gt;. Błaganie nie jest miejscem, w którym próbuje się opisywać „istotę” Boga – dając Mu do zrozumienia, jak daleko już weszliśmy w głąb Jego Tajemnicy. W błaganiu przywołuje się czasami to, co bardzo łączy – a czasami, wręcz przeciwnie, to, co bardzo mocno odróżnia. Tym razem chodzi o to drugie: proszący człowiek lub błagający Kościół sięga po jedną z tych cech, które Tego Który Jest objawiają nam jako Świętego, czyli właśnie tak różnego od nas, od wszelkiego stworzenia. Nazywając Boga wszechmogącym i wiecznym, modlitwa przypomina równocześnie o ograniczonej sile stworzenia (wręcz o jego bez-sile) i o jego czasowości (wręcz o chwilowości). Wszechmoc i wieczność karmią nadzieję, czyli motyw każdej prośby, w tym modlitwy: prosimy Tego, który może wszystko – i to bez zmian, zawsze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Następująca po owym bardzo klasycznym wezwaniu „doktryna” naszej kolekty jest wyjęta z samego centrum chrześcijańskiego poznania Łaski. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wiele atramentu popłynęło przez wieki na temat granic naszego poznania Boga – wokół słynnego zdania Pseudo-Dionizego, że o Bogu raczej wiemy kim nie jest niż kim jest (co św. Tomasz wraz z Ojcami przetwarzał w zdanie, że wiemy &lt;i&gt;że &lt;/i&gt;Bóg jest – a nie &lt;i&gt;kim &lt;/i&gt;jest; a więc że znamy byt-istnienie Boga, a nie Jego istotę). Tymczasem nasza kolekta podchodzi do tego od innej strony: zanim bowiem Boga zaczęły opisywać traktaty metafizyków i scholastyków, będące tak bardzo dłużnikami imienia Jahwe, opisywały Go po swojemu prośby ku Niemu kierowane. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Prośby opisują Boga &lt;i&gt;na sposób praktyczny&lt;/i&gt;, w świetle nadziei – i z poczuciem własnej słabości. Z tej perspektywy Boga nazywa się Miłosierdziem. I nagle widzimy zjawisko podobne do tego znanego nam z prób teoretycznego ujęcia Boga: gdy chcemy „dostosować się” do ogromu Bożej dobroci swoimi zasługami, natychmiast odczuwamy dysproporcję; jest ona jednak jeszcze głębsza – gdyż przekracza nie tylko, w czym nic dziwnego, nasz moralny „profil” (który tworzą pozytywnie nasze zasługi), lecz i – nasze pragnienia!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Bardzo błądzą, naturalizują tajemnicę chrześcijaństwa ci, którzy ujmują Bożą łaskę jako jedynie „zaspokojenie” ludzkich pragnień. Boża dobroć wyprzedza nasze pragnienia – i niebotycznie je przewyższa. Choć i w ludzkich pragnieniach jest intuicja, że naprawdę uszczęśliwiające dobro musi być nieskończone.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nasza kolekta opowiada bezbłędnie o Łasce. A w drugiej, wprost błagalnej swojej części w przejmujący sposób odkrywa dwie częste trudności naszego życia duchowego. Bywa ono bowiem krępowane niejako od zewnątrz, siłą narośli grzechów – gdy „sumienie lęka się”, a człowiek dręczy się, że „nie zdoła” wybrnąć ze swoich ślepych uliczek. Prosimy więc, by Łaska zastukała do nas po odpędzeniu prześladowczego oblężenia złych myśli. Bywa jednak i tak, że punkt trudności przesuwa się głęboko do wnętrza człowieka – do tego stopnia, że wygaszony zostaje sam instynkt wielkości, nadany człowiekowi przez Boga już w samym stworzeniu. To smutny moment, i nie tak rzadki: gdy człowiek nie ma już nawet odwagi prosić o coś wielkiego, naprawdę, po ludzku „królewskiego”, a ogranicza się do samych małych „szczęść”. Prosimy więc w kolekcie, aby Boże miłosierdzie „dodało” to, czego nawet modlitwa nie ośmiela się wyrazić.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Można też te ostatnie słowa rozumieć inaczej – nie w związku z przypadkiem wspomnianego „stłamszenia” wewnętrznego, lecz w kontekście odruchu pokory. Mowa wtedy o pięknym geście zaufania: już nawet nie będę się domyślał, co możesz i chcesz mi dać; co chcesz, to daj. Wszechmogący, wieczny Boże.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-3821878383075845304?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/3821878383075845304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=3821878383075845304' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3821878383075845304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3821878383075845304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/08/perspektywy-szersze-niz-najszersze-xi.html' title='Perspektywy szersze niż najszersze (XI tydzień po Zesłaniu Ducha Świętego)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5249893275783101698</id><published>2011-08-23T12:30:00.000+02:00</published><updated>2011-08-23T12:30:19.941+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alikwoty+'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kolekty'/><title type='text'>W sercu Wszechmocy (X tydzień po Zesłaniu Ducha Świętego)</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Na dziesiąty tydzień po Zesłaniu Ducha Świętego tradycyjny Mszał Rzymski przewiduje kolektę w następującym brzmieniu:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Deus, qui omnipotentiam tuam parcendo maxime et miserando manifestas : multiplica super nos misericordiam tuam; ut ad tua promissa currentes, caelestium bonorum facias esse consortes. Per Dominum.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Co można przetłumaczyć:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Boże, który ukazujesz swoją wszechmoc najbardziej w przebaczeniu i zmiłowaniu, pomnażaj nad nami Twe miłosierdzie, abyś nas, biegnących ku Twoim obietnicom, uczynił uczestnikami dóbr niebieskich. Przez Pana.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jest to modlitwa bardzo stara: zna ją Sakramentarz Gelazjański z 1. połowy VIII w., a także Sakramentarz z Gellone (VIII w.) i Sakramentarz Praski (VIII w.), a potem wiele innych źródeł średniowiecznych.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W Mszale Pawła VI kolekta ta znajduje się w modlitwach z 26. Niedzieli Zwykłej, nieco zmodyfikowana, gdyż prosi się w niej nie o pomnożenie miłosierdzia, lecz o „nieustanne zlewanie łaski”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Trzeba przyznać, że jest to kolekta, która zwłaszcza w swej pierwszej części mocno wykracza poza standard uroczystego przypomnienia utrwalonej oczywistości. Bożą wszechmoc pojmujemy przecież i dzisiaj – a może zwłaszcza dzisiaj, wciąż pod wpływem skażenia nowożytnym nominalizmem – jako nieograniczoną realizację mocy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Także w obecnym silnie w języku modlitwy Kościoła świecie pojęć Starego Testamentu wszechmoc Boża ukazuje się często w obrazach potęgi zdolnej do pognębienia przeciwników, aż do starcia ich na proch. Nowina o tym, że nad ubogimi pragnącymi żyć według przykazań Bożych stoi Wszechmocny Pan gotów rozbić sidła bezbożnych, jest niewątpliwie dobrą nowiną. A jednak Dobra Nowina wymaga więcej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nasza kolekta nie koliduje w żaden sposób z biblijnym obrazem wojującego Pana Zastępów – a jednak odsłania przed nami coś, bez czego obraz ten nie może wejść do ziemi obiecanej Nowego Przymierza: prawdę o tym, kto naprawdę jest Wielki i kto jest Mocarzem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Modlitwa przypomina, że „najbardziej”, a więc w stopniu maksymalnym Bóg objawia swoją wszechmoc wtedy, gdy przebacza i udziela zmiłowania. Sięgnijmy dalej: Bóg okazywał się nam wszechmocny „najbardziej”, gdy umierał dla nas na Krzyżu, dając sobie otworzyć serce jako źródło zmiłowania nad nami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Gdy to zrozumiemy, zdamy sobie sprawę, że z tą modlitwą przemówiliśmy wprost do Serca Bożego, nie popadając przy tym w zmanierowaną czułostkowość zbyt ludzkich, wyłącznie ludzkich wyobrażeń o cierpieniu Jezusa. &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dalszy bieg modlitwy łączy potrzebę ludzkiego wysiłku („biegu” ku Bożym obietnicom), niezbędność Boskiego miłosierdzia (udzielanego nieustannie i obficie) – i wykraczający daleko poza krąg doczesności cel tego wszystkiego: bycie wprowadzonym w „dobra niebieskie”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W tym ostatnim nie ma jednak automatyzmu przewidywanych skutków dobrego życia. Wszystko jest nadal łaską – dlatego choć to my biegniemy, tylko sam Bóg może nas „uczynić uczestnikami” nieba. Po raz kolejny ukazując się nam „najbardziej” jako Wszechmogący.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5249893275783101698?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5249893275783101698/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5249893275783101698' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5249893275783101698'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5249893275783101698'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/08/w-sercu-wszechmocy-x-tydzien-po-zesaniu.html' title='W sercu Wszechmocy (X tydzień po Zesłaniu Ducha Świętego)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-6524470523687577928</id><published>2011-08-14T01:03:00.000+02:00</published><updated>2011-08-14T01:03:38.299+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='kolekty'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='NRL'/><title type='text'>Modlitwa, która ma zmienić proszącego</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W dziewiątym tygodniu po Zesłaniu Ducha Świętego Kościół modli się, w starszej formie rytu rzymskiego, słowami starożytnej kolekty:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="EN-US"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Pateant aures misericordiae tuae, Domine, precibus supplicantium : et, ut petentibus desiderata concedas, fac eos, quae tibi sunt placita, postulare. Per Dominum.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Co można by przełożyć:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Niech się otworzą uszy miłosierdzia Twego, Panie, na modlitwy błagających; a żebyś udzielił proszącym tego, czego pragną, uczyń, aby prosili o to, co się Tobie podoba. Przez Pana.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 35.4pt; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jest to modlitwa, która w tradycyjnym Mszale Rzymskim występuje dwukrotnie: nie tylko, jako kolekta, w IX Niedzielę po Pięćdziesiątnicy, ale i – jako modlitwa „nad ludem” w środę po IV Niedzieli Wielkopostnej. Jej geneza jest odległa: występuje już w rzymskim Sakramentarzu Gelazjańskim z pierwszej połowy VIII wieku (nawet wcześniej – w trochę zmienionej wersji w Sakramentarzu Leoniańskim z drugiej połowy VI w.), a potem znajdujemy ją w źródłach frankijskich i germańskich, ale także w rzymskich sakramentarzach czy mszałach z XI-XII wieku – a w końcu i w „mszale Kurii” z XIV, w mediolańskiej &lt;i&gt;editio princeps &lt;/i&gt;z 1474 oraz w pierwszej edycji Mszału Rzymskiego św. Piusa V z 1570.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W Mszale Rzymskim zreformowanym w 1970 modlitwa ta jest nieobecna.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jest to modlitwa, w której jej właściwy podmiot – Kościół – okazuje się mądrym mediatorem, ale jakże przy tym niezwykłym: mediuje pomiędzy „błagającymi” (z których sam jest złożony) i Panem (którego jest narzędziem na ziemi). &lt;i&gt;Święty Kościół błagających&lt;/i&gt; oczywiście nie jest tutaj w sensie ścisłym czymś trzecim – a jednak gdy przemawia do Pana, mówi w imieniu ludzi, zaś zwracając się do ludzi, ma im dać jedynie to co otrzymuje od Pana. Im bardziej Kościół jest w takiej sytuacji, tym bardziej widoczna jest jego tożsamość Chrystusowa. To bowiem Chrystus jest jedynym Mediatorem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Na czym polega ta mediacja? Najpierw Mediator przychodzi do Pana, czując jakby za sobą nacisk błagających. W pierwszym zdaniu modlitwy, wyrażonym w uprzejmym koniunktiwie, mamy usilną prośbę zwróconą do Boga – i to prośbę o jakby zmianę u Niezmiennego: &lt;i&gt;pateant&lt;/i&gt;, „niech się otworzą”. &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Mediator chce, aby błagania ludzi dotarły do otwartych „uszu miłosierdzia” Bożego. Obraz „uszu” Boga nie jest oczywiście wynalazkiem tej modlitwy – znajdujemy go już w Psalmach, rzecz jasna w kontekście prośby ludzkiej, która pragnie być usłyszana: Fiant aures tuae intendentes in vocem deprecationis meae (Ps 130, 2). &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Do tej pory wszystko jest dość oczywiste: ktoś prosi, ktoś tę prośbę poleca uwadze tego, kto może ją spełnić. Tak to wygląda w sprawach ludzkich. Ale tym razem sprawa przybiera nieoczekiwany bieg.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Zwykle jest tak, że mediator sonduje, co można uzyskać. Próbuje przekonywać do racji tych, których reprezentuje. Ale mediator przemawiający w tej modlitwie czyni inaczej: o ile pierwsza część naszej kolekty postuluje pewne „poruszenie” w Bogu, a raczej w Jego nastawieniu wobec proszących – o tyle realna zmiana ma się dokonać właśnie w nich samych. Mediator zdaje sobie sprawę, że wypowiadana modlitwa nie ma sprawić, aby Bóg od tej pory patrzył łaskawie na błagających; nie, łaskawość Boga jest tu od początku założona, i modlitwa nie będzie jej wywoływała. A więc zmiana w Bogu nie jest potrzebna. Potrzebna jest zmiana w człowieku, w ludziach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Zmiana, którą Bóg może sprawić: aby błagania ludzkie rezonowały pragnieniem tego dobra, którego Bóg chce dla człowieka, znając najlepiej drogi jego szczęścia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Spraw więc, Panie, abyśmy prosili o to, co się Tobie podoba – abyś nam tego udzielał jako naszego upragnionego dobra. Tak, aby to obiektywne dobro, którego nie skąpisz, było także subiektywnie upragnieniem naszych serc.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-6524470523687577928?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/6524470523687577928/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=6524470523687577928' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6524470523687577928'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6524470523687577928'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/08/modlitwa-ktora-ma-zmienic-proszacego.html' title='Modlitwa, która ma zmienić proszącego'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8697291603293275023</id><published>2011-07-25T12:43:00.002+02:00</published><updated>2011-07-25T15:26:00.163+02:00</updated><title type='text'>O wersach biblijnych, które "wypadły"</title><content type='html'>&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;Kilka dni temu odebrałem list od pewnego czcigodnego księdza, który właśnie zapoznał się z moją książką &lt;a href="http://www.debogora.com/product_info.php/products_id/3883"&gt;"Według Boga czy według świata?"&lt;/a&gt;. Oto fragment:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;Pisze Pan, że słowa o niegodnym przyjmowaniu Ciała Pańskiego "rzadko się pojawiają" (str. 95). One w 7 tomach lekcjonarza &lt;u&gt;nigdy&lt;/u&gt; się nie pojawiają, mimo że wersy od 27 do 30 nie są nową myślą, z poprzednimi słowami łączy je spójnik "dlatego".&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;Swego czasu powiedziałem o tym p. ......., a ta Janowi Pawłowi II, który się tym bardzo strapił. To było krótko przed encykliką Ecclesia de Eucharistia. Może dlatego znalazły się w niej dramatyczne słowa Ojca Świętego o grzechu świętokradztwa.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;Mamy w 7 tomach lekcjonarza przeróżne często bardzo trudne teksty ze Starego Testamentu (np. nierozważny ślub Jeftego), często są to "tasiemcowe" czytania przerastające możliwości percepcji. Nie ma natomiast tak ważnego tekstu jakim jest 1 Kor 11, 27-30, choć rzeczywiście tak wielu katolików jest duchowo chorych i umarłych.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;Niezwykłe, prawda? Teraz ja jestem winny kilka słów wyjaśnienia. Otóż jest prawdą, że nagrywając swój wywiad-rzekę o liturgii i wierze, powiedziałem po prostu, że tego fragmentu w nowym lekcjonarzu nie ma, że dziwnym trafem akurat on "wypadł". Jednak gdy przyszło do ostatniej redakcji tekstu, zawahałem się - ktoś zwrócił mi uwagę, że chyba przesadziłem. Sam pomyślałem, że to chyba jednak niemożliwe - żeby Słowo Boże tak zostało ocenzurowane. Wiedziałem na pewno, że fragment ten zniknął z czytań Bożego Ciała, że nie ma go w kilku innych miejscach gdzie byłby bardzo a propos... Ale może, podobnie jak wiele innych "niewygodnych" elementów liturgii, został przesunięty gdzieś na dalszy plan? Sprawdziłem czytania niedziel i świąt - nie było... Nie miałem już czasu, aby zaglądać do szczegółowych wykazów z dni powszednich, więc nie mając absolutnej pewności zmieniłem kształt swojego zdania, osłabiłem jego kategoryczność. Widzę jednak, że pamięć mnie nie myliła - cytowany fragment listu doświadczonego duszpasterza utwierdza mnie ponadto w spostrzeżeniu, że jest to sprawa ważna. Mały fragment - a sprawa ważna!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;Chodzi przecież o naukę św. Pawła - bodaj jedyny fragment w Piśmie Świętym, w którym tak wyraźnie określa się warunki przystępowania do stołu Pańskiego. Na zakopńczenie zacytuję ten tekst św. Pawła, z podkreśleniem fragmentu, który "wypadł":&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem*, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb 24 i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę». 25 Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę»*. 26 Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. 27 &lt;i&gt;Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej*. 28 Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. 29 Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie]*, wyrok sobie spożywa i pije. 30 Dlatego to właśnie wielu wśród was słabych i chorych i wielu też umarło.&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;Mamy więc obecnie trzy lata czytań - zamiast cyklu jednorocznego. Mamy "czytania lepiej dobrane" przez sztab biblistów - zamiast cyklu czytań ułożonego przez wieki. Okazuje się jednak, że "więcej" i "lepiej" oznacza czasami: skasowano, deleted.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8697291603293275023?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8697291603293275023/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8697291603293275023' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8697291603293275023'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8697291603293275023'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/07/o-wersach-biblijnych-ktore-wypady.html' title='O wersach biblijnych, które &quot;wypadły&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7715243731002629344</id><published>2011-07-06T14:20:00.000+02:00</published><updated>2011-07-06T14:20:34.187+02:00</updated><title type='text'>"Według Boga czy według świata?"</title><content type='html'>Kilka zdjęć Pawła Kuli z wieczoru autorskiego, który odbył się w ubiegłym tygodniu w auli Seminarium w Łodzi. Spotkanie prowadził Tomasz Piotrowicz, z łódzkiego środowiska tradycji łacińskiej (na zdjęciach niewidoczny). Mówiłem o motywach powstania tej książki-wywiadu i o głównym przesłaniu. Swoimi refleksjami podzielił się Dom Herve Courau, opat benedyktynów z Triors (Francja), stary przyjaciel i autorytet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-XWDVo8lRmbQ/ThRSBPasGRI/AAAAAAAAA-w/OrcnigZGsY8/s1600/PK731434_.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="304" src="http://4.bp.blogspot.com/-XWDVo8lRmbQ/ThRSBPasGRI/AAAAAAAAA-w/OrcnigZGsY8/s320/PK731434_.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zobaczcie pod jakim to obrazem wygłaszaliśmy swoje pokojowe kwestie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-TvwUR9w9tNA/ThRSddqujPI/AAAAAAAAA-0/CVIDd1zJd_g/s1600/PK731435_.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-TvwUR9w9tNA/ThRSddqujPI/AAAAAAAAA-0/CVIDd1zJd_g/s320/PK731435_.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nic dziwnego, że książka na swej przed-premierze rozchodziła się... całkiem całkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-IvMEsGC-kCc/ThRSz2v54-I/AAAAAAAAA-4/w8oC78nihxo/s1600/PK731441_.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="220" src="http://1.bp.blogspot.com/-IvMEsGC-kCc/ThRSz2v54-I/AAAAAAAAA-4/w8oC78nihxo/s320/PK731441_.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;I tyle z przed-premiery. A premiera po wakacjach. Do zobaczenia w różnych miastach Rzeczypospolitej!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7715243731002629344?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7715243731002629344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7715243731002629344' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7715243731002629344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7715243731002629344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/07/wedug-boga-czy-wedug-swiata.html' title='&quot;Według Boga czy według świata?&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-XWDVo8lRmbQ/ThRSBPasGRI/AAAAAAAAA-w/OrcnigZGsY8/s72-c/PK731434_.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-27987601283168283</id><published>2011-07-03T18:07:00.002+02:00</published><updated>2011-07-03T18:07:37.443+02:00</updated><title type='text'>Już jest. A raczej nadchodzi.</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-z1FSI1L8Dn0/ThCTmaSuaSI/AAAAAAAAA-g/SHk16L0iMyY/s1600/20110703102-001.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-z1FSI1L8Dn0/ThCTmaSuaSI/AAAAAAAAA-g/SHk16L0iMyY/s320/20110703102-001.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-27987601283168283?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/27987601283168283/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=27987601283168283' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/27987601283168283'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/27987601283168283'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/07/juz-jest-raczej-nadchodzi.html' title='Już jest. A raczej nadchodzi.'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-z1FSI1L8Dn0/ThCTmaSuaSI/AAAAAAAAA-g/SHk16L0iMyY/s72-c/20110703102-001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-6507970343158920303</id><published>2011-03-18T14:52:00.000+01:00</published><updated>2011-03-18T14:52:25.337+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='facebook notatki'/><title type='text'>O człowieku, który był nie do rymu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #333333; line-height: 16px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Ymu, ymu, ymu, był raz człowiek, który nie był do rymu. Gdzie się nie pojawił, tam zaraz swój brak objawił. Ęty, ęty, ęty, dlatego troszeczkę był podpadnięty. Niejeden oferował mu szczerze: niech kolega choć kapkę z mego rymu bierze. Ra ta ta ta, lecz on nie chciał robić z siebie wariata. Nie umiał rymować podejrzany człeczyna, nie uznawał, że to wielka wina. Tili, tili, tili, się zmartwili, go zostawili... W sali pełnej rymowego dymu szuka swoich nut człowiek co był nie do rymu: Święty Boże, la li laj, Święty Boże, tari taj, Święty a nieśmiertelny. Heja ho, zmiłuj się nad nami, baja bo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-6507970343158920303?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/6507970343158920303/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=6507970343158920303' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6507970343158920303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6507970343158920303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/03/o-czowieku-ktory-by-nie-do-rymu.html' title='O człowieku, który był nie do rymu'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8504617101762469158</id><published>2011-03-14T23:44:00.002+01:00</published><updated>2011-03-14T23:44:41.153+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='facebook notatki'/><title type='text'>Czy diabelstwo "wie co jest ważne"?</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Przy okazji lektury książki Romana Graczyka - nie, nie tylko o esbeckiej infiltracji na szczytach środowiska "Tygodnika Powszechnego", lecz szerzej: o uwikłaniu TP w system peerelowski - wracają myśli o tym, jaka była korelacja między ujmowaniem przez progresistów Vaticanum II jako "początku nowego Kościoła" - a komunistycznymi manipulacjami tymże Soborem. U Graczyka coś z tej korelacji jest widoczne: miękkim punktem śrdowiska TP - ale na pewno bardziej "Więzi" - była "soborowa" zasada, że z marksistami-komunistami już nie należy walczyć potępieniami, tylko dialogować. Rzecz jasna, gdy tylko SB wykryla dobrodziejstwa takiej "sklonności dialogowej", nagle okazywała się zainteresowana podbechtywaniem jej teologicznych fundamentów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Coś podobnego widzialem już przed laty, dzięki drukowanej w "Christianitas" analizie tego, jak na rozpoczynający się Sobór patrzyła SB oczami swoich ekspertów. To było bardzo pouczające: przecież na początku esbecy zainteresowani byli - jakże żywo i panicznie! - tylko tym, czy na Soborze dojdzie do zapowiadanego od lat potępienia komunizmu. Owszem, po bezpieczniacku zbierali papiery trochę o wszystkim - ale jak erotomani za golizną, tak oni węszyli nieustannie tylko za tą "anatemą" (której wyrażnie się bali!). W trakcie składania sobie tych puzzli z różnych profili kardynałów itp. wyszła im jednak pewna prawidlowość: dostrzegli, że hierarchowie "nieskorzy do anatem i otwarci na dialog z marksizmem" byli równocześnie reprezentantami teologii raczej progresywnej - za to rzecznicy potępienia komunizmu znajdowali się gdzieś około "teologii konserwatywnej". Niezrozumiałe spory "progresistów" z "konserwatystami" nagle nabraly dla esbeków żywych kolorów. Od momentu wykrycia tej korelacji w myśleniu esbeków następowal przełom: zamiast patrzeć na Sobór przez pryzmat jednej konkretnej sprawy, zaczęli kombinować, że już niezależnie od zablokowania anatemy zwycięstwo "strony postępowej" przyniesie wiele innych sukcesów w przyszlości, trzeba zatem jakoś wesprzeć "postępowaych teologów". Niektórych zaczęło to wciągać: ze zwykłychpolicyjnych manipulatorów stawali się coś jakby "teologami", tyle że wciąż policyjnymi. Teologami z SB, palącymi się do tego, aby pomagać Kościołowi "spotakć się z duchem nowych czasów"!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jak wiadomo, prowadziło to z czasem nawet do dyskretnego zaangażowania się SB, na forum kościelnym!, przeciw "nadużyciom w rozwijaniu kultu maryjnego" przez Prymasa Wyszyńskiego: oto nutka, która tak bardzo smakowala niektórym teologom i publicystom...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Gdy sobie teraz to wszystko jeszcze raz przypominam, zastanawiam się jak daleki i na ile precyzyjny jest "kierunek operacyjny" tego iście diabelskiego instynktu: czy rzeczywiście ten "niuch" jest w stanie wskazać jako cel uderzenia sprawy naprawdę pierwszorzędnie ważne z punktu widzenia wiary - czy raczej będzie to zawsze takie grube i prymitywne przybliżenie tylko na pewną odległość?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Czytelnicy "Montażu" Wołkowa pamiętają, że obserwując nieudaczną "ceremonię mszalną" w kościele katolickim we Francji sowiecki agent westchnął sobie, iż niemożliwe, aby Kościół porzucił swój wspanialy tradycyjny ryt - i zastąpił go nową komibinacją - bez udzialu tajnych służb Imperium. To oczywiście licentia poetica - ale czy zupełnie oderwana? Czy faktycznie możemy założyć, że "operacyjne zainteresowania" slużb nigdy nie zstąpily, w swej drodze "po nitce do kłębka" - od samego sedna życia Kościola, do jego "źródła i szczytu"?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jest to pytanie, na które naprawdę nie znam odpowiedzi - i nie zamierzam jej sugerować. Dla mnie jest co prawda oczywiste, że każdy ktto naprawdę chce wplynąć na chrześcijaństwo, musi zabrać się za misteria chrześcijańskie - ale doprawdy nie mam pojęcia czy manipulatorzy ze służb komunizmu zdali sobie z tego do konca sprawę (poza tym, że probowali, bezskutecznie, małpować liturgię chrześcijańską w swoich nędznych rytuałach).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dlatego to pytanie wciąż do mnie wraca: na ile diabelstwo, czynne czasami w ludziach, naprawdę naprowadza ich na to, co źródlowo najwazniejsze - czy może raczej jest zawsze skażone tą swoją groteskową ślepotą? Jest to ważne pytanie, nie wyłącznie scholastyczne. Wynika z niego między innymi to, czy - i w jakim stopniu - to ataki antychrześcijanskie mają być dla nas wskazówką które sprawy są naprawdę ważne. Bo może są ważne, owszem - ale tylko z perspektywy diabła? A więc z perspektywy, która dla nas musi być "za krótka"?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8504617101762469158?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8504617101762469158/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8504617101762469158' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8504617101762469158'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8504617101762469158'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/03/czy-diabelstwo-wie-co-jest-wazne.html' title='Czy diabelstwo &quot;wie co jest ważne&quot;?'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-3377309380484629232</id><published>2011-03-11T16:32:00.000+01:00</published><updated>2011-03-11T16:32:00.580+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='facebook notatki'/><title type='text'>Moja definicja znaczenia Jarosława Kaczyńskiego</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Co jakiś czas odkrywam stany rzeczy mocno mnie zaskakujące. Czasami takimi "stanami rzeczy" są stany świadomości, w istocie odbiegające od stanów rzeczy. Tak jest na przykład w sprawie mojego stosunku do Jarosława Kaczyńskiego - właśnie w tym przypadku zauważane przeze mnie stany świadomości mocno odbiegają od stanu rzeczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Być może jest tak dlatego, że faktycznym stanem rzeczy jestem zainteresowany przede wszystkim sam - natomiast wielu tych, którzy się na ten temat tu czy ówdzie wypowiadają, skupia się raczej na swoich środowiskowych stanach świadomości. Stąd dość frapujące rozbieżności. Na przykład stan świadomości publicystów "konserwatyzm.pl" jest taki, że Jarosław Kaczyński jest przedmiotem mojej narkotycznej fascynacji, czymś w rodzaju miłości ślepej i nieszczęśliwej. A z kolei stan świadomości dyskutantów forum rebelya.pl jest raczej, by tak rzec, wręcz przeciwny - to znaczy w najlepszym wypadku sądzi się tam, że obdarzam byłego premiera czymś w rodzaju podłej i podstępnej nienawiści.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Te stany świadomości wedle mojej najlepszej wiedzy są bardzo odlegle od stanu faktycznego.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Są ludzie, którzy lubią się bawić takimi szalonymi rozbieżnościami - rozbieżnościami w skrajnie różnym odbiorze tych samych wypowiedzi i rozbieżnościami między odbiorem jakimkolwiek a intencjami wpisanymi w nadany komunikat. Dla mnie to nie zabawa. Lubię gdy jest jak jest. Dlatego postanowiłem jednak gdzieś krótko zdefiniować to, co myślę o JK. Tak dla "prawdziwościowego" porządku, bo przecież nie łudzę się, że taki wpis cokolwiek może zmienić w "gębie", którą mam przyczepioną tu czy tam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Z prawdą jest jednak jakoś tak, że żadna ignorancja, żadne prawdy lekceważenie i żadna pomyłka tak zupelnie nie może się bez niej obyć: zawsze jest czymś "na motywach prawdy". Otóż oba wspomniane stany świadomości uważam za całkowicie niezgodne ze stanem faktycznym - natomiast za coś prawdziwego uważam zawarte tam implicite założenie: że Jarosław Kaczyński jest dla mnie osobą ważną.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Zdefiniujmy tę ważność, jednak na tyle precyzyjnie, aby to nie byl tylko jakiś banał: Jarosław Kaczyński jest dla mnie najważniejszym politykiem reprezentującym (dzisiaj) "Solidarność" (a słowo to znaczy dla mnie samoograniczające się powstanie antykomunistyczne opisane zasadniczo datami skrajnymi 1979-1981).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W mojej definicji ważności JK mieszczą się zarówno moje powody szacunku, jak i powody sporu z tym politykiem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Polska opinia prawicowa od dawien dawna dzieli się na tych, którzy oceniają "S" pozytywnie i z wdzięcznością - oraz na tych, którzy mają do "S" tyle zastrzeżeń, że w sumie może nawet wątpią czy była Polsce potrzebna. Osobiście - choć bez popadania w emfazę i bezkrytyczny zachwyt - jestem po tej pierwszej stronie: uważam, że pierwsza "S" była wielkim ruchem niepodleglościowym, ruchem narodowym Polaków - choć na miarę dokonanej prze lata PRLu dewastacji umysłowości i języka. Należę zresztą do pokolenia, które zostało dosłownie przebudzone do świadomości narodowo-republikańskiej właśnie przez karnawał "S", antycypowany już w czerwcu 1979 pielgrzymką papieską.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wiem, że w roku 1980 Jarosław Kaczyński - w odróżnieniu od swego brata - nie odgrywał roli pierwszoplanowej, być może nawet drugoplanowej. Mimo to uważam, że to on jest dzisiaj politycznymk dziedzicem tego, co można by nazwać "świętym ogniem" "S". Nie chodzi tu przecież o to, kto kim był w 1980, lecz o to, kto kim jest dzisiaj. Zresztą nie chodzi mi nawet o to, kim jest personalnie, w swej osobowości JK - tylko o to, że z tą osobowością jest on dzisiaj przywódcą i depozytariuszem nadziei ludzi, wśrod których duch "S" jest dla mnie najbardziej autentyczny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;"Solidarność" miała oczywiście cały olimp przywódców-symboli z Sierpnia'80 - wśród których nawet śp. Lech Kaczyński nie zajmował pierwszego miejsca. Jednak jedni z nich pozostali potem głównie symbolami, natomiast inni, choć kontynuowali "solidarnościową" politykę, w tym czy innym etapie zdradzali - już nie tylko jakiś trudniej uchwytny etos, ale i minima "samoograniczającej się rewolucji". Zachowali miejsca w albumach i w kolejce do odznaczeń. Ale zostali w tych albumach, podczas gdy dynamika "S" sunęła dalej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wielu podziwia w JK jego hazardowe umiejętności gry. Wydaje mi się, że ten czar już na mnie nie działa. Natomiast zamiast dać się czarować - podziwiam Pana Jaroslawa jako obecnego chorążego panny "S".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;I dokładnie tam, gdzie mieści się mój podziw, tam rownież rozkwita moja gorycz. Podziw wynika z tego faktu, że JK reprezentuje politykę, która zawsze chciała wyzwalać "S" z kontraktu Magdalenki: z kompromisu z komunistami. Gorycz natomiast z tego, że inna "Magdalenka" - niepisany, lecz żelazny układ kompromisu z ideologią laicyzmu i "cywilizacją śmierci" - pozostała nienaruszona, jak sprawa tak nieważna lub nierealna jak dla wielu oponentów Kaczyńskiego obalenie Magdalenki politycznej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Innymi słowy: to JK poprowadził to, co było politycznym duchem "S", od tamtego wczesnego etapu "samoograniczającej się rewolucji" do etapu antykomunistycznej świadomości potrzeby "nowego państwa" - i za to chapeau bas, tym bardziej że zrobil to wbrew wplywowym "legendom "S""; rownocześnie jednak to, co bylo cywilizacyjno-moralnym duchem "S", pozostawił - wraz z innymi - na poziomie "samoograniczonej rechrystianizacji", uczestnicząc faktycznie w układzie blokującym przejście od ograniczeń post-komunistycznych do tego, czym byłaby "S" według nadziei bł. Księdza Jerzego i (bł.) Jana Pawła II. Co więcej, uważam, że jego obecna pozycja w środowisku Radia Maryja powoduje, iż w tymże środowisku nastąpił, jeśli chodzi o sprawę katolicką, widoczny regres, właśnie jakby do poziomu sentymentalnej panny "S" z początku lat 80.: nie są to już ci ludzie, którzy w latach 90. potrafili rzucić skutecznie wyzwanie establishmentowi np. w sprawie ochrony życia. Są zajęci czymś innym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;JK jest dziś wodzem tej "S", której część rozwinęła się z podlotka w matronę, ale część druga chce być nieświadoma i naiwna jak kiedyś. Podczas gdy w jednej części JK działal na rzecz uwolnienia "S" od jej bezkształtnej "ateoretyczności" (copy. by J.Staniszkis), to w drugiej utrzymywał siebie i innych w tymże stanie. W stanie, który świetnie zilustrowała jego deklaracja z kampanii prezydenckiej, gdy na konkretne pytanie o regulacje prawne dotyczące in vitro potrafił jedynie puścić oko i rzucić iście wałęsowską deklarację, iż jest katolikiem (deklarację, którą też trzeba docenić, lecz jednak nie na poziomie poważnego polityka - rzecznika nadziei opinii katolickiej).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Oto moja definicja znaczenia Pana Jarosława. Ni mniej, ni więcej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-3377309380484629232?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/3377309380484629232/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=3377309380484629232' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3377309380484629232'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3377309380484629232'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/03/moja-definicja-znaczenia-jarosawa.html' title='Moja definicja znaczenia Jarosława Kaczyńskiego'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-3993472189116388435</id><published>2011-03-06T22:26:00.000+01:00</published><updated>2011-03-06T22:26:49.018+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alikwoty+'/><title type='text'>Modlitwa na "kuse dni"</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://www.areopag21.pl/alikwoty+/artykul_355.php"&gt;Alikwoty+&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Niedziela Zapustna, czyli Pięćdziesiątnica: ostatnie dni Przedpościa, "za chwilę" Popielec, a z nim Wielki Post, czyli święta kwarantanna przed Wielkanocą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dzisiaj, a potem w poniedziałek i wtorek "starsza forma" rytu rzymskiego zachowuje, jak w poprzednie tygodnie, starożytną kolektę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Preces nostras, quaesumus, Domine, clementer exaudi :&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;atque a peccatorum vinculis absolutos,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;ab omni nos adversitate custodi.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Słysząc ją lub czytając, możemy odnieść wrażenie jakiegoś&amp;nbsp;&lt;em&gt;deja vu&lt;/em&gt;&amp;nbsp;- że gdzieś niedawno już się z tym spotkaliśmy. To wrażenie jest o tyle uzasadnione, że kolekta Pięćdziesiątnicy jest co prawda samoistna, ale w oczywisty sposób łączy motywy obecne w kolektach dwóch poprzednich niedziel przedpostnych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Pierwsze zdanie jest niemal dosłownym powtórzeniem pierwszego zdania kolekty Siedemdziesiątnicy:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Naszych próśb - prosimy, Panie - łaskawie wysłuchaj.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Z kolei skierowane do Boga wezwanie finalne powtarza motyw obecny w kolekcie poprzedniej niedzieli, Sześćdziesiątnicy:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Strzeż nas od wszelkiej przeciwności.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;A jednak jest w tej modlitwie coś swoistego, jej własnego - jest to wskazanie na naszą kondycję - na kondycję tych, którzy proszą o łaskawe wysłuchanie ich modlitw, modlitw o ustrzeżenie od wszelkich przeciwności.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;We wtrąceniu między zdaniem pierwszym i wezwaniem końcowym czytamy:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;- i rozwiązanych z więzów grzechów...&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;"Rozwiązanych z więzów grzechów, strzeż nas od wszelkiej przeciwności". Dopiero całe to zdanie jest ową kroplą zdrowej doktryny, która sączy się niedzielę po niedzieli, tydzień po tygodniu, dzień po dniu z modlitw katolickich. Istnieje łaska podstawowa: że przybliżono nas do życia Bożego, rozwiązując z niewoli grzechu. Ale na tym nie koniec: prosimy, abyśmy - dzięki tej łasce Bożej wolności - zwyciężali nad tym, co sprzeciwia się jej, co sprzeciwia się nam nią uwolnionym.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;I z tymi słowami idziemy przez najbliższe "kuse dni", aż tradycyjna modlitwa kościelna w Poście nie zacznie nam po swojemu wypominać, że czas wstąpić w czterdziestodniowe oczyszczenie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;PS&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Z obecnego na areopagu21&amp;nbsp;&lt;a href="http://areopag21.pl/arx_firma_deus_noster_est/artykul_348.php"&gt;wpisu p. Dariusza Bruncza&lt;/a&gt;&amp;nbsp;dowiedziałem się, że dzisiaj również luteranie obchodzili swoją ostatnią niedzielę Przedpościa - i że czytano im w zborze ten sam introit i tę samą ewangelię, które należą do tradycji łacińskiej Kościoła, przechowywanej obecnie w "starszej formie" rytu rzymskiego. To niezwykłe, że "przedsoborowa" liturgia łacińska (z korzeniami w VI wieku św. Grzegorza) okazuje się bardziej - hmmmm - ekumeniczna niż ta "posoborowa", reformowana m.in. "ze względów ekumenicznych" po Vaticanum II. Dziwny jest ten świat!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-3993472189116388435?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/3993472189116388435/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=3993472189116388435' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3993472189116388435'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3993472189116388435'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/03/modlitwa-na-kuse-dni.html' title='Modlitwa na &quot;kuse dni&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7983764646477706441</id><published>2011-03-05T13:56:00.000+01:00</published><updated>2011-03-05T13:56:26.741+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='facebook notatki'/><title type='text'>Kamienista droga (sen nie sen)</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wychodzi się jakby spod niewielkiego, wiejskiego wiaduktu rzuconego w sielski, trawiasto-piaskowy krajobraz. Z cienia w jasność dnia. Coś jak zapomniana ścieżka, dróżka? Jej bieg zauważa się z bliska, poznaje się go po wątku kamieni, wynurzonych z piasku, nie dających się trawie. Wątek kamieni jest dość chaotyczny, nie wygląda na "solidną robotę" (choć może w istocie jest najsolidniejszą robotą starożytnych, kto wie?). Ratuje go to, że się jednak nie przerywa: zawsze w odległości kroku, w tym czy innym odchyle, majaczy kamień - stanica cywilizacji w morzu dzikości (pasują do siebie!).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Idzie się tą zapomnianą drogościeżką z pokusą, by skakać po tych kamieniach, jak w potoku. Potoku nie ma, jest piach rozmoczony deszczem, podbechtana wilgocią glina, szurgoczący żwir. Oblepiają, brudzą, kaleczą - szuka się kamienia. Nie jak w potoku - tu kamienie są potokiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Rzeką podziemną? Która wystawia co chwila swoje "kocie łby", niby jakiś peryskop.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Stawia się stopy na kamieniach, na twarzach rzeki podziemnej, twarze pomazane mazią lecz twarde, wdeptane lecz wystające. Jedna z nich przyjechała z Łodzi na imieniny babci, w torebce ma kamyki po operacji woreczka, wszyscy oglądamy, widziałam jak Pawełek modlił się, niech taki rośnie - mówi ciocia uwolniona od kamyków - masz więc, Pawełku, od cioci taki drobny prezent, (kilka metalowych krążków z Marcelim Nowotko), podziękuj cioci, Pawełku, dziękuję, Ciociu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Twarz starszego księdza zza furtki, witaj, chłopcze, byliśmy żołnierzami (podziemnej armii), na wszelki wypadek nazywaj mnie "Konrad", w ogrodzie mam róże chińskie, na półkach książki o wrogach Kościoła, częstuj się wafelkami, Gałczyńskiego "Serwus Madonna" przeczytajcie koniecznie, dzisiejsza młodzieży.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Twarze zlane w jedno za biesiadnym stołem, wyrastające ponad siebie w chwili gdy po Szła dzieweczka do laseczka ktoś intonuje pieśń swojej młodości z chłopskiej partyzantki, twarze tężejące od wódki i wzruszenia, twarze opowiadające o tym jakie kiedyś były nasze granice, Lwów i Wilno, Lwów panie w środku Rzeczypospolitej wypadał, twarze zwierzające Katyń, ciiiiii, i że szynki nie ma przez komunę, chłopskie twarze wolące husarskie skrzydła od ludowej ojczyzny.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Kamień, podparcie, kamień, do przodu. Nie liczysz, idziesz, chodzenie to proza nie poezja, kamienie mijasz, zostawiasz za sobą. Ale stąpnięcia poza kamień pamiętasz, były krokami na manowce, wracało się do kamieni, do kocich łbów rozsianych po drogościeżce.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;U skraju drogi wielka kałuża, nie wyschła, zatrzymać się. W kałuży Twoja własna twarz, w pochyleniu, wyraziściej odbita niż te na kamieniach. Kałuża pyta: a pan narcyzem czy... kocim łbem?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7983764646477706441?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7983764646477706441/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7983764646477706441' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7983764646477706441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7983764646477706441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/03/kamienista-droga-sen-nie-sen.html' title='Kamienista droga (sen nie sen)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4403248195002978417</id><published>2011-02-27T20:40:00.003+01:00</published><updated>2011-02-27T20:41:36.117+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alikwoty+'/><title type='text'>O opiekę prosimy Pawła</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://areopag21.pl/alikwoty+/artykul_325.php"&gt;Alikwoty+&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Mamy dziś Sześćdziesiątnicę, i to ona przynosi dla całego tygodnia - drugiego tygodnia Przedpościa - następującą starożytną kolektę:&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Deus, qui conspicis, quia ex nulla nostra actione confidimus :&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;concede propitius : ut contra adversa omnia Doctoris gentium protectione muniamur.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Modlitwa ta istnieje dziś w rycie rzymskim jedynie w jego "starszej formie". W "formie zwykłej" nie ostała się.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Znana zasada powiada: l&lt;em&gt;ex orandi - lex credendi&lt;/em&gt;. Reguła modlitwy staje się regułą wiary. Ale pierwsze zdanie kolekty podpowiada:&amp;nbsp;&lt;em&gt;lex orandi, lex vivendi&amp;nbsp;&lt;/em&gt;- modlitwa nie tylko zakłada życie chrześcijańskie modlących się, lecz i naucza ich o tym życiu. W modlitwie czytamy:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Boże, który widzisz, że nie ufamy żadnej naszej czynności :&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Oto wygłoszona w imieniu Kościoła zobowiązująca reguła życia chrześcijańskiego: nie polegać na sobie, nie zawierzać się w całości żadnemu własnemu uczynkowi.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nie jest to zachęta do nieufności jako takiej - lecz do nieufności względem tego, "w czym się wyraziliśmy", a więc do naszych, w sensie ścislym, czynności (są przecież takie działania człowieka, które nie są czynnościami, polegają na doznaniu, doświadczaniu, zachowywaniu - tym być może łatwiej zaufać; i być może tym zbyt mało ufamy, powierzając się własnej ekspresji?).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nie jest to rownież zachęta do powstrzymania się od własnej czynności - a więc nauka nieufnej bierności. Owszem, im więcej jest w naszych dzialaniach nas samych - im bardziej są one "czynne" - tym powinniśmy być ostroźniejsi. A jednak czynności muszą być wykonywane.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Aby zrozumieć o co tu chodzi, pamiętajmy, że modlitwa nie podpowiada określonej psychologii dzilan ludzkich. Może być ona różna, tak jak my jesteśmy różni. W modlitwie chodzi więc nie o sposob przeżywania własnej aktywności - ale o to, iż to nie nasze działania są źródłem życia Bożego w nas, łaski, zasługi, uświęcenia, zbawienia. W tym dokładnie sensie: nie pokładamy ufności w żadnej naszej czynności. Pókiśmy chrześcijanie i o ileśmy chrześcijanie - modlitwa opisała miarę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dalej:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Udziel łaskawie, abyśmy przeciw wszelkim przeciwnościom byli obwarowani ochroną Apostoła Narodów.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;A więc w sumie nie jedna, lecz dwie prośby, jedna w drugiej. Ta większa, ogólniejsza: "abyśmy byli obwarowani przeciw wszelkim przeciwnościom". Realizm życia, zmagania, walki jest bardzo drogi starym modlitwom. To nie dziwne: noszą one w sobie i pamięć różnych prześladowań, i mocne doświadczenie kruchości życia ludzkiego, i poczucie rozpadania się stabilnych światów - więc jednoglośnie z Pismem modlitwy te zdają sprawę z tej kondycji, ucząc właśnie nie ufać zbytnio temu, co tylko pozornie pewne i bezpieczne. "Przeciw wszelkim przeciwnościom" - także lub może przede wszystkim przeciw tym, które wymagają aż egzorcyzmu - modlitwa Kościoła prosi o ochronę samego Boga, o ochronę łaskawą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;A teraz prośba druga, w tej pierwszej ukryta: wiedząc, że źródłem i dysponentem jest tylko Bóg, prosimy jednak o "ochronę Apostoła Narodów". Tak mogą prosić jedynie przyjaciele: nie dość że o coś cennego, to jeszcze z jakimś dodatkową klauzulą. Dodatkową klauzulą w tym tygodniu jest nadzieja, że pomoc Boża będzie do nas teraz przychodziła przez osobę i osobowość świętego Pawła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Szczególne wymaganie! Staje się zupełnie naturalne, jeśli zważymy, że w dawniejszym biegu rzeczy wypadała dziś w Rzymie "stacja" w Bazylice świętego Pawła za Murami - to tam właśnie rozbrzmiewała ta prośba, w miejscu uświęconym męczeństwem Pawła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;img alt="" src="http://farm3.static.flickr.com/2608/4074911907_0f71810aa7.jpg" style="height: 380px; width: 500px;" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Gdy kolekta ta była - i jest obecnie - odmawiana w rozmaitych zakątkach świata katolickiego, choćby i w naszym, polskim, naturalność tej wzmianki nie jest oczywista. Nasze myśli mogą pobiec nie tylko drogą historycznych objaśnień dotyczących owej "stacji" i rzymskości rytu - ale i jeszcze głębiej, do źródeł naszego chrześcijaństwa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;My przecież właśnie z owych "narodów", z pogan, o których wolność wiary dzielnie i za sprawą Bożą upominał się Apostoł Narodów, Apostoł pogan nawet i przed ostroźną władzą Księcia Apostołów. Od kluczy Piotra wiara przyszła i do nas jako dziedzictwo odwagi Pawła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dlatego nic w tym dziwnego, że właśnie taka prośba: nas, spośród narodów powołanych do uczestnictwa w wierze Piotra, obwaruj, Boże, opieką Apostoła Narodów. Udziel nam tego z łaski.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4403248195002978417?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4403248195002978417/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4403248195002978417' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4403248195002978417'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4403248195002978417'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/02/o-opieke-prosimy-pawa.html' title='O opiekę prosimy Pawła'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://farm3.static.flickr.com/2608/4074911907_0f71810aa7_t.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-3960864076548901039</id><published>2011-02-22T17:58:00.000+01:00</published><updated>2011-02-22T17:58:45.647+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='facebook notatki'/><title type='text'>"Autyzm" i zdolność mówienia prawdy</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Z przeczytanej wreszcie do końca książki-rozmowy Cezarego Michalskiego z Jadwigą Staniszkis wraca jej ciągła autoprezentacja jako "autystki". Przez ostatnie lata urosło to u Pani Profesor w dość upartą deklarację mającą wyjaśnić niejedno w jej życiorysie - ale i trochę rozmiękło pod ironią publiczności, domyślającej się w tym "autyzmie" raczej mechanizmu obronnego, nie defektu (widać to również w reakcjach Michalskiego).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Ja też jestem "autystą", ale właśnie z tej zaangażowanej pozycji współ-czucia z Panią Profesor skłonny jestem sądzić, że jej/nasz "autyzm" nie jest autyzmem. Nie jest przerażeniem światem zewnętrznym, nie jest wycofanym odbieraniem go jako koszmaru. W tym, co Jadwiga Staniszkis mówi i pisze, jest zbyt wiele fascynacji ludźmi i ich relacjami, społeczeństwem i grą społeczną.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Ten "autyzm" ma z autyzmem faktycznym jedną cechę wspólną: dystans do zewnętrzności. Jest - być może a-normalnym, może wyśrubowanym na granicę normalności - stanem poluzowania między "tym jak myślę"/ "tym jak przeżywam" a różnymi "my". To nawet nie jest sfera bytu - raczej sfera myśli, świadomości: "autyści" nie odbierają istnienia całościom zbiorowym, jednak do "my" wchodzą bardziej furtką zindywidualizowanej świadomości niż bramą zbiorowych namiętności.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wbrew pozorom nie jest to - ośmielam się sądzić - jakiś ciasny racjonalizm. Chyba raczej uboczny skutek cechy bardziej dla "autyzmu" specyficznej. My, "autyści" mamy wzmożoną - a-normalną? - aktywność analityczną. Wielu z nas kultywuje ją właśnie jako pewne dobro, naturalne w naszym "ja", zaś potrzebne wielobarwnym "my". Wtedy inwazję namiętności - ryk gniewu, bębnienie dowcipasów, chuć "pokrzepiania", tresurę "ducha zespołu" - traktujemy jako zagrożenie dla trudno dostępnego "dobra narodowego". Chronimy to dobro skrupulatnie - aby potem nie móc otrzymać zaufania od "my", podrażnionego rzekomą obojętnością, odmową akcesu do "armii oczywistości oczywistych".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;"Autyści", których mam na myśli, to zatem ludzie bez szczególnego defektu "sociabilności", lecz z nadwrażliwością analityczną, obciążani regularnie strasznym błogosławieństwami: "obyś wiedział pierwszy" oraz jego odmianą: "obyś chcial wiedzieć mimo wszystko". Emocjonalne "my" wyrzuca ich ze swego ekscytującego tanga, tak jak "brać" skutecznie pozbywa się "niepijących".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;A oni wciąż się plączą na odległość kamienia, kasandryczą, jeremiadyzują. Bo tak naprawdę są zawsze wewnątrz "my", oddani mu umysłami - i zadziwieni, że ktoś nie wie, że "mocniej nie można".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Istnieje bowiem głęboka różnica między "autyzmem" Staniszkis i "autyzmem" Lesława Maleszki, perwersyjnie wybitnego analityka Służby Bezpieczeństwa. Pierwszy wiąże się z męką odkrycia jak się jest ze swoją wiedzą bezsilnym wobec grawitacji "procesów społecznych" (bezsilnym w kategorii natychmiastowego sprawstwa, a nie bezsilnym moralnie - bo indywidualna odwaga moralna zawsze "działa", a z czasem może naprawdę wejść w fazę społecznej "masy krytycznej"). Drugi, "autyzm" perwersów klei się ze sztuką manipulowania ludzkimi słabościami - dla osiągania rozkoszy przy oglądaniu swej demonicznej "sprawczości", zwykle w skali mikro.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jak widać, "autyzm" na ogół ułatwia poznanie prawdy. Czy ułatwia jej mówienie? Wciąż: tak. Czy mówienie prawdy głośno? Tu zaczyna się problem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jedną z ciekawszych opowieści Staniszkis jest wyznanie, że nigdy nie zdecydowała się opublikować w Polsce analizy - pisanej w dobie "karnawału" 1980/81 - w której wnioskiem było twierdzenie, że "Solidarność" nie ma potencjałów niezbędnych do przetwarzania systemu PRLowskiego. Pani Profesor powtarza to w różny sposob w kilku miejscach: byłam zaangażowana, jeździłam po zakładach pracy, wygłaszałam przemówienia; nie byłabym w stanie powiedzieć tamtym ludziom tego, co wiedziałam.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;"Autyści" zwykle więcej wiedzą niż ośmielają się mówić "na zebraniach". Czasami się odważą, zagra w nich jakaś ambicja "by powiedzieć to głośno". Ale wtedy czują się jakoś nie na miejscu. Zwykle mają rację: po co komu "taka" prawda?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-3960864076548901039?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/3960864076548901039/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=3960864076548901039' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3960864076548901039'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3960864076548901039'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/02/autyzm-i-zdolnosc-mowienia-prawdy.html' title='&quot;Autyzm&quot; i zdolność mówienia prawdy'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-3259901421895395646</id><published>2011-02-20T19:51:00.000+01:00</published><updated>2011-02-20T19:51:25.625+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alikwoty+'/><title type='text'>"Słusznie cierpimy..."</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://areopag21.pl/alikwoty+/index.php"&gt;Alikwoty+&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Siedemdziesiątnica, Niedziela Starozapustna. Z obecną niedzielą zaczyna się&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Przedpo%C5%9Bcie" style="color: #333333; text-decoration: none;"&gt;Przedpoście&lt;/a&gt;, prawie trzytygodniowy okres, który w liturgii rzymskiej ukształtował się w V/VI w., za czasów św. Grzegorza Wielkiego. Jest to przygotowanie do Wielkiego Postu, stopniowe przejście od wesela do umiaru - ale dość specyficzne, bo właśnie w Przedpościu mamy zwykle apogeum karnawału, ostatnie prawdziwie "balowe" soboty. Prawdziwa&amp;nbsp;&lt;a href="http://malarze.art.pl/walka_karnawalu.php" style="color: #333333; text-decoration: none;"&gt;"walka postu z karnawałem"&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;img alt="" src="http://gramszm.student.lo5.bielsko.pl/breugel.jpg" style="height: 779px; width: 1100px;" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;- i kto z osob podziwiających dzisiaj ten obraz Pietera Bruegla podejrzewa, że jego naturalny kontekst tkwi właśnie gdzieś w... Przedpościu!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Kolekta obecnego tygodnia, czyli Siedemdziesiątnicy (od niedzieli przypadającej 70 dni przed Zmartwychwstaniem), istnieje dziś jedynie w "starszej formie" rytu rzymskiego, co znaczy, że ta starożytna modlitwa znalazła uznanie i została zachowana w mszale kodyfikowanym przez św. Piusa V w 1570, i znajduje się także w mszale wydanym przez bł. Jana XXIII w 1962 - natomiast w oczach komisji reformującej liturgię po Vaticanum II okazała się, jak mówiono, "zbyt negatywna". Dlaczego?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Oto jej tekst:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Preces populi tui, quaesumus, Domine, clementer exaudi :&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;ut, qui iuste pro peccatis nostris affligimur, pro tui nominis gloria misericorditer liberemur.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Ponieważ modlitwa ta, jako się rzekło, nie przetrwała w "formie zwykłej", nie ma ona także oficjalnego, używanego w liturgii tłumaczenia polskiego. Istnieją natomiast tłumaczenia pomocnicze, zatwierdzane przez władzę kościelną na potrzeby mszalików dla wiernych. W leżących teraz przede mną dwóch takich mszalikach - z 1963 (Tyniec) i z 1966 (bp Jakiel) różnice są niewielkie, wynikają może raczej z próby pewnego unowocześnienia polszczyzny i głębszego spolszczenia stylistyki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Obie wersje - drukowane w trakcie Soboru i niedługo po nim - wykazują natomiast jedną i tę samą sugestię interpretacyjną w odniesieniu do drugiego zdania modlitwy. Moim zdaniem jakoś skrzywiającą szeroką perspektywę tej wspaniałej kolekty - i dlatego sprobuję na użytek tego komentarza zaproponować nieco inną wersję.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Idźmy jednak po kolei. W pierwszym zdaniu Kościół mówi:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Prosimy, Panie, wysluchaj łaskawie modlitwy Twego ludu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Na uwagę zasługuje przysłówek "łaskawie":&amp;nbsp;&lt;em&gt;clementer&lt;/em&gt;. Użyto słowa o długiej, pięknej tradycji. Łaskawość, czyli&amp;nbsp;&lt;em&gt;clementia&lt;/em&gt;, to jedna z cnót, którą w świecie rzymskim zalecano - i niekiedy praktykowano - jako standard odniesienia imperium względem pokonanych wrogów, a raczej względem ludów podbijanych przez imperium. W tym kontekście łaskawość oznaczać miała skłonność do pozostawienia przegrywającym ich godności i obyczaju. Oczywiście wraz z naszą modlitwą kontekst zmienia się dogłębnie - ale możemy się domyślać, że wypowiadana przez rzymskich chrześcijan prośba do Boga wracała do nich natychmiast własnym zobowiązaniem do łaskawości. Krótko mówiąc: "odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Pamiętajmy o obecnej w pierwszym zdaniu autoidentyfikacji: modli się Boży lud, "Twój lud".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Teraz zdanie drugie - a z nim nasz kłopot w tłumaczeniu. Tłumaczenia z mszalików podpowiadają: "i chociaż słusznie cierpimy...". Zapytajmy jednak zaraz: gdzie w tekście modlitwy jest owo "chociaż"?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nie ma go. Tymczasem dodane słowo "chociaż" wprowadza w biegu modlitwy rodzaj zasugerowanego przeciwstawienia: chociaż słusznie cierpimy, (jednak) nas wybaw. Nie wygląda to na dobry bakcent.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dlatego przetłumaczymy tak - mniej gładko, lecz dokładniej:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote style="color: #333333; line-height: 25px;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;abyśmy - którzy słusznie cierpimy za nasze grzechy - zostali miłosiernie uwolnieni dla chwały Twojego imienia.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Obawiam się, że to właśnie wyrażone w tej modlitwie przekonanie, iż "słusznie cierpimy za nasze grzechy", spowodowało wykreślenie tej "gregoriańskiej" modlitwy z nowego mszału. Można tylko ubolewać, że jest to kolejny przypadek, gdy z modlitwy Kościoła znika coś, co nazwać można "duchem dobrego łotra". A to przecież Dobry Łotr - ten, który w odróżnieniu od "łotra po lewicy" wiedział, że "sprawiedliwie odbiera karę" - jest do dziś jednym z głównych świadków Tajemnicy Krzyża.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Gdy jednak Kościół modli się nadal tymi słowami, wraca do nas odpychana samoświadomość Dobrego Łotra - a z siłą konsekwencji także "prawo" do wyrażenia jego prośby o to, by Pan ujął się za grzesznikiem, "gdy już będzie w swoim królestwie". Odpowiedź na tę samoświadomą prośbę jest dobrzer znana i budzi potężną nadzieję w każdym cierpiącym grzeszniku przez wszystkie wieki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;O ile w pierwszym zdaniu upragnione wysluchanie próśb przez Boga zostało opisane słowem&amp;nbsp;&lt;em&gt;clementer&lt;/em&gt;, o tyle przedmiot prośby - wybawienie, uwolnienie, wyzwolenie - określono przysłówkiem równie gorącym:&amp;nbsp;&lt;em&gt;misericorditer&lt;/em&gt;, "miłosiernie". Pozwólmy sobie na uwagę, że być może o ile do uzyskania "wysłuchania" u Boga wystarczy po ludzku zrozumiała łaskawość - o tyle do otrzymania daru wyzwolenia z prawdziwych grzechów (grzechów, za które "słusznie" cierpimy) niezbędne jest sięgnięcie do najgłębszej natury Boga. Do której przybliża miłosierdzie, więcej niż łaskawość. Także i tutaj droga modlitwy chrześcijańskiej musi się w pewnym momencie rozwidlić z drogą zrozumiałą dla szlachetnych pogan.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jednak niby dlaczego Pan miałby najpierw łakawie wysłuchać, a następnie milosiernie uwolnić kogoś kto wciąż i wciąż ładuje się, indywidualnie i zbiorowo, w grzechy, za które potem musi "słusznie cierpieć"?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Odpowiedź już chrześcijańska mówi: z milości. Odpowiedź tak chrześcijańska, że trudna nawet dla wielu chrześcijan brzmi jednak tak jak ta modlitwa: "dla chwały Twojego imienia". Chwałą Boga jest żyjący człowiek - lecz człowiek żyje dla chwały Boga. Wybaw nas, Panie, dla chwały Twojego imienia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-3259901421895395646?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/3259901421895395646/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=3259901421895395646' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3259901421895395646'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3259901421895395646'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/02/susznie-cierpimy.html' title='&quot;Słusznie cierpimy...&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8364666115604525056</id><published>2011-02-18T12:23:00.003+01:00</published><updated>2011-02-18T12:57:52.434+01:00</updated><title type='text'>Struktury realizmu</title><content type='html'>&lt;div style="line-height: 16px; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Dość często w ostatnim czasie wracała mi w pamięci fraza z wywiadu Krzysztofa Bosaka, który z ciekawą szczerością powiedział, iż jest młodym człowiekiem o poglądach konserwatywnych, wiodącym życie wielkomiejskiego singla. Uważam, że sformułował w ten sposób definicję pokoleniowego problemu: typowego napięcia między "poglądami" i "życiem".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Ale nie chodzi o trapiącą każdego grzesznika od zawsze rozbieżność "tego, co czyni" z "tym, co uznaje za dobro". Chodzi raczej o ciągłe napięcie między "tym, co wyznaje", a "tym, w jaki sposób żyje". Napięcie między etosem, który akceptuje i o wierność ktoremu autentycznie walczy w swoim życiu - a strukturami życia, w których codziennie jest.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;O ile pamiętam, to Peguy rzekł, że nowoczesność to jedna wielka konspiracja przeciw duchowości. Odkrycie tego faktu skłania do nabycia "przednowoczesnych" poglądów. Kiedyś to było dość trudne - wygrzebywanie całej tej wiedzy, świadectw, kolorytów. Dzisiaj idzie raczej szybko, z szybkością internetowych surfów po hypertextach, wiodących po tagach "sarmacja", "kontrrewolucja", "antymodernizm" etc. A więc to idzie szybko, a u ludzi uczciwszych intelektualnie tylko trochę wolniej. Przetwarza się "duch".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Co z "ciałem"? Struktury życia codziennego rzadko nadążają za przebłyskami odkryć. Dlatego między te trudno zmienialne struktury życia i "przebudzonego" ducha wprowadza się bibułkę złudzeń przychylnych marzeniom ducha: oto jesteśmy wojownikami cywilizacji życia, oto bronimy krzyża, oto zwalczamy modernizm, oto jesteśmy dzikim wśród dzikich lub zniewalającą wśród zniewalających... Bibułki z wizjami życia. Duch wcielony w bibułki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Bibułki mają to do siebie, że szybko się zużywają, przedzierają przy lada napięciu, o ile tylko prawdziwe, egzystencjalne. Wtedy po raz kolejny ta deprecha: "poglądy konserwatywne", a życie "wielkomiejskiego singla" (podstaw sobie do woli: "mama w pracy" etc.).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Gdy w VI w. zaczęła się epopeja benedyktyńska, jednym z pryncypiów tworzących naszą cywilizację okazała się "stabilitas loci", stałość miejsca. Przez nią benedyktyni "zatrzymali barbarzyńców", przyciągając ich wokół swoich klasztorów. Ale wcześniej sami musieli się "zatrzymać". To była struktura realizmu, na której zbudowano przez wieki wiele.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Gdy siadałem do tej notatki, miała być tylko rodzajem wydobycia własnych doświadczeń, z innego czasu. Rosłem jako jedynak, jak pączek w maśle inżynierskiej rodziny, dedykowany od początku "sprawom większym", z pozoru namawiany do życiowego pragmatyzmu, lecz tak naprawdę prowokowany codziennie do umiejętności swobodnego myślenia, "sztuk wyzwolonych", idealistycznych celów obwitych w nutę beztroski. Znam i wyzwoleńczy charakter tego stylu (doprawdy singlowskiego nawet w małżeństwie), i jego bezdroża.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Zastanawiam się, co spowodowało, że tak rozbudzony, egzaltowany duch mógł kiedyś rzeczywiście, zamiast bujać jak Ikar w oblokach, jak wolny elektron w podekscytowanym polu - odpocząć godnie na "łożu doczesności" (to znów Peguy), poczuć jak stoi na twardym gruncie, wcielony w mięso i kości,&amp;nbsp;caro et ossa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Moja lista struktur realizmu nie jest długa, choć kompletowała się latami. Że nasze dzieci (7 epopei ciążowo-porodowych...), to jasne. Że w związku z tym ciągłe skoki od pensji na koncie do pustych kieszeni po kilku dniach, to niezła musztra w pokorze. Że doświadczenie życia i śmierci, małego grobu na cmentarzu obok - to rzecz egzystencjalnie potężna, acz "przypadkowa". Ale że mieszkanie na przecięciu małomiasteczkowości z metropolią? Ale że to dziwactwo braku samochodu? Wszędzie na własnych nogach, ciągłe jazdy kolejką, autobusami, dookoła "zwykli ludzie" (jeden z różańcem, drugi z urbanówką...). Ale że codzienność parafii, z grupką ludzi pragnących porozmawiać - nie, nie o metafizyce Arystotelesa, lecz o... Katechizmie. Wolniej, coraz wolniej na drodze "osobistego rozwoju"... W końcu i to doświadczenie, że się jest sam wśród swoich.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Hmmm. Wszystko to, panie, "kula u nogi" w metafizyce ducha. Uwierające wcielenie. Bogu dzięki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8364666115604525056?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8364666115604525056/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8364666115604525056' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8364666115604525056'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8364666115604525056'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/02/struktury-realizmu.html' title='Struktury realizmu'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5130270309162079650</id><published>2011-02-14T22:32:00.002+01:00</published><updated>2011-02-14T22:34:24.734+01:00</updated><title type='text'>Natura i "większe dary"</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Za naturalne uważamy to, że ataki wrogów - zwłaszcza jeśli substancjalnie niesprawiedliwe - są tylko po to, byśmy się umacniali odpierając je ciosami co najmniej równie mocnymi. Łaska idzie dalej: uczy, jak najbardziej podłe i niesprawiedliwe oskarżenie (gdy dotyczy nas osobiście lub "tego, co nasze") uczynić "ogniem złotnika i ługiem farbiarza" dla oczyszczenia w nas tego, co naturalne, z tego, co grzeszne. A łaska nie jest dodatkiem do natury; natura bez niej schnie... i szaleje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;"Miłość nieprzyjaciół" uznano w Nowym Testamencie za cechę specyficzną chrześcijaństwa. Czasami polega ona nie tylko na zachowaniu życzliwości do atakujących nas ludzi - ale i na autentycznej wdzięczności, że właśnie oni, z tymi swoimi źrenicami złości i uporem maniaka, w swych niesprawiedliwych oskarżeniach wpadli na trop zła, którego nie dostrzegłby nikt inny zakochany w naszej piękności i dobroci. Wdzięczność, że i w demonicznych wrzaskach opętańca Bóg każe mówić czasami prawdę, której my po ludzku byśmy nie wypowiedzieli.&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 1.5em; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; text-align: justify;"&gt;Co oczywiście nie zmienia faktu, że kłamstwa są klamstwami, złość - złością, niesprawiedliwość - niesprawiedliwością. Tylko że bojącym się Boga wszystko to jedynie pomoże w poznaniu samych siebie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5130270309162079650?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5130270309162079650/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5130270309162079650' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5130270309162079650'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5130270309162079650'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/02/natura-i-wieksze-dary.html' title='Natura i &quot;większe dary&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7522845138907281483</id><published>2011-02-14T15:12:00.001+01:00</published><updated>2011-02-14T15:26:44.906+01:00</updated><title type='text'>Nowa szlachta</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedyś - chyba wtedy gdy odbywało się Expo w Hanoverze w RP 2000 i symbolem Polski byli "skrzydlaci jeźdźcy" - przeczytałem w ówczesnej "Rzepie" (u Majcherka?) coś w rodzaju kpiny (mającej uderzyć w post-pampersowskich twórców polskiej prezentacji na Expo), że wśród naszych bojowych konserwatystów przecie więcej potomków chłopów pańszczyźnianych, a mimo to wszyscy przypinają sobie w marzeniach husarskie skrzydła (publiczność zanosi się: "Ha, ha, ha!")&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mógłbym napisać, że wszystkich sprowokowała Danuta Rinn, gdy w latach 80. śpiewała swoje optymistyczne &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5dMCcVROXOY"&gt;"Skrzydła"&lt;/a&gt; - z których wynikało właśnie, że każdy Polak ma pod płaszczem te skrzydła husarskie, choć czasem połamane. Ale pomyślałem wtedy trochę co innego: że epopeja solidarnościowa stworzyła nową szlachtę królestwa polskiego - tych ludzi, którzy otrzymywali swoje herby i nadania "na polu walki", mocą zasług, a nie dyplomów. Owszem, zabrakło suwerena, zabrakło uroczystych gestów, zabrakło patetycznych chwil - ale coś takiego rzeczywiście stało się &lt;i&gt;latae sententiae&lt;/i&gt;, wewnątrz zasługi oddanej narodowi i państwu: pewni ludzie przekroczyli te barierę między "chłopskim" czy "mieszczańskim" życiem przyzwoitej codzienności - a faktycznie "rycerskim" życiem obowiązku podejmowanego w imieniu dobra wspólnego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Naturalną kontynuacją dawnego szlachectwa był kiedyś etos inteligencki. Niestety z nim też się nam wszystko pomieszało na etapie PRLu i jego "nowej inteligencji". Za to Solidarność - i to zmaganie idące od początku lat 80., kto wie jak długo - stworzyła inne kryterium, inny stan wojowniczy. I tak właśnie bym Majcherkowi odpowiedział lat temu ponad dziesięć: że ze zdrzewiałych badyli wyszły młode odrośle. Może i dziczki, ale pełne życia: nie, nie magnaci "transformacji ustrojowej", lecz zaściankowa szlachta najwierniejsza w bitwie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie idźmy dalej, bo wpadniemy w pułapki mitologii i upiększeń - a byłoby szkoda. Sądzę, że piękna mitologia &amp;nbsp;nie byłaby warta tej poczciwej prawdy, którą tylko trochę podkolorowałem: że Polska powinna wciąż liczyć na "skrzydlatych jeźdźców". Nawet jeśli nie noszą sygnetów, a pod płaszczami nikt nie wyczułby "garbu" husarskich skrzydeł.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7522845138907281483?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7522845138907281483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7522845138907281483' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7522845138907281483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7522845138907281483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/02/nowa-szlachta.html' title='Nowa szlachta'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5769488286110443711</id><published>2011-02-14T00:43:00.003+01:00</published><updated>2011-02-15T21:09:25.858+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alikwoty+'/><title type='text'>Duchowe, czyli rozumne</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://areopag21.pl/alikwoty+/index.php"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Alikwot+&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Zaczął się ostatni tydzień rozwijający chwałę Wcielenia - następna niedziela rozpocznie Przedpoście, łagodny okres przejścia od radości Objawienia Pańskiego do pokutnego czuwania Postu. Jeśli chodzi o modlitwę podaną przez Kościół na ten tydzień, w "starszej formie" rytu rzymskiego, brzmi ona następująco:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Praesta, quaesumus, omnipotens Deus :&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;ut semper rationabilia meditantes,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;quae tibi sunt placita, et dictis exsequamur, et factis.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W moim mszaliku łacińsko-polskim z 1963 roku przetłumaczono to w taki sposób:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Spraw, prosimy Cię, wszechmogący Boże,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;abyśmy stale rozważając prawdy duchowe,&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;em&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;spełniali słowem i czynem to, co się Tobie podoba.&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nie jest to jedyne tłumaczenie, z którym można się spotkać. Istnieje bowiem takie zupełnie oficjalne: zatwierdzony przekład tej modlitwy, która w mszale zreformowanym zjawia się w 7. Niedzielę Okresu Zwykłego (czyli w tym roku - za tydzień!) odróżnia się tym, że używa słów "Twoja nauka" tam, gdzie dawny przekład mówi o "prawdach duchowych" - zaś oryginał posługuje się słowem "rationabilia".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;"Twoja nauka" - to chyba nie jest dobry przekład. A "prawdy duchowe"? Myślę, że znacznie lepszy, a mimo to łacińskie słowo&amp;nbsp;&lt;em&gt;rationabilia&lt;/em&gt;&amp;nbsp;pozostaje czymś więcej. Najpierw po oczach bije jego rdzeń: "ratio". To znaczyć może wiele, ale jako pierwsze znaczenie przychodzi: rozum. A więc&amp;nbsp;&lt;em&gt;rationabilia&lt;/em&gt;&amp;nbsp;to byłoby "to, co rozumne", a może "to, co zrozumiałe". Odczuwamy jakąś płaskość, w tym kontekście?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Tak, to jest za płaskie - wychodziłby z tego jakiś racjonalizm, na dodatek proponowany jako podstawa rozeznania tego, "co się [Bogu] podoba". Krótko mówiąc: religia w obrębie rozumu. A więc jak na chrześcijaństwo - za mało!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jednak słowo&amp;nbsp;&lt;em&gt;rationabilia&lt;/em&gt;&amp;nbsp;właśnie zawiera - więcej. Owszem, zawsze będzie mówiło o rozumności - ale takiej, która nie jest kryterium sama dla siebie. O takiej rozumności-&lt;em&gt;logiczności&lt;/em&gt;, która sama jest przejawem swojej podstawy: ducha,&amp;nbsp;&lt;em&gt;logosu&lt;/em&gt;. Jeśli chodzi o rozumność, to jako uprzywilejowany ślad duchowości. A więc przekład "prawdy duchowe" nie jest na pewno tak zręczny jak oryginał, ale zdaje się chwytać istotę sprawy. Użycie słowa "prawdy" wydaje się uzasadnione - o wiele bardziej niż słowa "nauka".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Słowo&amp;nbsp;&lt;em&gt;rationabilia&lt;/em&gt;, przy którym zatrzymałem się na dłużej, pada w zdaniu, które opisuje jakby warunek niezbędny do tego, aby spełniać wolę Bożą: stała medytacja tego, co duchowe, uchwytne dla ducha.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nieustanne ważenie, przeżuwanie, rozmyślanie, smakowanie, pamiętanie, rozważanie "tego, co duchowe", jest w modlitwie opisane jako stan, w którym można otrzymać tę łaskę: spełniać to, co Bogu się spodobało. W tym miejscu następuje - w oryginale łacińskim - ciekawy ruch. Jednym ciągiem powiedziano: "abyśmy to, co Tobie się podoba, mową spełniali". Specyfika łacińskiej modlitwy pozwala natomiast, aby na samym końcu dodać, jakby po pauzie: "i czynami".&amp;nbsp;&lt;em&gt;Et factis&lt;/em&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Spełnienie tego, co się Bogu podoba, ma swoją inną logiikę i uwarunkowania, gdy dokonuje się słowami - a inną, gdy realizuje się w czynach. Dlatego dobrze, że rytm modlitwy trochę rozdzielił te dwie tak samo konieczne płaszczyzny. Podobno "słowami" łatwiej. Być może dlatego o "czynach" powiedziano na samym końcu, aby to słowo pozostało nam w uszach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5769488286110443711?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5769488286110443711/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5769488286110443711' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5769488286110443711'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5769488286110443711'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/02/alikwot-zacza-sie-ostatni-tydzien.html' title='Duchowe, czyli rozumne'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-1230023262483165859</id><published>2011-02-06T01:26:00.001+01:00</published><updated>2011-02-06T01:27:04.074+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alikwoty+'/><title type='text'>Domownicy Boga</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://areopag21.pl/alikwoty+/artykul_187.php"&gt;Alikwoty+&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Są takie szczęśliwe dni, gdy starsza i zwykła forma rytu rzymskiego zbiegają się w jednej i tej samej modlitwie. W tym roku 5. Niedziela po Epifanii (Mszał "starszy") zbiegła się z 5. Niedzielą Zwykłą (Mszał "zwyczajny"), a obie one mają identyczną kolektę, jedną z tych, którymi Kościół rzymski modli się od "czasów niepamiętnych".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Jest to oracja przepełniona uczuciami rodzinnymi. Zaczyna się nawet od słowa "rodzina" - ale w dość niezwykłym sensie: jesteśmy tam wszyscy, Kościół, przedstawieni Bogu jako "Jego rodzina". Odpowiednio do tego pada prośba o coś co zawsze ma posmak jakiejś rodzinnej zażyłości, bliskości, czci... czy ja zresztą wiem jak to przetłumaczyć? Tłumaczą: dobroć, a dokładniej: ojcowska dobroć. Ale w oryginale stoi:&amp;nbsp;&lt;em&gt;pietas&lt;/em&gt;. Gdy słowo to jest nazwą jednego z darów Ducha Świętego, mówi się: "pobożność", ale faktycznie w tym darze chodzi o to, że mamy zdolność odnoszenia się do Boga jako do Ojca,&amp;nbsp;&lt;em&gt;Abba&lt;/em&gt;. Teraz zaś, w naszej kolekcie, o&amp;nbsp;&lt;em&gt;pietas&lt;/em&gt;&amp;nbsp;pomyślimy jakby od drugiej strony: że jest to takie odniesienie, jakie ma ojciec do dzieci, w ogóle rodzice do "swoich". Wspólnota odniesień rodzinnych.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;em&gt;Familiam tuam, quaesumus, Domine, continua pietate custodi&lt;/em&gt;. "Prosimy Cię, Panie, strzeż nieustannie rodziny Twojej z ojcowską dobrocią".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Panie, Twoja rodzina liczy na Twoją ojcowską dobroć. Nieustanną.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Co dalej? Czytajmy najpierw prostą konstrukcję celową po łacińskim&amp;nbsp;&lt;em&gt;ut&lt;/em&gt;:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;aby "była [ona] zawsze chroniona Twoją opieką",&amp;nbsp;&lt;em&gt;tua semper protectione muniatur&lt;/em&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Coś tu nie gra? Owszem, wygląda na to, jakby Pan Bóg miał nas strzec, abyśmy... byli strzeżeni. Jest jednak coś jeszcze, rodzaj wtrącenia w tym zdaniu po "aby":&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;em&gt;quae in sola spe gratiae caelestis innititur&lt;/em&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Wiadomo: chodzi o to, że rodzina Pańska "polega wyłącznie na nadziei łaski niebieskiej". Ale jaką rolę odgrywa to jakby wtrącenie w biegu całej modlitwy, która zdaje się zaczynać i kończyć tym samym?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Tłumacze jak to tłumacze, starają się coś "naprawić". W polskim tłumaczeniu - tym samym, które mam w mszaliku przedsoborowym i posoborowym - pojawia się konstrukcja, która tworzy coś w rodzaju układu: "a ponieważ całą nadzieję pokładamy w łasce niebieskiej, otaczaj nas zawsze Twoją opieką".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Takie tłumaczenie przyjęto i zatwierdzono - widać nie jest takie złe. Ale może nie jest zbyt wierne oryginałowi? Wydaje mi się, że niezbyt wierne.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;W tej modlitwie to - przecież po ludzku niezwykłe - zachowanie Kościoła (to, że "polega wyłącznie na nadziei łaski niebieskiej") nie jest elementem transakcji, nie jest też stawianym własnymi siłami "krokiem dobrej woli", czymś co miałoby nam zaskarbić ojcowskie uczucia Boga. Choć tak mogłoby sugerować wspomniane tłumaczenie, jest inaczej: to zachowanie jest skutkiem łaski, wynika z tego, że mówimy nie o ludzkim zbiorowisku, lecz o "rodzinie Pana". I to jest istota: że naszym obecnym celem jest wytrwanie w tym: że koniec końców polegamy wyłącznie na nadziei łaski niebieskiej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;To jest niełatwe, to jest po ludzku niebywałe, to jest trudne do zachowania w codzienności? Owszem, i właśnie dlatego prosimy o jeszcze jedną łaskę: abyśmy byli nieustannie chronieni. Ta ochrona jest nam potrzebna po to, abyśmy nie przestali "polegać wyłącznie".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Spróbujmy zatem przetłumaczyć trochę inaczej:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Prosimy Cię, Panie, strzeż rodzinę Twoją ciągłą ojcowską dobrocią, aby ta, która polega wyłącznie na nadziei łaski niebieskiej, była zawsze chroniona Twoją opieką.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Początek i koniec tej kolekty mówią o osłonie, pancerzu. Życie opowiedziane jest w środku. Jak to w lapidarnych starożytnych tekstach: tak wiele powiedziano w tak krótkich słowach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-1230023262483165859?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/1230023262483165859/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=1230023262483165859' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1230023262483165859'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1230023262483165859'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/02/somownicy-boga.html' title='Domownicy Boga'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5035153752925799741</id><published>2011-01-31T10:07:00.000+01:00</published><updated>2011-01-31T10:07:19.731+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='otwarte okna'/><title type='text'>Wokół złotego cielca własnych ideałów</title><content type='html'>&lt;div class="respons" style="margin-bottom: 6pt; text-align: justify; text-indent: 0cm;"&gt;Kilka tygodni temu miałem przyjemność uczestniczyć w spotkaniu zorganizowanym pod auspicjami opata tynieckiego i Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego, z obecnością gościa specjalnego: biskupa Stefana Cichego, przewodniczącego komisji liturgicznej Episkopatu. Rozmawialiśmy o stanie służby Bożej, ale szczególnie utkwiła mi w pamięci chwila, gdy jeden z uczestników podjął sprawę „Mszy z udziałem dzieci”. Na sali szybko utworzyła się spontaniczna koalicja rodziców proszących władze kościelne o jak najszybsze ograniczenie „radosnej twórczości”, która zbyt często „ubogaca” te liturgie. Ktoś zwrócił uwagę: jako rodzic mam często wrażenie, że te nakierowane na dzieci wysiłki i gry dają rzeczywiście mnóstwo efektów i że niektóre z nich są całkiem dobre – tylko że nie są to te efekty, których pragniemy we Mszy.&lt;/div&gt;&lt;div class="respons" style="margin-bottom: 6pt; text-align: justify; text-indent: 0cm;"&gt;Utkwił mi w pamięci ten motyw: Msza, która odwraca uwagę od Mszy. Czy może być coś takiego? Chyba tak, skoro niedawno ks. Nicola Bux, teolog i współpracownik Ojca Świętego, wydał książkę pod mocnym tytułem: „Czy można chodzić na Mszę i nie stracić wiary?” &lt;/div&gt;&lt;div class="respons" style="margin-bottom: 6pt; text-align: justify; text-indent: 0cm;"&gt;O co chodzi we Mszy przede wszystkim? Może powiem za prosto: o bycie z Jezusem w Jego ofierze, aż do spotkania ze Zmartwychwstałym. Dziś osłabł pewien ogrójcowy, wielkoczwartkowy motyw czuwania z Jezusem – czuwania, które „nic nie daje”, bo&amp;nbsp; w jego trakcie „nic się nie dzieje”. Pamiętamy, że mieli z tym kłopoty sami Apostołowie, którzy zamiast „czuwać i modlić się” kilka kroków za Panem dokonującym swego ofiarowania, czuli się jakoś niesporo i sennie. &lt;/div&gt;&lt;div class="respons" style="margin-bottom: 6pt; text-align: justify; text-indent: 0cm;"&gt;Myślę czasami, że Apostołowie mogli być bardziej pomysłowi – jak parę wieków wcześniej lud Izraela, który nie mogąc się doczekać Mojżesza, urządził sobie pod przewodem swej starszyzny złotego cielca, czyli takie jakieś zastępcze sacrum. Można rzec, że Apostołowie byli jednak na tyle trzeźwi, iż&amp;nbsp; nie próbowali sobie w ten sposób „zająć czasu” w Ogrójcu. A przecież niewiele rozumieli, cierpieli, zasypiali…&lt;/div&gt;&lt;div class="respons" style="margin-bottom: 6pt; text-align: justify; text-indent: 0cm;"&gt;Pytanie, na ile my dzisiaj „czuwamy i modlimy się”, umocnieni darami Ducha Świętego – a na ile szukamy sobie czegoś, co bardziej po ludzku uzasadni nam bywanie w kościele. &lt;/div&gt;&lt;div class="respons" style="margin-bottom: 6pt; text-align: justify; text-indent: 0cm;"&gt;Ludzkie motywacje zawsze były i są rozmaite, a życie trwa między innymi po to, by te motywacje mogły się korygować. Jednak poważniejszy kłopot pojawia się wtedy, gdy wbrew własnej logice Mszy pojawiają się w niej ambicje zastępcze, jak „przeczytać jak najwięcej”, „nauczyć się jak najwięcej”, „jak najmocniej przeżywać”, „odczuć wspólnotę”, albo ekumeniczne „budować pomosty między wierzącymi”, albo patriotyczne „umacnianie świadomości narodowej” itp. &lt;/div&gt;&lt;div class="respons" style="margin-bottom: 6pt; text-align: justify; text-indent: 0cm;"&gt;Izrael roztańczony wokół złotego posągu mógł robić wrażenie „efektu duszpasterskiego”. Mimo to więcej duszpasterstwa działo się wtedy, gdy Jezus odwracał się co jakiś czas do przysypiających Apostołów, mówiąc do nich: „czuwajcie i módlcie się”.&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;a href="http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd201105&amp;amp;nr=36"&gt;&lt;i&gt;Felieton z tygodnika "Niedziela" 05/2011&lt;/i&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5035153752925799741?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5035153752925799741/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5035153752925799741' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5035153752925799741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5035153752925799741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/01/woko-zotego-cielca-wasnych-ideaow.html' title='Wokół złotego cielca własnych ideałów'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7341704467045982966</id><published>2011-01-31T00:01:00.001+01:00</published><updated>2011-01-31T10:08:08.972+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alikwoty+'/><title type='text'>Zgubiona perła "kruchości"</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://areopag21.pl/alikwoty+/artykul_144.php"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Alikwot+&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Od dzisiejszej, Czwartej Niedzieli po Objawieniu otrzymujemy na cały tydzień w podarunku kolektę, będącą w bardzo szczególny sposób świadectwem realizmu&amp;nbsp;&lt;em&gt;walki duchowej&lt;/em&gt;. Spróbujmy ją przeczytać jako punkty do rozmyślania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Punkt pierwszy: stwierdzenie o naszej kondycji: "z powodu ludzkiej kruchości nie możemy się ostać, ustawieni pośród tak wielu niebezpieczeństw". "&lt;em&gt;nos in tantis periculis constitutos, ... fragilitate non posse subsistere&lt;/em&gt;".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Zagrożenia zewnętrzne są groźne dlatego, że słabość jest już w nas. Żadnych złudzeń co do "pelagiańskiej" doskonałości własnymi siłami. Adam już wie, że jest nagi...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Punkt drugi: stwierdzenie pierwotnej, wyprzedzającej naszą modlitwę, świadomej wszystkiego Obecności: "Boże, Ty wiesz..." "&lt;em&gt;Deus, qui ... scis&lt;/em&gt;".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nie przychodzimy do Boga z nowymi dla Niego wiadomościami, dlatego nie trzeba wielu słów o naszej nędzy - te kilka dobitnych wystarczy. Natomiast to, że "Ty wiesz", jest pierwszą pociechą - bo jest też pierwszą łaską.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Punkt trzeci: prośba "o co": "daj nam zdrowie/moc ducha i ciała" "&lt;em&gt;da nobis salutem mentis et corporis&lt;/em&gt;".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Pomoc Boża nie ma polegać na wyjęciu z niebezpieczeństw, a nawet niekoniecznie na dogłębnym zaniku naszej "kruchości" - a jednak nie jest też "przymknięciem oka" z powodu naszej ufności w Bogu. Prosimy o uzdrowienie. Ma ono dotknąć równocześnie duszy i ciała, ponieważ nasza kruchość zawsze obejmuje oba te obszary łącznie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Punkt czwarty: wyjaśnienie "po co": "abyśmy ... pokonali to, co cierpimy za nasze grzechy" "&lt;em&gt;ut ea, quae pro peccatis nostris patimur ... vincamus&lt;/em&gt;".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Nie sami, ale - zwycięzcy. Zwycięzcy w cierpieniu, które nie przychodzi znikąd - przychodzi zawsze z grzechów, które są tak czy inaczej nasze. Tylko Jeden niesprawiedliwie cierpiał - "my sprawiedliwie ponosimy karę" (Łk 26, 41).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Punkt piąty: warunek sine qua non: "z Twoją pomocą" "&lt;em&gt;te adiuvante&lt;/em&gt;".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; margin-left: 40px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Łaska Boża nie tylko wyprzedza. Ona cały czas jest obecna - a zwycięstwo opisane wyżej jest znakiem jej obecności. "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;A więc od zranionego Adama do Dobrego Łotra, w życiowym napięciu grzechu i łaski. Harmonia takich starożytnych kolekt, ich nierozdzielne zaplecenie natury i nadprzyrodzoności - nie w sztucznej konstrukcji, lecz w egzystencjalnym świadectwie - jest poruszająca. Takie kolekty są światłem na naszych ścieżkach.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Doprawdy szkoda, że ta starożytna kolekta całkowicie zniknęła z nowego Mszału Rzymskiego. W 4. Niedzielę Zwykłą zastąpiła ją inna modlitwa, także starożytna, a bogata przypomnieniem związku z czci Boga z miłością bliźniego. A jednak coś ważnego zniknęło.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7341704467045982966?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7341704467045982966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7341704467045982966' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7341704467045982966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7341704467045982966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/01/zgubiona-pera-kruchosci.html' title='Zgubiona perła &quot;kruchości&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-1321449358713182580</id><published>2011-01-23T01:52:00.001+01:00</published><updated>2011-01-23T01:54:17.512+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='alikwoty+'/><title type='text'>Insulae multae, radość Archipelagu</title><content type='html'>&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://areopag21.pl/alikwoty+/artykul_84.php"&gt;Alikwot+&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Od dzisiaj w kolejne niedziele "po Epifanii", aż do&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.nowyruchliturgiczny.pl/2009/02/tempus-septuagesim-przedposcie.html" style="color: #333333; text-decoration: none;"&gt;Przedpościa&lt;/a&gt;&amp;nbsp;(&lt;/span&gt;w tym roku zacznie się 20 lutego), we&amp;nbsp;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white;"&gt;&lt;a href="http://msza.net/" style="color: #333333; text-decoration: none;"&gt;Mszy "starszej"&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;z niejakim uporem wracają w śpiewach mszalnych te same słowa - a w nich wezwanie: "radujcie się, liczne wyspy",&amp;nbsp;&lt;em&gt;laetentur insulae multae&lt;/em&gt;. W&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Fe3QSdTQa7w&amp;amp;translated=1" style="background-color: white; color: #333333; text-decoration: none;"&gt;introicie&lt;/a&gt;&amp;nbsp;i w&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=gRAkjhfwU8k" style="background-color: white; color: #333333; text-decoration: none;"&gt;wersecie przed ewangelią&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Tak to widzę: trzeba umieć przeżywać radość, gdy się jest "licznymi wyspami". W Polsce nie czujemy tego jeszcze tak mocno - czasami wydaje nam się, że ze swym chrześcijaństwem jesteśmy jakby "całą ziemią". Jednak każdy moment-kryterium zdaje się obecnie podpowiadać, że na hardcore słuchania bardziej Boga niż ludzi gotowych jest niewielu. Co prawda jeszcze mniej jest dookoła ludzi, którzy świadomie chcą słuchać bardziej ludzi niż Boga - ale zdecydowanie najliczniejszą grupę stanowią ci, którzy robią to nieświadomie, gotowi nawet do utraty świadomości, jeśli pozwoli to wyłączyć Boga z ich wyborów poza murami świątyni.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Ale w naszym narodzie chrześcijańskim są "liczne wyspy", gdzie jednak chce się Boga na pierwszym miejscu. Nazwałem je kiedyś, z ogromną nadzieją, Archipelagiem.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;To dla tych "wysp" przeznaczona jest epistoła, czytany w&amp;nbsp;&lt;a href="http://swbenon.pl/Msza-Trydencka/Propria/2009-01-25---III-Niedziela-po-Objawieniu-24.html" style="background-color: white; color: #333333; text-decoration: none;"&gt;3 Niedzielę po Objawieniu&lt;/a&gt;&amp;nbsp;fragment z Listu do Rzymian. Zaczyna się słowami: "Nie uważajcie siebie samych za zbyt mądrych..." - a im dalej, tym lepiej, mocniej, na końcu zaś te znane słowa: "Nie daj się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwyciężaj".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;"Pan króluje, ... radujcie się, liczne wyspy". "Jeśli to możliwe, i o ile od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój zachowujcie" - kolejna perła od świętego Pawła.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;Owszem, poganie z tej czy innej partii patrzą na nas jak na orły na uwięzi - a częściej mają nas za zwykłe kury, nie potrafiące odczuwać woli życia i użycia. My zaś w drodze do tego, co nam pokazano "z góry", wlokąc przy tym swe ludzkie ograniczenia, faktycznie wyglądamy dla nich jak w pociesznych rozkrokach: prowadzić wojny, ale tak, żeby "nie oddawać złem za złe", bronić sprawiedliwości, ale tak, żeby "w miarę możności" zachowywać pokój "ze wszystkimi ludźmi"; nie dać &amp;nbsp;ubliżać prawdzie, ale "nie bronić samych siebie"... Dla jednych to wystarczy, żebyśmy byli dla nich zawsze dezerterami gdy trwa "bój ostatni" - dla innych zaś, przeciwnie, już dawno jesteśmy zbyt "waleczni".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #333333; line-height: 25px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: inherit;"&gt;I trzeba wiedzieć, że tak będzie. I że radością "licznych wysp" jest królowanie Boga, a nie panowanie dobrej opinii o nas. "Wszechmogący, wieczny Boże - prosi starożytna kolekta z tej niedzieli - wejrzyj łaskawie na naszą ułomność i wyciągnij w naszej obronie prawicę Twego majestatu". Ułomni sobą, mocni Twoją prawicą.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-1321449358713182580?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/1321449358713182580/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=1321449358713182580' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1321449358713182580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1321449358713182580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/01/insuale-multae-radosc-archipelagu.html' title='Insulae multae, radość Archipelagu'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-2096681725827566100</id><published>2011-01-20T10:35:00.006+01:00</published><updated>2011-01-20T13:49:04.265+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='&quot;Christianitas&quot;'/><title type='text'>"Christianitas" 45-46</title><content type='html'>Wkroczył gigant:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/TTf_5U_vk7I/AAAAAAAAA4E/gtXf_mYsmAU/s1600/okladka+45+ost.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/TTf_5U_vk7I/AAAAAAAAA4E/gtXf_mYsmAU/s320/okladka+45+ost.jpg" width="225" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z moich rzeczy polecam: duży tekst pt. &lt;i&gt;Kościół, prawica, demony &lt;/i&gt;(drobinka ukaże się niedługo w Plusie) - o naszym nieudanym narodowym powstaniu po 10 kwietnia; blok wywiadów rzymskich o reformach Benedykta XVI (wywiady robione razem z Michałem Barcikowskim, który w tym numerze w relacji z naszego pobytu pastiszuje Brezę - "musicie to przeczytać!"); blok materiałów o ewolucji filozofii politycznej Maritaina; teksty około biografii abp. Lefebvre'a wydanej niedawno przez Dębogórę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tyle jeśli chodzi o mnie. Natomiast jako moje teksty ulubione polecam: &lt;a href="http://pdf.christianitas.pl/45wstep.pdf"&gt;wstępniak Piotra Kaznowskiego o dylematach katolickiej polityczności&lt;/a&gt;, ankietę "polityczną" razem z tekstem Marka Jurka o słynnych "wartościach nienegocjowalnych", esej Thibona o postchrześcijańskiej mistyce demokracji (!), esej Tomka Rowińskiego o post- i neokomunizmie oraz zupełnie niezłą prezentację XX-wiecznych teologii politycznych, pióra Francuza Denis Sureau. Jako bonus - solidny fragment studium o tym, jak tuż przed Vaticanum II i w ramach Soboru rozumiano relację Kościoła i państwa: kruszy schematy. Zresztą w ogóle masa różnych rzeczy ciekawych, w końcu to 611 stron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pełny spis treści jest &lt;a href="http://pdf.christianitas.pl/45spis.pdf"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobno od jutra w empikach. Ale w prenumeracie o niebo taniej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-2096681725827566100?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/2096681725827566100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=2096681725827566100' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2096681725827566100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2096681725827566100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/01/christianitas-45-46.html' title='&quot;Christianitas&quot; 45-46'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/TTf_5U_vk7I/AAAAAAAAA4E/gtXf_mYsmAU/s72-c/okladka+45+ost.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7775274978828566528</id><published>2011-01-05T10:42:00.000+01:00</published><updated>2011-01-05T10:42:55.174+01:00</updated><title type='text'>O potrzebie wspólnego szeptu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Pewne przysłowie mówi: żeby zwyciężyło zło, wystarczy, żeby dobro nie robiło nic. Musimy oprotestować zło. Tych głośnych nie jest wielu, oni tylko głośno krzyczą. Szeptem moglibyśmy ich zagłuszyć, tylko żebyśmy chcieli szeptać” – tak mówił niedawno na spotkaniu otwartym w Przemyślu ks. Marian Rajchel, egzorcysta tamtejszej archidiecezji. Utrafił w sedno!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słowa o samobójczej bierności dobra są niesamowicie aktualne w naszym kraju, wciąż katolickim. Są mądre, gdyż odnoszą się właśnie przede wszystkim do nas samych, do naszych zaniedbań, zaniechań, kompromisów. Co prawda o wiele łatwiej byłoby wciąż tylko ostrzegać przed – skądinąd realnymi – wrogami zewnętrznymi ładu moralnego. Prawda jest jednak taka, że nie mieliby oni większych wpływów, gdyby nie bierność tych, którym Bóg dał rozeznanie dobra i zła.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I nawet nie trzeba krzyczeć – tym bardziej że w krzyku zwykle giną nasze racje, powstaje jedynie przepychanka. Ma rację ks. Rajchel: w naszym kraju wystarczyłoby tylko, „żebyśmy chcieli szeptać” – wszyscy razem, albo przynajmniej ci, którzy widzą, jak się rzeczy mają.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale nie! Widać to było w wyborach – myślę o tych prezydenckich. Wymarzona okazja, żeby w pierwszej turze zagłosować jednoznacznie za kandydatem służącym od lat i państwu polskiemu, i cywilizacji życia, i chrześcijańskiemu powołaniu Polski. Wiadomo było, że rozstrzygająca walka odbędzie się w drugiej turze między Jarosławem Kaczyńskim a Bronisławem Komorowskim – więc w pierwszej turze należało im pokazać, że głos katolicki coś znaczy. Wystarczało „zaszeptać”: Polskę katolicką stać było na to, aby chociaż na trzecie miejsce wywindować Marka Jurka – niechby to on, a nie przywódca SLD Grzegorz Napieralski stał się przedmiotem umizgów dwóch najważniejszych kandydatów przed drugą turą! W świetle sondaży było to możliwe, a już całkiem możliwe było podtrzymanie pozycji politycznej byłego marszałka Sejmu – która jest też pozycją naszych wartości w debacie publicznej.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Państwo pamiętają, że tak się nie stało. Sami do tego dopuściliśmy, że obaj główni kandydaci, którzy mieli zmierzyć się w drugiej turze, nie musieli ani przez moment zabiegać o poparcie wyborców liczących się z nauczaniem moralnym Kościoła: jeden z nich mówił wprost, że ma swoje własne nauczanie, zaś drugi przypominał jedynie, że jest katolikiem. A katolików w naszym kraju nie brak – za to brak polityków traktujących poważnie katolicyzm i jego konsekwencje.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A przecież wydawało się nam, że robimy tak wiele, uczestniczymy w wielkim zmaganiu, można powiedzieć, że gardła zdzieraliśmy „dla Polski”, powierzając się w całości Jarosławowi Kaczyńskiemu… I pewnie nie było to pozbawione sensu w tej drugiej turze, w konfrontacji z kandydatem, który dziś jako prezydent zaprasza Wojciecha Jaruzelskiego i cenzuruje kazania.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dopóki nie będziemy potrafili razem szeptać, będziemy jedynie potrzebni, by przyłączać się do krzyku innych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://www.niedziela.pl/artykul_w_niedzieli.php?doc=nd201101&amp;amp;nr=37"&gt;Felieton opublikowany w tygodniku "Niedziela" nr 01/2011.&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7775274978828566528?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7775274978828566528/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7775274978828566528' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7775274978828566528'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7775274978828566528'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/01/o-potrzebie-wspolnego-szeptu.html' title='O potrzebie wspólnego szeptu'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4514365778018613614</id><published>2011-01-04T22:16:00.001+01:00</published><updated>2011-01-05T00:04:28.325+01:00</updated><title type='text'>Mój reset</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W ramach dodawania różnych zeszłorocznych remanentów uważam za niezbędne napisanie tutaj jasno czegoś co od dawna i czuję, i respektuję, od 10 Kwietnia: straszną katastrofę smoleńską uznałem za zamknięcie osobistego resentymentu wobec Jarosława Kaczyńskiego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co prawda mając dobrą pamięć, nie jestem bardzo pamiętliwy, a posiadając świadomość także najgorszych stanów rzeczy, rzadko usprawiedliwiam nimi upuszczanie żółci, jednak naturalnie konfrontacja związana z próbą nowelizowania konstytucji RP, a w podobnym stopniu także sposób traktowania mojego środowiska przez rządzący PiS w 2007 - pozostawiły także osobistą niechęć do JK. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z tą niechęcią nie miałem zamiaru jakoś specjalnie walczyć, ani jej hodować. Natomiast po 10 Kwietnia postanowiłem po prostu ją wytłumić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przychodzi mi to bez wielkiego wysiłku, gdyż w tzw. międzyczasie wygasły już we mnie pozostałości &lt;a href="http://milcarek.blogspot.com/2007/04/pis-czym-by-lub-mog-byc-czym-juz-nie.html"&gt;dawnych nadziei&lt;/a&gt;, tych z czasów victorii 2005. Gdy zatem odnoszę się dzisiaj do JK jako do człowieka, bez trudu znajduję dla niego nieudawaną sympatię i współczucie - ale to jest dość oczywiste. Natomiast mój reset dotyczy także JK jako przywódcy politycznego: co prawda nadal nie wiążę z jego przywództwem i ugrupowaniem żadnych osobistych "pierwszych wyborów", ale - być może właśnie dlatego - mogę sobie pozwolić na coś w rodzaju zrozumienia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie mam za złe JK, że prowadzi politykę na miarę jego wizji Polski - a przecież przynajmniej do niedawna był mistrzem polityki energicznej, nastawionej - zasadniczo - na suwerenność Polski. Nie mam za złe, że JK próbuje do tej swojej polityki skaptować zarówno elektorat Napieralskiego (w znacznym stopniu nieudane), jak i przekonany elektorat katolicki (jak dotąd udane).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobnie, poważam i cenię wielu zwolenników JK - tych, którzy jak prof. Staniszkis są za JK właśnie dlatego, że odpowiada jakoś dokładniej ich światopoglądowi i przekonaniom.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na pieńku mam jedynie z tymi, którzy dla wiary w JK pożegnali się z racjonalną, umiejącą liczyć i ryzykować polityką katolicką, solidarną ze swoimi wartościami w dobrej i złej doli. Z tymi, którzy uczą innych katolików, że sprawa chrześcijańskiej cywilizacji życia to jakieś wisienki na torcie, a elektorat chrześcijańsko-konserwatywny powinien siebie sam traktować jako "pannę brzydką i bez posagu". Nie nazywam tych ludzi zdrajcami, za to nazwa, którą bym im nadał, brzmi tylko trochę lepiej - lepiej dla ich sumienia, nienajlepiej dla ich pojętności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale to przecież nie wina Jarosława Kaczyńskiego. Więc mój reset działa.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4514365778018613614?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4514365778018613614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4514365778018613614' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4514365778018613614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4514365778018613614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/01/moj-reset.html' title='Mój reset'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8652835419932524682</id><published>2011-01-02T23:52:00.003+01:00</published><updated>2011-01-03T00:58:44.891+01:00</updated><title type='text'>Wyrok na "Warto rozmawiać"</title><content type='html'>A jednak to się stanie: "Warto Rozmawiać" ma zniknąć z ramówki TVP.&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gdyby ten program umierał śmiercią naturalną, powiedziałbym: łza się w oku kręci. Ale że umiera dobijany przez partyjnych "specjalistów od mas", powiem raczej, że pięści mi się zaciskają z gniewu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/TSERE780NjI/AAAAAAAAA24/Q_8A5Le9fu8/s1600/n200444_031.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="212" src="http://3.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/TSERE780NjI/AAAAAAAAA24/Q_8A5Le9fu8/s320/n200444_031.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;WR wystartowało w Telewizji Puls - ta sama formuła, ale pod inną nazwą (chyba "Studio Otwarte"?) - jakoś po 2000 roku. Jednak swoje wielkie dni program miał po przeprowadzce do TVP w 2004. Występowałem w pierwszej edycji, poświęconej "Pasji" Mela Gibsona - następnego dnia podchodzili do mnie nieznani ludzie na ulicy w Warszawie i nawiązywali rozmowę o tym programie (dla mnie było to zaskoczenie, ale w tym nic dziwnego nie było: program oglądało ok. 1 mln widzów!). Formuła WR okazała się cudownie i odkrywczo prosta: w tej pierwszej fazie swego istnienia program miał dużo czasu (o ile pamiętam, to chyba ponad godzinę), po to, by nic nie przeszkadzało dogłębnemu przedyskutowaniu istotnych zagadnień - a czas się nie dłużył dlatego, że od początku dbano o bardzo zróżnicowany zestaw gości, niekiedy naprawdę licznych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znakiem rozpoznawczym cały czas był Janek Pospieszalski. Trzeba jednak pamiętać, że tak jak nie było WR bez twarzy Janka i jego temperamentu, tak nie byłby on tym czym był bez Pawła Nowackiego, wielkiej i mało znanej figury telewizyjnej publicystyki, swoją drogą jednego z ostatnich wolnych ludzi w naszym kraju. Bez pomniejszania zasług Janka, niewątpliwie to Paweł był głównym architektem koncepcji WR. W pierwszych latach czuć też było dobrze "to coś", co do programu wnosił jeszcze jeden jego ówczesny twórca, Piotr Semka - myślę, że zawdzięczaliśmy mu m.in. tę zdolność pójścia "po bandzie", która jest tak ważna dla wciągającej debaty "gadających głów".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przez "Warto Rozmawiać" przewinęło się mnóstwo znanych osób - a niektóre stawały się znane dzięki WR, często z dużą korzyścią dla polskiej debaty. Można powiedzieć, że był taki czas - zwłaszcza wtedy gdy program miał swój "długi oddech", bez nadmiernego pośpiechu - kiedy było to miejsce, gdzie naprawdę można było rozmawiać, dopowiedzieć do końca to, co w innych miejscach można było tylko zaznaczyć jedynie hasłami. To był wielki i powszechnie uznawany walor: zaproszeni goście nie czuli się poganiani, czuli, że zaproszono ich nie jako paprotki, lecz aby mogli mówić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Może już mało kto pamięta tamten czas. Ja pamiętam, i sądzę, że co by nie powiedzieć o zaangażowanym stylu WR w różnych latach, jest niekwestionowanym faktem, iż to w programie Pospieszalskiego była &amp;nbsp;przez długi czas rzeczywista oaza pluralizmu. Bez trudu można było widzieć, jak WR wytwarza nawet w złych czasach jakiś standard całkowicie różny od dominującego stylu reżyserowanych przedstawień medialnych. Długo nie było takiego innego takiego programu, w którym gości dobierano nie według wygody "słusznej opcji", lecz według tego, kto ma coś istotnego do powiedzenia w danej sprawie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zakres poruszanych tematów był naprawdę szeroki, twórcy WR nie bali się błyskawicznego reagowania na wydarzenia - polityczne, kulturalne, społeczne, religijne...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Styl Janka... Przez lata był przedmiotem sporów. Pamiętam, jak iluś tam parlamentarzystów SLD chciało zamknięcia programu, bo Pospieszalski w którymś odcinku zakończył - chyba zresztą z rozpędu - słowami: "Zostańcie z Bogiem!". Pamiętam jakieś wściekłości feministek, ale i scenę gdy Janek odczytuje wysłany do niego przypadkiem "tajny" e-mail, w którym feministki zdradzały swe dość wstydliwe przygotowania do udziału w programie... No tak, co by nie mówić, Janek wnosił do "plastikowego" świata życie i autentyczność. Mógł być przerażający głównie dla tych, którzy boją się ludzi niesterowalnych, zdolnych do zadania na wizji naprawdę trudnych pytań. A co do jego "stronniczości"? Ja bym powiedział, że to była po prostu osobista wyrazistość, mieszcząca się w konwencji programu. Tak zupełnie szczerze powiem, że jako uczestnik dość wielu WR miałem wielokrotnie wrażenie, że Janek na o wiele więcej pozwalał gościom z opcji sobie przeciwnej - w końcu to z nimi dyskutował - niż np. ludziom takim jak ja, a więc o zbliżonych poglądach. Wyglądało na to, że Janek do ludzi sobie bliższych miał większą śmiałość - łatwiej im przerywał - zaś osobom z "drugiej strony" dawał mówić więcej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moje osobiste wspomnienia związane z "Warto Rozmawiać" pochodzą głównie z lat 2004 i 2005 - a ponieważ były to lata pełne przełomowych wydarzeń, kojarzą mi się one m.in. z toczonymi "u Janka" dysputami. Po roku 2006 moje obecności w WR właściwie zanikły, więc zależnie od stopnia zainteresowania obserwowałem nowe postacie programu jako widz telewizyjny.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Kłopotem" WR było często to, że chciało ono zdawać sprawę z rzeczywistych punktów widzenia obecnych w toczonych publicznie sporach, bez wykluczania kogoś z góry. Prowadziło to do sytuacji, że różne wyleniałe kocury telewizyjnych debat, przyzwyczajone do "braku przeciągów", musiały w WR poczuć smak prawdziwych sporów. Dla niektórych było to doświadczenie niezwykle traumatyczne - nie dziwię się, że czuli się nieswojo.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W końcu... nie chcę oczywiście z twórców WR robić tutaj bezbłędnych aniołów. Owszem, zaliczali różne wpadki - ale nie sądzę, by akurat te, o które byli oskarżani. Moim skromnym zdaniem program miał swój czas jakiegoś wypalenia, miałem wrażenie, że wyraźnie stracił nerw i tempo gdzieś ok. 2006-07 - ale potem znowu nieraz wracał do pozycji lidera.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właściwie dziwię się, że TVP chce się pozbywać tego mocnego punktu swojej ramówki. Ale dziwić się nie ma czemu: obecni rządcy TVP po prostu pamiętają, jaką rolę taki program może odegrać - i w istocie w niektórych momentach odgrywał. Zabezpieczają się na wszelki wypadek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A coś takiego jak firma, rozpoznawalność, oglądalność? No cóż... Zdarzyło się, że w słynnym tygodniu żałoby po 10 kwietnia publicystyką w TVP1 zarządzał jeden z twórców WR, Paweł Nowacki. To jemu zawdzięczamy, że TVP1 w tamtych dniach zamiast drętwej mowy lub sztucznych emocji dostarczała nam motywów zadumy i refleksji, obrazów republikańskiego poruszenia, głosów prawdziwych znaków zapytania. Dzięki temu biła rekordy oglądalności - lecz mimo to Pawła usunięto ze stanowiska, został zwolniony przez "pisowskiego" prezesa... Teraz WR jest likwidowany przez nowych zarządców, którzy wzięli się z sojuszu PO i SLD.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I taka to jest smutna historia mediów publicznych w ostatnich latach: PiS czy PO... i tak gdzieś z tyłu wyłoni się jakiś "fachowiec" z czasów PRL lub Czarzastego, i to on okaże się gospodarzem lub życzliwym doradcą, ważnym dla ucha kolegi z PiS lub PO...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Szkoda "Warto Rozmawiać". Janku, Pawle, Maćku - dziękuję! I mam nadzieję, że coś niedługo znowu spłatacie, na złość cenzorom. Keep smiling!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8652835419932524682?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8652835419932524682/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8652835419932524682' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8652835419932524682'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8652835419932524682'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2011/01/jednak-to-sie-stanie-warto-rozmawiac-ma.html' title='Wyrok na &quot;Warto rozmawiać&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/TSERE780NjI/AAAAAAAAA24/Q_8A5Le9fu8/s72-c/n200444_031.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-1579225796696419898</id><published>2010-12-30T00:34:00.001+01:00</published><updated>2010-12-30T23:55:56.518+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='2010'/><title type='text'>Mój rok 2010</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;1. Rok temu, 29 grudnia 2009 wezwano mnie dość nagle, wieczorem do wciąż świątecznie opustoszałego gmachu Polskiego Radia - gdzie członek Zarządu PR (padło na tego "pisowskiego") wręczył mi uchwałę o zwolnieniu mnie z funkcji dyrektora Programu Drugiego. Moment zwolnienia z zasady nie jest przyjemny - tak mi go opisywali koledzy z PR1 i PR4, "czyszczeni" wcześniej przez ówczesny "pisolew", ale tak zupełnie szczerze - dla mnie była to jedna ze szczęśliwszych chwil w życiu: odchodziłem z funkcji, która nigdy nie dała tego, co zdawała się obiecywać rok wcześniej. Dwa miesiące po nominacji utraciłem niemal równocześnie wsparcie Zarządu (wystarczyło odejście Bogdana Kiernickiego, i natychmiast szala przechyliła się ku prezesowi z Samoobrony) oraz &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/9133,330811.html"&gt;wszelkie nadzieje na jaki taki budżet&lt;/a&gt; - a więc stało się dla mnie jasne, że swoje projekty nowych pozycji programowych mógłbym realizować w zasadzie jedynie na rachunek szybko topniejących środków przeznaczonych na znane i uznane składniki oferty Dwójki, wzbudzając tym nie tylko uzasadnione pretensje, ale i naprawdę naruszając zasady sprawiedliwości. O innych okolicznościach ograniczających nawet te wąskie ramy nie ma co tu pisać, są zanadto związane z sytuacją wewnętrzną Programu. W każdym razie poczułem się jak człowiek, który został wezwany, by przebudowywać dom, a  na miejscu zastał płomienie i dzwonki wzywające do gaszenia pożaru: z jednej strony już na wiosnę wiedziałem dobrze, że nie mam ruchu - z drugiej, mówiono mi, że ostatnią rzeczą, której w niepewnej sytuacji potrzebuje Program, jest moje odejście. Postanowiłem więc zostać, także z myślą, że albo wcześniej odejdzie nieprzychylny mi prezes, albo przeciwnie, tenże zwolni mnie sam. Tymczasem dbałem o to, by wśród naszych audycji były i te o Waugh, Raspail'u, Liebercie, Bąku, Małaczewskim, "powieściowej publicystyce" Wildsteina i Ziemkiewicza, by był co tydzień chorał w prezentacji Bornusa, czasami ciekawe rozmowy o filozofii, nagrania dobrych interpretacji polskiego śpiewu tradycyjnego... Sytuacja wyjaśniła się - negatywnie - na jesieni, kiedy po porozumieniu PiS-SLD władzę w Radiu objął człowiek SLD: nie chciałem z nim podjąć gry, dałem na piśmie sygnał, że współpracy na jego warunkach sobie nie wyobrażam... I w końcu 29 grudnia przyszedł spodziewany ruch drugiej strony, a potem jeszcze jedna egzekucja - spodziewana przeze mnie, a zaskakująca dla innych - w postaci zwolnienia mnie w ogóle z radia, w trybie najszybszym z możliwych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W ten sposób na progu RP 2010 zostałem człowiekiem luźnym: w ciągu jednego roku pożegnała się ze mną moja uczelnia (motywując to tym, że jestem dyrektorem w radiu...) oraz radio (otrzymałem z kadr świadectwo, że jestem "nieprzydatny dla radia"...). Ujmując rzecz elegancko: zostałem freelancerem. :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;2. Zgodnie z moim solennym postanowieniem nie wróciłem do kierowania "Christianitas": nie tylko z tego powodu, że byłoby to moim zdaniem nieuczciwe względem Piotra Kaznowskiego, któremu tę funkcję przekazałem idąc do Dwójki - ale zwłaszcza dlatego, że w nim i kierowanym przez niego zespole młodszych redaktorów widzę prawdziwy rozwojowy potencjał dla pisma, a nie ma innego sposobu, by go rozwinąć, niż postawić wobec dość trudnego realu odpowiedzialności za pracę redakcyjną. Dlatego nie wróciłem na fotel naczelnego. Jest mi z tym bardzo dobrze, że pismo tworzy teraz zespół, z którym się świetnie rozumiem, a który ma mnóstwo nowych pomysłów (co widać po &lt;a href="http://pdf.christianitas.pl/44spis.pdf"&gt;numerze o melancholii&lt;/a&gt; i co będzie widać po &lt;a href="http://pdf.christianitas.pl/45spis.pdf"&gt;numerze o polityce&lt;/a&gt;). Mój następca mówi mi, że punkt siedzenia zmienił punkt widzenia: inaczej myśli się o piśmie, gdy się kieruje jego sterami. To dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej cieszę się z tego, że udało się nam w "Christianitas" uniknąć sytuacji, które miały miejsce w innych podobnych środowiskach. Jest taki moment, w którym w piśmie trzeba się zdecydować na ryzyko nowego życia, zamiast inaugurować formułę zamkniętego pokolenia. Ta decyzja musi być poważna i trwała i nie może polegać jedynie na kooptowaniu wybranych młodych ludzi do własnego towarzystwa. Oczywiście ryzyko to ryzyko, zwłaszcza kiedy nowy zespół nie powstaje w warunkach typowej redakcji, lecz raczej w klimatach "partyzantki prawdy". Zawsze się ryzykuje, że coś zadziała, a coś nie zadziała. W naszym przypadku widać już dobrze, co zadziałało: są nowe inspiracje, nowa jakość treści i formy, nowe punkty widzenia dobrze łączące nasze zasady, z którymi startowaliśmy i byliśmy przez lat dziesięć, z narracjami i pytaniami obecnego czasu. W sumie przewiduję, że już w tej chwili pismo zaczyna wyraźnie swój bieg na czoło peletonu w swojej grupie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;3. Jak na wszystkich, zwalił się i na mnie 10 kwietnia. Gdy szedłem przez rynek w Brwinowie, śpiesząc wygłosić wykład o "zagubionej nadprzyrodzoności", zatrzymał się przy mnie samochód, a jego kierowca powiedział mi przez uchylone okienko o Katastrofie... To dziwne wspomnienie: gdy coś co jest strasznie realne, wydaje się nierealne tylko dlatego, że pruje codzienność... Nagle przestało być ważne, że to Prezydent, z którym moje środowisko prowadziło nie jeden zasadniczy spór ideowo-polityczny - a pozostało jedynie to, że to był MÓJ Prezydent, do czego dodawałem ocenę, że najlepszy z tych w nowej niepodległości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bezpośrednio pod wrażeniem Katastrofy &lt;a href="http://pismo.christianitas.pl/2010/04/prezydent-rzeczypospolitej-wszyscy-wstaja/"&gt;napisałem notkę&lt;/a&gt; o Prezydencie, przed którym po drugiej stronie zabici oficerowie z Katynia stają na baczność... A jednak uważałem, że poza oczywistymi wyrazami żałoby jako "Christianitas" nie powinniśmy teraz wchodzić w rolę najaktywniejszych żałobników - byłoby to niesmaczne, w sposób oczywisty głos teraz należał przede wszystkim do ludzi "obozu prezydenckiego". Do nich należało ewentualne uruchomienie "resetu", faktycznego odtworzenia naszej dawnej solidarności, ale na prawach odnowionych przez wstrząs - tak jak, z innych powodów, do premiera należał ruch odpowiedzialności za całą sytuację. Ale ruchy te nie zostały wykonane, wszystko płynęło po dawnemu, tylko na innych emocjach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Napisano w tamtych dniach wiele mądrych rzeczy i sformułowano sporo słusznych postulatów praktycznych. Ze swej strony upomniałem się o jedną drobną rzecz: &lt;a href="http://pismo.christianitas.pl/2010/04/propozycja-dla-wszystkich-modlmy-sie-za-ojczyzne/"&gt;proponowałem publicznie&lt;/a&gt;, aby po głównej Mszy niedzielnej odmawiane były odtąd modlitwy za Rzeczpospolitą i Prezydenta RP, zarzucone za czasów PRLu. Mam wrażenie, że nikogo to nie zainteresowało, w każdym razie nikt tego nie podjął mimo rozpropagowania pomysłu przez przyjazne media. Nie czuję się urażony, ale pamiętam, że ta obojętność wielu zaaferowanych ludzi była dla mnie jakimś pierwszym znakiem, że to poruszenie nie idzie w stronę rekonstruowania instytucji, takich mocno duchowych i takich mocno materialnych też.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moją ocenę dalszych wydarzeń politycznych zawarłem w obszernym tekście, który ukaże się za jakieś dwa tygodnie w najnowszym numerze "Christianitas" - a nie będę próbował powtarzać tego tutaj. Napiszę tylko tyle, że to "kolejne nieudane powstanie" (tak nazywam ruch narodowy po 10 Kwietnia) było także jakimś końcem zjawiska, które gdzieś około 2004 roku zacząłem nazywać "archipelagiem ortodoksji radykalnej". To nie znaczy, że w tym miejscu jest obecnie lej po bombie: w dalszym ciągu obecne są, a nawet jeszcze bardziej aktywne i rozbudowane środowiska młodej katolickiej inteligencji, które miałem na myśli. Zmiana polega na tym, że rozwiała się nadzieja, iż będą one stanowiły katolicką opinię polityczną, tkankę liderów opinii zdolnych do tworzenia w debacie publicznej wspólnego nacisku na siły polityczne w stronę chrystianizacji ich agendy. W sumie stało się coś innego: politycznie ogół tych środowisk oddał się całkowicie PiSowi, często co prawda nie z entuzjazmu, lecz na zasadzie wyboru "mniejszego zła". Ale nie chodzi o popieranie PiSu, bo w końcu można sobie wyobrazić, że to poparcie będzie połączone z jakimś "lobbowaniem" spraw cywilizacji życia w tej partii. Chodzi jednak o to, że nie powstał ośrodek zachowujący zdolność do samodzielnego, z perspektywy katolickiej, oceniania i programowania życia politycznego. Jeśli zważyć, że poza tym jest "Tygodnik Powszechny", uczący katolików jak się adaptować do liberalizmu, oraz Radio Maryja, uczące katolików jak utożsamiać agendę katolicką z geotermią itp., to naprawdę straciliśmy okazję na jakąś nową jakość. Nawet liczących się liderów katolickich nie udało się przekonać - zupełnie po "kaczyńsku" - że opinia katolicka będzie się liczyła jedynie wtedy, gdy sama będzie szanowała swoją suwerenność. Tej suwerenności nie szanują, więc została im rola "zaplecza intelektualnego" dla PiSu albo PJNu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież ta suwerenność w niczym nie przeszkadzałaby wykonywaniu innych potrzebnych funkcji (np. upominaniu się o wyjaśnienie Katastrofy lub krytykowaniu PO).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niedawno trafiłem na nasz list otwarty z 2006 do władz Rzeczypospolitej, wzywający do wpisania do konstytucji zasady ochrony życia od poczęcia. Zastanawiałem się, ilu ludzi podpisałoby ten list obecnie? Niestety niejeden zdążył od tego czasu odpłynąć daleko od tych perspektyw. Oczekiwania się zminimalizowały: w ostatnich wyborach wystarczało już tyle, że Jarosław Kaczyński przypominał, iż jest katolikiem... Za to, że jest katolikiem, ma być popierany przez uspokojonych katolików. Mało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Kończy się ten straszny rok (strasznym nazwał go w &lt;a href="http://blog.marekjurek.pl/index.php/2010/12/27/straszny-rok-poczatek-bilansu/"&gt;swoim podsumowaniu&lt;/a&gt; Marek Jurek: straszny jak Sąd jest straszny). Zważono nas i okazaliśmy się zbyt lekcy. Znaki na niebie i na ziemi, które zinterpretowano pospiesznie jako znaki potwierdzenia naszej misji i akceptacji dla naszych ofiar, były moim zdaniem być może trzecim dzwonkiem alarmowym. W 2006 roku Ojciec Święty prosił na polskiej ziemi o wyraźny znak, przykład dla Europy. Zrozumieliśmy to, zdaje się, tak, że "wystarczy być" (wystarczy być Polakiem). Jeśli jednak polega to na powtarzaniu fraz o naszej wielkości, bez wielkich czynów duchowych także w polityce - to na co komu ta sól?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jonasz postanowił nie iść do Niniwy. A my postawiliśmy na strategię "przeżycia", owszem z dumą. Wystarczy nam przecie zachować "naszą polską tożsamość".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ofierze, która została od nas wzięta, jest i ostrzeżenie, i wyrównanie. Ale kolonizacji naszej świadomości katolickiej przez zeświecczone rachuby i strategie ten straszny znak nie powstrzymał. Bardzo, bardzo potrzeba nam dzisiaj dziesięciu sprawiedliwych. I przyjęcia krzyża, od którego nie uciekniemy ani do pomnika, ani tym bardziej do zgrywy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Wrócę jeszcze na moment do sprawy osobistej. W tym roku jedną z moich udręk były &lt;a href="http://pismo.christianitas.pl/2010/04/hipokryzja-wyborczej/"&gt;sytuacje, gdy "Gazeta Wyborcza" publikowała na swoich łamach wyciągnięte z internetu, wyrwane z kontekstów i preparowane cytaty z moich wypowiedzi &lt;/a&gt;- czasem tak zgrabnie, żeby skonfliktować mnie z moimi przyjaciółmi i kolegami. Robią to zapewne nie bez złośliwej uciechy i ze złą wolą (gdyż nigdy nie podają tego z moich wypowiedzi, co nie pasuje im do jakiejś manipulacyjnej tezy). Uznałem, że mimo wszystko nie może to spowodować, że nałożę sobie knebel i nie będę pisał tego co myślę. Nakładanie sobie autocenzury przez kogoś kto do stracenia ma zasadniczo tylko poczucie zgodności słów z myślami i czynów z sumieniem, byłoby drogą donikąd. Pozostaję też bez przerwy wierny swej deklaracji złożonej po sprawie "Agaty": nigdy i w żaden sposób nie będę współpracował z mediami Agory, co wyklucza niestety także możliwość polemiki na ich łamach. Oni o tym wiedzą, i sposób w jaki z tego korzystają świadczy jedynie o praktykowanej tam etyce zawodowej dziennikarza.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-1579225796696419898?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/1579225796696419898/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=1579225796696419898' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1579225796696419898'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1579225796696419898'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2010/12/moj-rok-2010.html' title='Mój rok 2010'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8320308238710180600</id><published>2010-08-12T13:14:00.004+02:00</published><updated>2010-12-25T23:44:28.331+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='krzyż'/><title type='text'>O pokój Boży</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: 'Times New Roman'; line-height: 16px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="border-bottom-width: 0px; border-color: initial; border-left-width: 0px; border-right-width: 0px; border-style: initial; border-top-width: 0px; color: #333333; font-style: inherit; font-weight: inherit; line-height: 1.2em; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; outline-color: initial; outline-style: initial; outline-width: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px; text-align: justify; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Trwało to zbyt długo – tyle można powiedzieć na pewno o stanie niepewności co do upamiętnienia – równoczesnego – ofiar katastrofy smoleńskiej i wielkiego narodowego czuwania przed Pałacem Prezydenckim. Niepotrzebna deklaracja prezydenta-elekta, niepotrzebne deklamacje lidera opozycji, pomieszanie sakralnej i pamiątkowej funkcji drewnianego krzyża, niezdecydowanie i niejasności w realizowaniu podpisanego porozumienia, w końcu chaos wśród “obrońców krzyża” i tolerancja względem antyklerykalnego chuligaństwa – nic z tych rzeczy nie powinno się wydarzyć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom-width: 0px; border-color: initial; border-left-width: 0px; border-right-width: 0px; border-style: initial; border-top-width: 0px; color: #333333; font-style: inherit; font-weight: inherit; line-height: 1.2em; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; outline-color: initial; outline-style: initial; outline-width: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px; text-align: justify; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif; line-height: 16px;"&gt;Ale nic to! Nadstawienie drugiego policzka polega teraz na przyjęciu z dobrą wiarą ostatniego gestu: na ścianie Pałacu wmurowano, w trybie pilnym, tablicę pamiątkową – właśnie taką, na którą czekaliśmy.  Tablicę z krzyżem, z odniesieniem do katastrofy, do śp. Pana Prezydenta Kaczyńskiego, śp. Prezydenta Kaczorowskiego i pozostałych ofiar, do zgromadzenia się pod krzyżem Polaków “zjednoczonych bólem i troską o losy państwa”.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom-width: 0px; border-color: initial; border-left-width: 0px; border-right-width: 0px; border-style: initial; border-top-width: 0px; color: #333333; font-style: inherit; font-weight: inherit; line-height: 1.2em; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; outline-color: initial; outline-style: initial; outline-width: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px; text-align: justify; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif; line-height: 16px;"&gt;Warszawa jest pełna tablic z krzyżami i informacją o śmierci dziesiątków lub setek poległych – ta obecna tablica wchodzi w ich godne towarzystwo, najnowsze świadectwo naszych trudnych dziejów. Nigdy nie przyszło nam do głowy mierzyć godności pamięci powstańców wystawnością ich tablic na placach i rogach ulic, eskalowaniem coraz bardziej monumentalnych oczekiwań. Naszą pamięć wyrażaliśmy nie skalą konfliktów, lecz potrzebą  modlitwy, zapalaniem świeczek, wystawianiem honorowych wart.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom-width: 0px; border-color: initial; border-left-width: 0px; border-right-width: 0px; border-style: initial; border-top-width: 0px; color: #333333; font-style: inherit; font-weight: inherit; line-height: 1.2em; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; outline-color: initial; outline-style: initial; outline-width: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px; text-align: justify; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif; line-height: 16px;"&gt;I niech to będzie finał tych wydarzeń ostatnich dni, w których doprawdy trudno wskazać “tych, którzy są bez grzechu”. Zamknijmy ten etap, przynajmniej przez najbliższe dni wstrzymajmy się z wystawianiem sobie rachunków – wiele z nich wystawiono ostatnio, a na pewno za jakiś czas konieczne będą spokojniejsze analizy wszystkich faktów - pocieszających, groźnych, budujących, niepokojących. Ale teraz – Pax!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom-width: 0px; border-color: initial; border-left-width: 0px; border-right-width: 0px; border-style: initial; border-top-width: 0px; color: #333333; font-style: inherit; font-weight: inherit; line-height: 1.2em; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; outline-color: initial; outline-style: initial; outline-width: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px; text-align: justify; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif; line-height: 16px;"&gt;Krzyż – ten sam, który ustawili harcerze w środku tłumów, i ten sam, który figuruje na wmurowanej właśnie tablicy – znajduje się w sercu naszej wiary. Prowadzi nas do Ofiary, przy której sprawowaniu kapłani modlą się nie o wojnę, lecz o pokój: “Prosimy Cię przeto, Panie, abyś łaskawie przyjął tę ofiarę od nas sług Twoich, jak również od całego ludu Twego, a dni nasze raczył pokojem Swym napełnić…” (Kanon rzymski).&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="border-bottom-width: 0px; border-color: initial; border-left-width: 0px; border-right-width: 0px; border-style: initial; border-top-width: 0px; color: #333333; font-style: inherit; font-weight: inherit; line-height: 1.2em; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; margin-right: 0px; margin-top: 0px; outline-color: initial; outline-style: initial; outline-width: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; padding-right: 0px; padding-top: 0px; text-align: justify; vertical-align: baseline;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="line-height: 16px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Krzyż – Chrystusowy, Ofiara – miłości, pokój – Boży. Pozostańmy przy tych połączeniach, nie dając ich naruszyć czysto ludzkim namiętnościom ”zwierząt politycznych”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8320308238710180600?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8320308238710180600/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8320308238710180600' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8320308238710180600'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8320308238710180600'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2010/08/o-pokoj-bozy.html' title='O pokój Boży'/><author><name>filip</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-2785089054176186139</id><published>2010-08-10T19:07:00.004+02:00</published><updated>2010-12-25T23:41:44.634+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='facebook status'/><title type='text'>Prości ludzie i inteligencja post-chrześcijańska</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Georgia, 'Times New Roman', serif;"&gt;Post-chrześcijańska inteligencja ma do prostych ludzi stosunek zwykle neurotyczny: jest to albo wykształciuchowskie wykluczenie "ciemnogrodu", albo uwielbienie "prawdy w ludzie", niewiele pomiędzy. Albo się boją i kpią, albo ekscytują się "naturalnością". Coś jak Wokulski domyślający się - jakże błędnie - co czuje dziewczyna całująca krzyż "na grobach".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-2785089054176186139?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/2785089054176186139/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=2785089054176186139' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2785089054176186139'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2785089054176186139'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2010/08/prosci-ludzie-i-inteligencja-post.html' title='Prości ludzie i inteligencja post-chrześcijańska'/><author><name>filip</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-1156260876893727860</id><published>2010-08-07T14:51:00.005+02:00</published><updated>2010-08-18T11:01:41.740+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='facebook status'/><title type='text'>Ostry dryf i rozważania o koniunkturalności</title><content type='html'>A statek płynie ostrym dryfem... Wydarzenia z wtorku były powtórką z krzyków w Katedrze po rezygnacji abp. Wielgusa - teraz to się syntetyzuje z potrzebami wojennymi PiSu. Po drugie: JK &lt;a href="http://www.pis.org.pl/article.php?id=17510"&gt;wyjechał właśnie&lt;/a&gt; przeciw Lisickiemu trochę tak jak w owym czasie Radio Maryja przeciw Sakiewiczowi, po linii "kłopotów osobistych".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Po tym jak Prezes JK wskazał buławą na swojego obrzydliwego wroga Pawła Lisickiego, w blogosferze lecą ku naczelnemu "Rzepy" kalumnie i klątwy: Lisicki to koniunkturalista itp. Sądzę inaczej. PL przez ostatnie lata angażował gazetę za bardzo po stronie JarKacza, a krytykę pod jego adresem wpuszczał tylko wtedy gdy była absurdalna. Szedł dość jednoznacznie po stronie PiSu. Kłopoty z dotrzymaniem kroku Prezesowi zaczęły się przy woltach w kampanii wyborczej - no a teraz, gdy Prezes formalnie wariuje, jest to zadanie naprawdę karkołomne. Czy obecnie Lisicki robi odwrót ze względów wyłącznie lub głównie koniunkturalnych? Tego nie wiem, nie ośmielam się wyrokować, tym mniej wchodzić mu w sumienie razem z nieomylnym Prezesem. Moja hipoteza jest trochę inna: Lisicki mówi teraz to, co rzeczywiście myśli, natomiast zmiana polityczna mu to ułatwia; obawiam się, że w większym stopniu koniunkturalistą bywał wtedy gdy objaśniał różne niemożliwe hece PiSu. Czy teraz coś nam grozi? Owszem, bo jeśli PL potrafił być koniunkturalny "pisowsko", to na pewno uda to mu się w wersji "peowskiej". Nieustanna rada dla JK: lepiej mieć po swojej stronie ideowców, choćby opornych - niż koniunkturalistów, choćby pożytecznych.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-1156260876893727860?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/1156260876893727860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=1156260876893727860' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1156260876893727860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1156260876893727860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2010/08/ostry-dryf-i-rozwazania-o.html' title='Ostry dryf i rozważania o koniunkturalności'/><author><name>filip</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4175209790013949343</id><published>2010-08-06T11:03:00.000+02:00</published><updated>2010-08-18T11:04:15.877+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='facebook status'/><title type='text'>Na marginesie</title><content type='html'>&lt;div&gt;Nurt sanacyjny przeszedł zadziwiającą ewolucję, w etapie PiSu. Na mocy skrętu z 2005 stał się najpierw "pastiszowym tradycjonalizmem", zasymilowanym z "endecją" z okolic Radia Maryja - a teraz wchodzi w rimejkową rolę "endecja w państwie okupowanym przez antydemokratyczną sanację". Jeśli tak, to będzie ostro, lecz i pastiszowo... Tak to się plecie, postmodernistycznie i szaleńczo.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;* * *&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Z kolei nieco wcześniej, w 2001 odbywał się ciekawy eksperyment republikańskiej syntezy owej post-sanacyjnej energii panstwowo-politycznej z konserwatywno-narodową energią cywilizacyjno-polityczną.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4175209790013949343?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4175209790013949343/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4175209790013949343' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4175209790013949343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4175209790013949343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2010/08/na-marginesie.html' title='Na marginesie'/><author><name>filip</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-6687905710774515580</id><published>2010-08-05T11:05:00.000+02:00</published><updated>2010-08-18T11:07:07.559+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='facebook status'/><title type='text'>Natura horret vacuum</title><content type='html'>&lt;div&gt;Chciałbym, żeby było tak &lt;a href="http://44.org.pl/2010/08/05/wencel-ludzie-pod-krzyzem/"&gt;jak pisze&lt;/a&gt;, ze swojej odległości, WW. Ale na razie nie ufam tym słowom... Ponieważ ten krzyż jest pusty - idźmy tropem tego spostrzeżenia i tej metafory - pojawi się problem "zstąpienia z krzyża" (jest on już u samego WW) - a więc pojawi się, to nic dziwnego, również znana pokusa "teologii wyzwolenia", tryumfu witalności ludzkich porywów i interesów nad Kimś.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pięknie brzmią sugestie o "ubogich Pańskich" (tych braciach Chrystusa), na pewno są bliskie prawdy. Czy jednak trafiają tutaj w punkt? A może zupełnie zniknął w tej teologii moment bardzo ludzkiej pokusy: że to, co puste, chętnie SAMI zapełniamy - swoimi planami, pojęciami, emocjami. Natura horret vacuum - dlatego kościelna nadnatura strzeże próżni także przed nami, dla "większych darów".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-6687905710774515580?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/6687905710774515580/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=6687905710774515580' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6687905710774515580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6687905710774515580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2010/08/natura-horret-vacuum.html' title='Natura horret vacuum'/><author><name>filip</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-1714356726682814498</id><published>2010-08-04T22:19:00.000+02:00</published><updated>2010-08-13T10:20:58.849+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='krzyż'/><title type='text'>Po Krakowskim Przedmieściu wczoraj – pytajniki żałobne</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"    style="font-family:Georgia;font-size:130%;color:#333333;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:15px;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"   style="color: rgb(0, 0, 0);   line-height: 16px; font-family:'Times New Roman';font-size:16px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"    style="font-family:Georgia;font-size:130%;color:#333333;"&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Że księża boją się przede wszystkim, “aby krzyż nie był znakiem podziału” – podczas gdy zawsze był znakiem bolesnym, niekomfortowym, pełnym wyrzutu i wywołującym odrzucenie. Jak to się dzieje?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Że ci, którzy “krzyża bronią”, nie słuchają się księży przysłanych przez swojego biskupa. Jak to się dzieje?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Że prezydent RP nie potrafi choćby przyzwoicie wybrnąć z prowokacyjnych podpowiedzi dziennikarza “Gazety Wyborczej”, ale daje się jej podpuszczać, jakby mu to smakowało. Jak to się dzieje?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Że lider opozycji zajmuje się krzyżem dopiero wtedy, gdy chodzi o upamiętnienie tragicznej śmierci jego brata i innych ofiar katastrofy smoleńskiej, ale sugeruje, że przewodzi krucjacie – mimo że w sprawie obrony krzyża w Europie nie kiwnął palcem. Jak to się dzieje?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Że władza w Polsce polega na podnoszeniu vat’u pod osłoną widowiska z manifestacji sił porządkowych – i ich realnej nieudolności, niezgrabności, wręcz prowokacyjnej bezradności. Jak to się dzieje?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Że ludzie Kościoła przemawiają do swoich wiernych nie w miejscu wydarzeń, oko w oko, jak do swoich wiernych, lecz z ekranów tv, cierpkimi uwagami pod adresem ludzi, którymi nie umieli pokierować i dla których mają tylko wyrzuty, że się muszą za nich wstydzić w swoich salonowych koleżeństwach. Jak to się dzieje?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Że w celu ośmieszenia samej wartości przywiązania do krzyża – zwykłego krzyża na ulicy, przy drodze – robi się jej w mediach “gębę” z twarzy podejrzanych indywiduów, tak jakby tylko ich obrażały nonszalanckie dywagacje o “usunięciu krzyża”, niepotrzebnie “przywleczonego przez harcerzy”.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Że jedni z krzyża robią swój patriotyczny znaczek, a drudzy też traktują go jak “pisowski” gadżet i dlatego chcą się go pozbyć jak najszybciej, w try miga. Jak to się dzieje?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Że prawdziwa historia obrony krzyża w latach 80. wraca teraz jako parodia – na wyśmianie tych chwil naprawdę ciężkich prób, które być może przyjdą i będą wymagały prawdziwego bohaterstwa, a nie tylko tupetu. Jak to się dzieje?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 10px; margin-left: 0px; padding-top: 0px; padding-right: 0px; padding-bottom: 0px; padding-left: 0px; border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; outline-width: 0px; outline-style: initial; outline-color: initial; font-weight: inherit; font-style: inherit; font-size: 0.8em; vertical-align: baseline; color: rgb(51, 51, 51); text-align: justify; line-height: 1.2em; "&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:georgia;"&gt;Jak to się dzieje – coś, co się zdarzyć nie powinno?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-1714356726682814498?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/1714356726682814498/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=1714356726682814498' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1714356726682814498'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1714356726682814498'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2010/08/po-krakowskim-przedmiesciu-wczoraj.html' title='Po Krakowskim Przedmieściu wczoraj – pytajniki żałobne'/><author><name>filip</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7340772838745736227</id><published>2010-07-19T11:11:00.000+02:00</published><updated>2010-08-18T11:14:07.079+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='otwarte okna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='niedziela'/><title type='text'>Egzamin z otwartości</title><content type='html'>&lt;div&gt;Kilka dni temu minęła trzecia rocznica niezwykłego dokumentu papieskiego. 7 lipca 2007 r. Ojciec Święty wydał przez motu proprio „Summorum Pontificum” rozporządzenie o możliwości swobodnego odprawiania Mszy św. i innych sakramentów według starszych, „trydenckich” ksiąg liturgicznych, sprzed reformy posoborowej. Benedykt XVI napisał tam bardzo wyraźnie, że życzy sobie, aby obie formy liturgii – ta starsza i ta młodsza – istniały obok siebie, nie na zasadzie jakiegoś wyjątku, lecz w codzienności życia parafialnego. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Trzy lata – to był okres, który wyznaczono na zebranie doświadczeń ze stosowania tej papieskiej dyrektywy. Dlatego teraz dokonywane będą różne podsumowania. Jak to np. wygląda u nas, w Polsce, w naszej diecezji, w naszym mieście…? Statystyki – dostępne dzięki takim społecznym inicjatywom, jak strony internetowe  &lt;a href="http://www.msza.net/"&gt;www.msza.net&lt;/a&gt; lub  &lt;a href="http://nowyruchliturgiczny.pl/"&gt;nowyruchliturgiczny.pl&lt;/a&gt; – wyglądają interesująco: w ciągu trzech lat liczba Mszy św. „trydenckich” zwiększyła się o kilkaset procent, dzisiaj zamiast dosłownie kilku miejsc celebracji mamy ich blisko czterdzieści. Już nie tylko Poznań, Warszawa, Kraków czy Lublin, ale i Wałbrzych, Zielonka, Ostrołęka, Bydgoszcz, Bytom i inne miasta czy miasteczka. Czy to jednak dużo?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Można rzec, że to niewiele. Choć z drugiej strony – są to wszystko miejsca, w których „stara” Msza św. pojawiła się z inicjatywy grup wiernych świeckich, na skutek ich próśb i starań. Nigdzie ta sprawa nie jest odgórnie propagowana, nigdzie nie przychodzi jako element wymagany przez duszpasterskie sprawozdania czy sugerowany jako coś oczekiwanego. Dlatego jeśli ktoś zapyta dzisiaj o przykłady autentycznego zaangażowania świeckich w sprawy Kościoła, nie sposób nie wymienić tej sprawy – przykłady niezmordowanego starania o nawiązanie do długiej tradycji liturgicznej powinny nas budować. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A jednak to prawda, że te całkowicie oddolne inicjatywy, możliwe dzięki poparciu Papieża, potrzebują jakiegoś zrozumienia, oparcia, pomocy. Nie powinny się rozwijać jak „niechciana ciąża”, w klimacie odrzucenia lub nawet nadziei, że „nic z tego nie będzie”. To prawda, że czasami – jak z tą ciążą – życie nas zaskakuje, każe wyskoczyć z pantofli rutyny i własnych jedynie słusznych planów. Czy to jednak znaczy, że mamy sobie pozwalać na znieczulicę wobec życia, tylko dlatego że jest jeszcze małe?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Znajomy proboszcz, w którego parafii zagnieździła się taka niepokorna grupa upartych „tradycjonalistów”, powiedział mi kiedyś bardzo mądrze: – Będzie u nas znak, że Kościół nie zaczął się kilkadziesiąt lat temu, że trwa wieki. A jeśli przez lata powtarzaliśmy, że Kościół jest szeroko otwarty, że jest łąką pełną różnych kwiatów – to teraz pora pokazać to na przykładzie szacunku dla Mszy św. „trydenckiej”!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:x-small;"&gt;Niedziela 29/2010&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7340772838745736227?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7340772838745736227/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7340772838745736227' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7340772838745736227'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7340772838745736227'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2010/08/egzamin-z-otwartosci.html' title='Egzamin z otwartości'/><author><name>filip</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4010791705244266119</id><published>2009-03-05T15:11:00.032+01:00</published><updated>2009-03-06T10:50:51.046+01:00</updated><title type='text'>Remanenty</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Mam znów okropne zaległości w pisaniu bloga. Przestałem pisać wraz z objęciem funkcji w Dwójce - z jednej strony dlatego, że wchodzenie w te obowiązki było po prostu czasochłonne, ale przede wszystkim może dlatego, że w tamtej napiętej atmosferze nie chciałem robić z bloga miejsca codziennych polemik i sprostowań, co pewnie by się narzucało.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Teraz może, krok po kroku, wrócę do regularnego pisania? Jeśli czas pozwoli. Jednak podejmując tę próbę powrotu, muszę załatwić kilka remanentów - właśnie sprostowań i objaśnień związanych z moją obecną sytuacją. Kilka spraw, których nie mogę zostawić za sobą bez słowa.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Czas teraźniejszy: jeśli chodzi o moje zajęcia zawodowe - jestem obecnie dyrektorem PR 2 - i kropka. Na UKSW mam urlop (bezpłatny). W "Christianitas" rządzi obecnie &lt;a href="http://pkaznowski.blogspot.com/"&gt;Piotr Kaznowski&lt;/a&gt; (jako p.o. rednacz'a), a ja już funkcji naczelnego nie pełnię. Dla tych najbardziej dociekliwych: odbieram jedną pensję.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Poza ściśle reglamentowanymi przypadkami zrezygnowałem z "bywania" w mediach - tam, gdzie bywałem dość często w roli publicysty, komentatora. Nie zamierzam rezygnować z pisanej publicystyki, ale już kilkakrotnie odmówiłem propozycji pisania tekstów, przez które dyrektor medium publicznego stawałby się w innym medium stroną gorącego sporu między publicystami. Wiem, że takie teksty mogą równie dobrze pisać moi współpracownicy z "Christianitas". &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Czas przeszły: coś niecoś do sprostowania. Wbrew temu, co w swoich wypowiedziach publicznych ogłosił były prezes PR Krzysztof Czabański, nigdy nie byłem "pracownikiem" (względnie: "pracownikiem najemnym") Bogusława Kiernickiego, pełniącego jeszcze niedawno obowiązki prezesa PR, i to jeszcze "w jego prywatnym biznesie". Owszem, od jakichś dziesięciu lat współpracowaliśmy przy wydawaniu książek i "Christianitas" - jednak nigdy nie łączyły nas stosunki pracodawcy i jego pracownika. Stwierdzam pewien stan faktyczny - ale właściwie nie wiem, po co o tym mówię, bo dla moich antagonistów wystarczająco obciążąjący jest już sam fakt, że jesteśmy z Bogdanem takimi samymi "ultrakatolikami" i przez lata współpracowaliśmy. BK miał swój udział w moim mianowaniu - więc jestem "mianowańcem". Ale, o ile mi wiadomo, w mediach publicznych nie ma dyrektorów nie-mianowanych. Mnie mianował zarząd - tak samo jak innych od lat. Proszę mnie zatem aż tak bardzo nie wyróżniać.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Czas przyszły, najkrócej: &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/257436.html"&gt;Przedstawiłem na łamach "Rzepy" swoje plany dotyczące Dwójki&lt;/a&gt; - choć już bez przyjemności postanowiłem realizować je jedynie w tym rytmie, na który pozwala obecna podła kondycja finansowa Polskiego Radia (a więc wolniej niż bym chciał). Nie mam zamiaru robić niczego, co by oznaczało, że swoje plany stawiam wyżej niż dotychczasową pracę zespołu Dwójki. Skoro przyszedł kryzys, musi on dotknąć proporcjonalnie tak samo nie tylko tych, którzy się od dawna głowią nad programem, ale i nowe plany dyrektorskie. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W tymże kontekście: cieszę się, że udaje się nam dokonywać oszczędności bez potrzeby zdejmowania całych audycji (jedna jedyna, którą zdjęliśmy, spadła przede wszystkim z powodów merytorycznych: skądinąd wybitny autor po prostu nie poradził sobie z nowym projektem "poczty literackiej" - i jednym z moich pierwszych zajęć jako dyrektora Dwójki było odbieranie negatywnych opinii na temat tej audycji, od kolejnych redaktorów Anteny; przekazując autorowi decyzję o zdjęciu jego audycji z anteny, zaproponowałem spotkanie, żeby wyjaśnić dokładniej o co chodzi - ale autor z zaproszenia nie skorzystał, za to obsmarował mnie bezecnie w swoim blogu; no cóż, takie czasy). &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Pod wpływem kryzysu w całym Polskim Radiu odbywa się ten sam proces: przejmowanie odpowiedzialności za cały program przez etatowych dziennikarzy anten - z rąk zewnętrznych współpracowników. Jednak w Dwójce część współpracowników to faktycznie od dawna włączeni w życie anteny dziennikarze - nikt nie nazwałby ich "zewnętrznymi". Prawdziwym wyzwaniem jest dziś uzyskanie takich rozwiązań, aby ci nasi "wewnętrzni" mogli zająć jak najszybciej pozycję pełnoprawnych pracowników Dwójki. Są to często ludzie, bez których nie ma wielu ważnych pozycji w naszym programie.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4010791705244266119?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4010791705244266119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4010791705244266119' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4010791705244266119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4010791705244266119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2009/03/remanenty.html' title='Remanenty'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-2061769681692446710</id><published>2008-12-28T22:49:00.004+01:00</published><updated>2008-12-28T23:53:35.240+01:00</updated><title type='text'>KAI o moich planach</title><content type='html'>Katolicka Agencja Informacyjna wypuściła &lt;a href="http://wyborcza.pl/1,91446,6102792,Dr_Milcarek_o_planowanych_zmianach_w___Dwojce_.html"&gt;depeszę&lt;/a&gt; zrobioną z mojego mini-wywiadu telefonicznego na temat planów dotyczących Dwójki. Na tle różnych przypadków z przeszłości jest to jedna z najwierniejszych depesz KAI dotyczących mojej osoby - mogę powiedzieć, że się rozpoznaję w tym, co napisano (nawet mimo braku autoryzacji!). Choć to oczywiście tylko depesza, a nie referat programowy - więc chodzi o grube rysy, a nie subtelne niuanse (w rzeczywistości dyrektorskiej rządzić będą niewątpliwie te drugie).&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Może tylko jedno małe dopowiedzenie: w wywiadzie dla KAI podkreślałem kilkakrotnie - co odnotowano w depeszy - brak potrzeby dokonywania jakiejś rewolucji w Dwójce PR. To podtrzymuję. Dodałbym jednak, że między rewolucją i konserwacją jest pewna wolna przestrzeń. Ja stawiam zasadniczo na konserwację dotychczas wypracowanego dobra, ale widzę także możliwość ulepszeń- i myślę, że w tej sprawie w pełni się zrozumiemy. O konkretach będzie jeszcze czas porozmawiać.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-2061769681692446710?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/2061769681692446710/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=2061769681692446710' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2061769681692446710'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2061769681692446710'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/kai-o-moich-planach.html' title='KAI o moich planach'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-6977957561388148965</id><published>2008-12-28T21:21:00.002+01:00</published><updated>2008-12-28T22:35:24.556+01:00</updated><title type='text'>Czego nam brak w polskiej sferze publicznej (wypowiedź z 2003)</title><content type='html'>Był czas - rok 2003 - gdy uważałem za sensowne wzięcie udziału w ankiecie rozpisanej przez (początkującą) "Krytykę Polityczną". Dzisiaj uznaję to środowisko za przykład pewnego lewicowego ekstremizmu, przypominającego początkujących bolszewików - więc już bym raczej na ich łamy nie wszedł (no cóż, nie bywam na łamach, na których można dzielić miejsce np. z Leninem [tak jak unikam podobnych spotkań z fascynatami "brunatności"]). Natomiast podtrzymuję to, co wówczas napisałem, z poduszczenia redaktorów "Krytyki", na temat najpilniejszych potrzeb polskiego forum publicznego. Wciąż też twierdzę, że jednym z istotnych sprawdzianów inteligenckości jest zdolność do prowadzenia debaty, zwłaszcza tej oderwanej od bezpośrednich pożytków (np. politycznych) czy namiętności (też zresztą traktowanych jako jakiś pożytek) - za to sięgającej aż po nagrodę spojrzenia na prawdę. &lt;div&gt;Tamten tekst sprzed lat wklejam teraz do blogu (z wyjątkiem fragmentu związanego ściśle z przebrzmiałymi okolicznościami czasu) z myślą o obecnej polskiej logosferze.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:11.0pt;mso-bidi-font-size:10.0pt"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:11.0pt;mso-bidi-font-size:10.0pt"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;Czego brak w polskiej sferze publicznej&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:11.0pt;mso-bidi-font-size:10.0pt"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;Ankieta „Krytyki Politycznej”&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:11.0pt;mso-bidi-font-size:10.0pt"&gt;&lt;o:p&gt;  &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="font-size:11.0pt; mso-bidi-font-size:10.0pt"&gt;1. Zacznę tylko z pozoru skromnie: brak jest debaty (lub: debat). Kilka lat temu na pewno bym tak nie powiedział – zdawało mi się, że w końcu czego jak czego, ale dyskusji nie brak. Ale to najczęściej nie były – i nie są – debaty, spełniające podstawowe warunki racjonalnego sporu o prawdę. Coraz mniej środowisk stać na taką debatę – spokojną, choć nie beznamiętną; rzeczową, choć nie wąsko ekspercką; wolną, choć nie rozwydrzoną. Może jest tak dlatego, że zamiast &lt;i&gt;szkół myślowych&lt;/i&gt; mamy ideologiczne &lt;i&gt;plemiona&lt;/i&gt;? W każdym razie upadek debaty jest na pewno związany z postępującą stadnością naszego życia. Łaciński personalizm naszej kultury, kiedyś wygniatany przez &lt;i&gt;bolszewię&lt;/i&gt;, w warunkach wolności odradza się zastanawiająco ospale. Ciekawe, że również tam, gdzie usiłuje się kultywować &lt;i&gt;cywilizację łacińską&lt;/i&gt;, degeneracji ulegają najlepsze cechy owego personalizmu: osobiste poglądy stają się osobliwymi ekscentrycznościami, osobista odpowiedzialność przyjmuje postać łatwej osobności, trzymania się na boku, a osobista odwaga przypomina raczej żądzę adrenaliny lub mierzenia się z rozpaczą (a nie z przeciwnikiem!). Nie powiem, że to nasz polski charakter sarmacki – choć być może (jak zauważył niedawno Marek Jurek w swej analizie polskiej sceny politycznej) jesteśmy bardzo blisko czasów saskich. Natomiast nasi sarmaccy dziadowie z XVI-XVII wieku – oczernieni i wielcy - patrzą chyba na nas z dużym wyrzutem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 15px; "&gt;2.&lt;span style="mso-spacerun:yes"&gt;  &lt;/span&gt;A więc brak debaty. Ale po co debatować? Zwykłą logomachię potrafi i chce uprawiać byle pieniacz i socjopata. Żeby brać udział w debacie, trzeba mieć wyczuloną wrażliwość umysłu na prawdę, a nie tresowane formułki. &lt;i&gt;Plemiona&lt;/i&gt; walczą do upadłego i rozpaczliwie w obronie swoich ideałów i… wodzów. Wyjść cało lub dołożyć innym – oto dzisiejsze horyzonty. Debata, żeby użyć słów Wieszcza, nie jest sztuką łatwą…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 15px; "&gt;3. To ciekawe, ale mimo braku debaty nie brak w Polsce zdecydowanych poglądów i stanowisk. Oczywiście zasmucająco szybko – w jakimś powiązaniu z biednieniem społeczeństwa i jego wykorzenieniem z własnych tradycji&lt;span style="mso-spacerun:yes"&gt;  &lt;/span&gt;narodowych – rośnie brudna plama rzekomego „pragmatyzmu” i faktycznej bezideowości. Ale temperatura namiętności „dogmatycznych” jest wciąż wysoka – co cieszy. Natomiast niepokoi to, że ludzie ideowi, o zdeklarowanych poglądach najczęściej są zdolni jedynie do formułowania ogólnych manifestów – czasem rzeczywiście opisujących pewne tragedie moralne, czasem popadających w bardzo dalekie abstrakcje. Poniżej tego górnego „c” wszystko dla nich jest już brukiem, bliskim pogardzanego błota pragmatyzmu i zbyt twardym dla uskrzydlonej myśli, niepłodnej i niebrzemiennej. Cieszyłaby mnie w tym jednak domniemana bezinteresowność „ideologów”, młodzieńczy „idealizm” – ale praktyka (polityczna) uczy, że wielu takich jastrzębi wygłaszających górne frazesy ostatecznie woli raczej wtopić się w pogardzany tłum arywistów („dla bułeczki i masełka”…) niż zamieszkiwać w przeznaczonych im pustelniach, gdzie przynajmniej ich &lt;i&gt;contemptus mundi &lt;/i&gt;miałby szansę przybrać cechę chwalebnej stałości.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 15px; "&gt;4. Wspomniałem już o plemiennych wodzach. Bóg dałby, żeby wyrośli z nich – lub w ich cieniu – prawdziwi &lt;i&gt;przywódcy&lt;/i&gt;! Na razie sam typ przywództwa jest poważnym brakiem: zamiast &lt;i&gt;zachodniego&lt;/i&gt; (w sensie głębokiej genezy, a nie aktualnych wzorów) sposobu uprawiania działań zdefiniowanych wyznawanymi zasadami, mamy system „wtajemniczeń” (tworzący hierarchię) i „wiem, nie powiem” (tworzący autorytet). Być może przywództwo oparte na przejrzystości reguł i intencji – z dodatkiem &lt;i&gt;zdolności koalicyjnej&lt;/i&gt; wobec konkretów dobra wspólnego – to np. dla świata polityki utopia rodem z gabinetów akademickich i sesji teoretyków. Ale tworzenie &lt;i&gt;stronnictw&lt;/i&gt; raczej na autorytecie (charyzmacie) niż argumencie źle się kończy. Niestety w ślad za praktyką przywództwa manipulatorskiego idzie plaga chorobliwej społecznej podejrzliwości – skoro nie można wiedzieć, trzeba się domyślać, zbierać poszlaki. Jeśli to ostatnie staje się głównym sposobem rozeznania, zaczynamy budować zbyt wiele na skojarzeniach, podszeptach, pozorach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="font-size:11.0pt; mso-bidi-font-size:10.0pt"&gt;&lt;o:p&gt;5. Niebywale ważną rzeczą – &lt;i&gt;last but not least&lt;/i&gt; – jest zakorzenienie elit czyli środowisk przywódczych, animujących debatę i wyprowadzających konkluzje. To kolejny brak, który wypada wspomnieć w tej ankiecie: zanika wiara w związek „elit” z życiem narodu. To prawda, że &lt;i&gt;bolszewii &lt;/i&gt;udało się zaszczepić „masom” lekceważenie inteligencji, jej etosu. Ale również prawda, że sama inteligencja – najczęściej &lt;i&gt;nowa inteligencja&lt;/i&gt; – więcej niż po trzykroć zapierała się swego narodowego powołania, a przede wszystkim wypierała się przed Czerwonym swego związku z „ciemnym” polskim Zaściankiem. Teraz nie ma się co obrażać na Zaścianek, że się po swojemu wyemancypował, poznał siłę swego głosu (także w eterze) i wydelegował swoich własnych przedstawicieli do Warszawki. Martwić należałoby się raczej tym, czy ten Zaścianek nie przypomina bardziej opuszczonego pegieeru – ale akurat tym mało kto z elit się martwi. Wolą żyć w atmosferze „zagrożenia ksenofobią” (to im daje poczucie misji cywilizacyjnej) – a Zaścianek też zasmakował w atmosferze „zagrożenia zdradą elit”. I tak żyją oddzielnie głowa i tułów.&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 15px;"&gt;...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 15px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="font-size:11.0pt; mso-bidi-font-size:10.0pt"&gt;Zapytano o braki – stąd ten krytyczny i ciemny ton mojej odpowiedzi. Obok tego istnieją różne motywy nadziei i szlaki odbudowy. Nad brakami zastanawiamy się tylko po to, aby im zaradzać. Nie po to, by wpadać w kolejną desperację.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 15px;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span style="font-size:11.0pt; mso-bidi-font-size:10.0pt"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-6977957561388148965?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/6977957561388148965/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=6977957561388148965' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6977957561388148965'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6977957561388148965'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/czego-nam-brak-w-polskiej-sferze.html' title='Czego nam brak w polskiej sferze publicznej (wypowiedź z 2003)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7321601586782681631</id><published>2008-12-24T00:20:00.003+01:00</published><updated>2008-12-24T01:24:35.745+01:00</updated><title type='text'>Pierwsze reakcje</title><content type='html'>Po poprzednim wpisie pojawiły się dziś pierwsze reakcje na moją nominację na dyrektora radiowej Dwójki. Na część z nich - na salonie24 - mogłem odpowiedzieć. To miłe, że tak wiele było gratulacji i wyrazów zaufania - natomiast też dobrze, że niektórzy opowiedzieli również o swoich obawach czy zastrzeżeniach. Z takich krytycznych głosów zawsze starałem się korzystać, więc i tym razem nawet w ewidentnych złośliwościach niektórych internetowych anonimów umiem znaleźć coś pozytywnego: fakt, że Dwójka dla tych ludzi jest, najwyraźniej, tak ważna. Tym powinienem się cieszyć jako nowy dyrektor tej anteny: myślę, że gdy się tak złoszczą, to dają jakieś świadectwo przejęcia się tym radiem. Choć, z drugiej strony, dają temu wyraz czasem w sposób, którego tak bardzo nie lubią, gdy np. pojawi się tu czy tam po "moherowej" stronie. Ja tego stylu nie lubię niezależnie od tego, jakiej treści chce on służyć: jest to forma dewastująca wszelki dialog, jak hałas uniemożliwiający usłyszenie się.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W ciągu dzisiejszego dnia odebrałem też pierwsze spontaniczne telefony od osób opowiadających o swoich doświadczeniach z Dwójką: doświadczeniach wiernych słuchaczy lub współpracowników. To dobry znak, że z każdej takiej rozmowy wychodzi obraz anteny wysoko cenionej, z rozpoznawalnymi autorami i formami. Swoją drogą, nawet nie wiedziałem, że mam tylu zapalonych "dwójkarzy" wśród bliższych i dalszych znajomych.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Każda zbierana opinia jest ważna - choć są różnej wagi i tematu: jedni mówią o "dżinglu", a drudzy o Haydnie, jedni o przeglądach prasy, a drudzy o muzyce ludowej alo jazzie. Opinie pochodzące od słuchaczy to jedna strona medalu - na obejrzenie drugiej przyjdzie poczekać do czasu spotkań z Zespołem. Na to spotkanie czekam z ogromnym zaciekawieniem.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I tylko martwię się, że zanim do niego dojdzie, &lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,6097043,Pawel_Milcarek_dyrektorem_radiowej__Dwojki_.html"&gt;"Gazeta Wyborcza" straszy ludzi&lt;/a&gt;, przyprawiając mi gębę, a raczej wąsik z przepaską pirata. Nic innego nie mogłem się spodziewać po gazecie, którą kilka miesięcy temu wyróżniłem publiczną deklaracją, że z nią w żaden sposób nie będę współpracował. Teraz słodkie dzieło zemsty sprawuje nade mną specjalistka od mokrej roboty, p. Katarzyna Wiśniewska. Odkryła rzeczy wstrząsające w moim blogu - przede wszystkim to, że "chwaliłem Benedykta XVI" (rzecz u katolika zupełnie niezwykła). Cytowana w tekście p. Izabella Cywińska przyznaje, że wie o mnie niewiele, lecz na wszelki wypadek ostrzega przed moją "ideologią", a ponadto martwi się czy będę potrafił "rozmawiać z inteligencją".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;No cóż, kiedyś dla niektórych ludzi "świat" to było to, co można ogarnąć okiem z dachu chałupy. Dziś zdarza się, iż "inteligencją" są jedynie właśni znajomi. A przecież świat - choć jest dziś globalną wioską - jest znacznie, znacznie szerszy. Co z inteligencją?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A jednak z takimi opiniami - podobnie jak z tymi w internecie, o których było wyżej - też warto się jakoś liczyć. Idę do Dwójki także po to, aby nawet osoba tak bywała jak Izabella Cywińska mogła spojrzeć znów trochę szerzej niż dotąd na świat. W końcu inteligent to człowiek, który wie, iż świat jest zwykle znacznie ciekawszy od naszych ludzkich schematów lub gazetowych ideologii. Jestem przekonany, że w Dwójce spotkam wielu ludzi głęboko o tym przekonanych.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7321601586782681631?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7321601586782681631/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7321601586782681631' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7321601586782681631'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7321601586782681631'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/pierwsze-reakcje.html' title='Pierwsze reakcje'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-3059634848583149427</id><published>2008-12-22T22:40:00.005+01:00</published><updated>2008-12-23T00:53:01.078+01:00</updated><title type='text'>W radiowej Dwójce</title><content type='html'>Otrzymałem dziś wieczorem wiadomość, że Zarząd Polskiego Radia postanowił powierzyć mi funkcję dyrektora i redaktora naczelnego II Programu. Funkcję tę obejmę w ciągu najbliższych dni.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Pamiętam Dwójkę nie tylko jako jej słuchacz - uciekający chętnie na skali radia do tego programu od różnych rzęzideł i gromowładnych serwisowni - ale również jako członek Rady Programowej PR na przełomie stuleci. Pozostały mi w pamięci nie tylko suche słupki i sprawozdania, które wtedy miałem obowiązek regularnie czytać, ale również po prostu widok ludzi, zespołu Dwójki - bo zdarzyło się, że Rada poprosiła ten zespół o spotkanie, żeby dowiedzieć się bezpośednio od nich, co się dzieje. Były to trudne chwile dla tej anteny: wyglądało na to, że w sytuacji wahania co do misji Radia "Dwójka" stanie się niczym więcej niż miejscem puszczania płyt z muzyką klasyczną, takim "radiem muzycznym". Pamiętam więc dyrektora Pałłasza, jak wyjaśnia nam sytuację - i jak cała Rada Programowa, mimo podziałów ideowych czy politycznych, rozumie dobrze stawkę i powagę sytuacji. Rada nie mogła wiele - ale co mogliśmy, to zrobiliśmy. Było wiadomo, że zmieniając radykalnie Dwójkę, coś wszyscy stracimy. Na szczęście nie straciliśmy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A jak jest teraz? Znam tę antenę "ze słuchu", bo to inteligenckie radio. W kategoriach McLuhana, genialnego teoretyka mediów, można by oczywiście powiedzieć, że Dwójka to przykład tworzenia radia przede wszystkim dla ludzi uformowanych przez inne media (druk! odtwarzacz muzyki!) - ale tak właśnie funkcjonuje do dziś polska inteligencja. Dlatego Dwójka jest jakby "drukowana", nie eksploatuje wszystkich możliwości przekazu radiowego - a nie eksploatuje ich, bo takich ma słuchaczy. Myślę, że gdyby nagle zaczęła je eksploatować - oczywiście idąc dziś także w stronę włączania radia w przekaz multimedialny - nie odbywałoby się to z aplauzem obecnego wiernego słuchacza tej anteny, po swojemu "konserwatywnego" i strzegącego (mimo wszystkich manifestów nowoczesności) kanonów inteligenckości Ery Druku. Co prawda dzisiaj media idą w stronę elektronicznej "wioskowości", kultury szeptanych słów i gromkich przemówień - ale akurat Dwójka będzie przykładem pewnego oporu w tej sprawie: jest redutą miejskiej kultury tekstu, słów obracanych w pięknym tyglu literatury, i dźwięków skrupulatnie dobieranych ze składnicy filharmonii.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Trzeba być wiernym swemu słuchaczowi - a równocześnie zachęcać go delikatnie do pójścia krok dalej. Dzisiaj Dwójka jest anteną bardzo zadbaną i uładzoną, w bardzo dużym stopniu przystającą do oczekiwań swych słuchaczy. Nie wymaga żadnych rewolucji, żadnych "restauracji" (pomyślmy tylko o Trójce przed przyjściem Krzysztofa Skowrońskiego: stajnia Augiasza do oczyszczenia po kataklizmie!). Nie jest miejscem partyjnych przeciągów - jak to w przeszłości bywało nieraz z Jedynką, głównym kanałem interpretacji codzienności politycznej. Jednym słowem: Dwójka trzyma swój poziom i klasę, i wielka w tym zasługa jej obecnej "załogi", pracującej od dość dawna bez dyrektora, za to pod doświadczonym kierownictwem.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czy to znaczy, że przyjdę do Dwójki tylko, aby konserwować zastany ład? Nie, raczej nie - chcę pewnych zmian i ich dokonam, jak Bóg da. O ile warstwa literacka czy muzyczna wymagają być może jedynie punktowych rozszerzeń czy wzmocnień - o tyle potrzeba tu więcej żywej debaty kształconych umysłów. Dwójka powinna być -w większym stopniu niż to się dzieje dzisiaj - inicjatorem i moderatorem zderzania różnych "wielkich głów" i różnych wielkich wizji, w Europie i w Polsce. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Żyjemy w czasach co prawda dość "psich", jeśli chodzi o gotowość do naprawdę rzeczowych i rzetelnych dyskusji - ale każda instytucja mogąca chronić ich możliwość, powinna to czynić ze wzmożoną intensywnością. Codziennie wybuchają wśród nas bomby wielkich konfliktów cywilizacyjnych - oczywiście dialog ich nie rozwiąże ot tak; a jednak jest mozliwe - i wskazane - aby te wielkie spory toczyły się z jakimś głębszym backgroundem uzasadnień. Zwykle brakuje go nawet w poważnych dziennikach, a jeszcze bardziej w TV. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Dwójka może tu odegrać swoją rolę: może transmitować, a nawet inicjować debatę "o zasadach" - choćby na pięć minut przed tym, gdy gdzie indziej będzie się dyskutowało zażarcie "o wnioskach". Gdy nieraz uczestniczyłem w tych gorących sporach, mówiliśmy sobie czasem z adwersarzami: jaka szkoda, że nie możemy tej dyskusji zacząć gdzie indziej, na innym poziomie, niejako w ukrytym łonie kultury - a nie w momencie gdy z kultury powstają masowe gesty i postawy. Trudno to robić w biegu programu telewizyjnego, w rytmie właściwego im "trybalizmu". Może więc radiowa Dwójka? Daleka od nieuniknionej szarpaniny bieżących walk - ale przecież powołana, by mówić, dlaczego ludzie są skłonni walczyć, spierać się, dyskutować, zmierzać do swych celów.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Chciałbym, żeby tak było - żeby w Dwójce w pięknym otoczeniu słów i dźwięków pieszczących słuch i duszę znalazło się wiecej wielobarwnego logosu. Jeszcze nie objąłem funkcji dyrektorsko-redaktorskiej, jeszcze muszę mieć trochę czasu na rozejrzenie się w realiach i w użyciu potencjałów - ale chcę Dwójki, która zamiast uciekać zupełnie na estetyczny Olimp ze strachu przed miałkością społecznej Agory, ma odwagę podnosić głos nawet tak, aby docierał on do cywilizacyjnego Areopagu. Dwójki, która stara się być wierna swej misji: być głosem słowa, kanonu, klasyki - dla dzisiejszego życia.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-3059634848583149427?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/3059634848583149427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=3059634848583149427' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3059634848583149427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3059634848583149427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/w-radiowej-dwjce.html' title='W radiowej Dwójce'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-6370125407994974930</id><published>2008-12-18T10:17:00.002+01:00</published><updated>2008-12-18T10:38:52.556+01:00</updated><title type='text'>Zabijanie Adwentu</title><content type='html'>Od kilku lat w tym czasie przez media przechodzi fala zgoła rytualnych moralizmów na temat: czy komercja nie zabija nam świąt? czy promocje w supermarketach nie desakralizują Bożego Narodzenia? Te moralizatorskie kwestie są rozwiązywane zwykle czymś w rodzaju bezsilnego rozłożenia rąk ("takie mamy czasy!"), a potem jeszcze jedni powiadają, że po prostu "zmienia się sposób świętowania", a drudzy wrzucają dawkę uspokojenia: zawsze przecież można przeżyć święta "po Bożemu", czyli... hmmm... jak w ciepłych reklamach Plusa czy jakiejś kawy: w gronie rodziny, przy choince, śpiewając kolędy...&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ale ja nie o tym. Mnie chodzi o Adwent. Oczywiście i on jest ofiarą hipermarketowych santaclausów - ale nie tylko. W jego zabijanie włączają się, i to od dawna, także ludzie wyrzekający na komercję - a to w ten sposób, że przez Adwent przetaczają się "tradycyjne" Jasełka, opłatki, nie mówiąc już o emocjonujących aktywnościach w strefie św. Mikołaja. W ostatnim czasie obserwuję nawet swoisty front kontrofensywy kulturowej, której szlachetni organizatorzy jakby uwzięli się wypędzić celebracje komercyjne przy pomocy celebracji zakorzenionych. Jest to zderzenie dwóch wizji kultury Bożonarodzeniowej - i sekundowałbym oczywiście "tradycjonalistom", gdyby nie fakt, że w tej walce rozdeptuje się Adwent.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Adwent nie ma już swoich możnych obrońców. Odkąd w Kościele rozpozwszechnia się formuła o "radosnym oczekiwaniu", zmniejsza się nasza szansa na przeżywanie Adwentu jako "uważnego oczekiwania". I w tym kontekście oczywiście słynna "golonka w Wigilię" to raczej odkrycie "nowych form radości", a nie wywrócenie na opak samej idei wigilii jako takiej.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I tak to będąc ojcem dzieci uczęszczających do szkół i należących do harcerstwa, mam już za sobą lub za moment przed sobą kolejne jasełka, Mikołajowe prezenty itp. Wszystko to całkiem piękne, bez cienia "dziadka mroza" - ale nie w czas.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-6370125407994974930?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/6370125407994974930/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=6370125407994974930' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6370125407994974930'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6370125407994974930'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/zabijanie-adwentu.html' title='Zabijanie Adwentu'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5666583390285949306</id><published>2008-12-15T15:07:00.006+01:00</published><updated>2008-12-15T22:40:33.796+01:00</updated><title type='text'>Wydarzenie Roku: Nowy Ruch Liturgiczny</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Christianitas" nie przyznaje, jak dotąd, swojej dorocznej nagrody, która wskazywałaby wydarzenia, dzieła, osoby szczególnie zasłużone dla łacińskiej tradycji katolickiej w naszym kraju. To trzeba będzie zmienić - tym bardziej że jest coraz więcej inicjatyw godnych wyróżnienia. Jednak zanim taka nagroda "Christianitas" zacznie być rozdzielana, odczuwam już dziś mocną potrzebę sformułowania laudacji dzieła, które zrobiło na mnie już wielkie wrażenie - i które polecam wszystkim swoim czytelnikom jako przykład naprawdę dobrej pracy dla Sprawy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak więc, drodzy Państwo, w kategorii Dzieła Szczególnie Zasłużone dla Tradycji Łacińskiej, moje własne, prywatne, osobiste wyróżnienie najwyższe otrzymuje w Roku Pańskim 2008 &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;serwis internetowy &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.nowyruchliturgiczny.blogspot.com/"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;Nowy Ruch Liturgiczny&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Serwis NRL, tworzony pod patronatem Duszpasterstwa Tradycji Łacińskiej w Diecezji Rzeszowskiej, jest nie tylko czymś w rodzaju polskiej mutacji anglojęzycznego The New Liturgical Movement, lecz redagowanym samodzielnie instrumentem kompetentnej formacji liturgicznej i informacji o postępach ruchu odbudowy liturgii w Kościele. Myślę, że twórcy serwisu idą tą drogą, która wynika z dobrze nam znanych prac kard. Ratzingera i z nauczania Benedykta XVI. Samo określenie "nowy ruch liturgiczny" ma właśnie takie pochodzenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mam poczucie, że zgrzeszyłbym zaniedbaniem, gdybym nie napisał tej noty. Co prawda od dobrych paru lat w przestrzeni realnej i wirtualnej nie brak różnych cennych inicjatyw (wspomnijmy choćby &lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;fidelitas.pl&lt;/span&gt;, &lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;Forum Krzyż&lt;/span&gt; czy &lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;katolicy.net&lt;/span&gt;, nie zapominając o weterance &lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;christianitas.pl&lt;/span&gt;), a niektóre zupełnie nowe (jak wszechstronny &lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;sanctus.pl&lt;/span&gt; czy serwis &lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;Instytutu Dobrego Pasterza&lt;/span&gt;) dają jak najlepsze nadzieje na przyszłość - to przecież przyznajmy, że właśnie młodziutki NRL staje się dla wszystkich źródłem bieżących informacji, podanych aktualnie, kompetentnie i estetycznie. Jako jeden z - za przeproszeniem - indultowych żubrów oraz redaktor "Christianitas", która postawiła w swojej agendzie właśnie "nowy ruch liturgiczny", mogę rzec, że o takich właśnie formach oddziaływania marzyło się, gdy w latach 90. startowała w Polsce "sprawa tradycji łacińskiej". Miło oglądać dzisiaj taki rozkwit!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niedawne powstanie NRL można zresztą uważać - jak tak robię - za kolejny etap w procesie intensyfikacji tradycjonalistycznej obecności w internecie, etap już wcześniej mocno zaznaczony przez powstanie serwisu &lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;msza.net&lt;/span&gt;, tak bardzo pożytecznego już choćby ze względu na bogatą bazę informacyjną. Po czasach rozproszonych i cząstkowych "witryn" środowiskowych przyszedł czas serwisów będących skarbnicą wiadomości i pociechą dla wszystkich zainteresowanych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Summa summarum, trzeba by rzec, że zapewne nie byłoby dziś tego już imponującego NRL, gdyby nie osiągnięcia wcześniejszych serwisów, z których niejeden do dziś trzyma formę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście takie efekty nie biorą się znikąd - potrzebują dużo solidnej pracy. Twórcom serwisu Nowy Ruch Liturgiczny należy się nasza wdzięczność, nasza modlitwa, nasze słowa otuchy w pracy - a więc ten ziemski, ludzki odblask tej prawdziwej nagrody, której w Polsce życzymy słowami "Bóg zapłać!"&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5666583390285949306?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5666583390285949306/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5666583390285949306' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5666583390285949306'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5666583390285949306'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/wydarzenie-roku-nowy-ruch-liturgiczny.html' title='Wydarzenie Roku: Nowy Ruch Liturgiczny'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-3155385835728811697</id><published>2008-12-12T21:31:00.003+01:00</published><updated>2008-12-12T22:01:10.961+01:00</updated><title type='text'>Kłopot z Szymonem Hołownią</title><content type='html'>Szymon Hołownia już w drugim wywiadzie wspomina, że pewien katolicki publicysta - "tylko jeden" - odmówił występowania z nim, dopóki on się udziela w programie "Mam talent". Nie czekam do trzeciego razu: wszystko wskazuje na to, że to ja jestem tym wspominanym publicystą - bo ja rzeczywiście odmówiłem przyjścia do programu Hołowni właśnie w związku z jego występami we wspomnianym programie rozrywkowym.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jednak coś jest do sprostowania - bo wydaje mi się, że Pan Szymon źle mój message zrozumiał, zapewne z powodu jego nadmiernej lakoniczności. Otóż wcale - lub w bardzo nikłym stopniu - nie chodzi mi o sam fakt pokazywania się wyróżnianego dziennikarza katolickiego w programie wagi lekkiej. Zgniewało mnie coś innego: że decydując się na związane z tym ryzyko, Hołownia przegrywał na naszych oczach sprawę ważniejszą niż jego własny image. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie chcę dyskutować o tym, czy Hołownia dobrze wypadł w roli quasi-clowna - nawet w tej roli można być świetnym. Chodzi o coś innego: o tę smutną lekcję bezradności, gdy kilkakrotnie po różnych antyreligijnych gadkach Kuby Wojewódzkiego (w tym jego stylu: "nie modlę się przed jedzeniem, bo moja mama dobrze gotuje" itp.) Hołownia potrafił jedynie topić niesmak pod przyklejonym uśmiechem prezentera. Po kilku takich zajściach miało się wrażenie, że w ogóle Hołownia jest tam głównie po to, aby Wojewódzki mógł pojeździć po katolach, tym samym przydając programowi następną nutkę transgresji.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W sumie: moim zdaniem Szymon Hołownia sam wszedł w sytuację, w której Wojewódzkiemu wolno było mówić coślina na język przyniesie - a Hołowni też, z wyjątkiem należnego odwinięcia się Wojewódzkiemu. Mówiąc zupełnie szczerze: mnie tamte gadki Wojewódzkiego aż tak bardzo nie gorszą - gorszy brak reakcji, równocześnie dowcipnej, celnej i stanowczej. Nie każdy musi być mistrzem telewizyjnej riposty (ja nim nie jestem) - ale Szymon Hołownia sam wszedł w sytuację, w której sztuka riposty była niezbędna, żeby zachować twarz.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I o to właśnie chodziło mi, Panie Szymonie, gdy postanowiłem szczerze Panu odmówić. Bez złości i bez chęci uprzykrzenia Panu życia - lecz widząc w tym jedyny wyraźny sygnał, że według mnie "coś jest nie tak". Obawiam się jednak, żę zaniedbałem dokładnego wyjaśnienia moich motywów. Teraz to uzupełniam. Dyskusja między nami na ten temat jest jak najbardziej możliwa, możę wskazana.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-3155385835728811697?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/3155385835728811697/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=3155385835728811697' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3155385835728811697'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3155385835728811697'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/kopot-z-szymonem-hoowni.html' title='Kłopot z Szymonem Hołownią'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5279922986603394737</id><published>2008-12-05T14:19:00.004+01:00</published><updated>2008-12-05T14:31:33.960+01:00</updated><title type='text'>Zobaczcie i posmakujcie</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/STks6v6qXTI/AAAAAAAAARs/o-U71PFC6zg/s1600-h/grafa_prop.php.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 258px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/STks6v6qXTI/AAAAAAAAARs/o-U71PFC6zg/s320/grafa_prop.php.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5276297826247793970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu dostałem do rąk pierwszy egzemplarz długo oczekiwanej książki: albumowego wydania &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://christianitas.pl/?sr=!czytaj&amp;amp;dz=12&amp;amp;id=237"&gt;Ducha liturgii&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; kard. Ratzingera. Jestem jego współredaktorem, więc powinienem być powściągliwy w ocenach tego, co nie pochodzi od samego Autora - ale nie potrafię. To cudo jest! &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Cacko: ważny tekst w dostosowanych do niego ramach. Widziałem to w różnych wersjach od miesięcy, wcześniej oczami wyobraźni - ale efekt finalny przebija nawet projekty. Genialnie proste było założenie, przyjęte przez wydawcę: pozwolić, aby ten sam &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;logos&lt;/span&gt;, który przemawia przez &lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;słowa&lt;/span&gt; książki, przemówił w niej &lt;span class="Apple-style-span" style="font-weight: bold;"&gt;obrazami&lt;/span&gt; liturgii. Potem doszedł pomysł Filipa Łajszczaka, współredaktora: niech to będzie liturgia benedyktynów z Fontgombault, miejsca wybranego przez Autora na dyskusję o jego książce w 2001 roku. Opat udzielił zgodę na zdjęcia - a mnisi pokornie znieśli to zupełnie wyjątkowe wkroczenie z aparatem do serca służby Bożej. Wkroczył Paweł Kula, a więc ktoś z doskonałym wyczuciem tematu i ducha miejsca, no i genialny fotografik. Potem przyszło przymierzanie tekstu i obrazu - kamyczek do kamyczka w mozaice... I koniec końców - jest gotowa książka. &lt;a href="http://www.religijna.pl/product_info.php/manufacturers_id/71/products_id/2429"&gt;Nie znajdziecie lepszego prezentu, mówię wam!&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ktoś powiedział: to jest wydanie dla tych, którym nie chce się czytać, a wolą oglądać. Jedno nie wyklucza drugiego - ale to fakt, że to nowe wydanie &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Ducha liturgii &lt;/span&gt;jest "ikoniczne". Można teraz rzec: Przyjdźcie i zobaczcie, venite et videte. Videte et gustate.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5279922986603394737?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5279922986603394737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5279922986603394737' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5279922986603394737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5279922986603394737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/zobaczcie-i-posmakujcie.html' title='Zobaczcie i posmakujcie'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/STks6v6qXTI/AAAAAAAAARs/o-U71PFC6zg/s72-c/grafa_prop.php.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-2335555301017979825</id><published>2008-12-05T12:55:00.003+01:00</published><updated>2008-12-05T19:17:20.774+01:00</updated><title type='text'>Jak nic może być wszystkim</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Byłem wczoraj - trzeba rzec: w nocy, bo już po północy - w &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Konfrontacji &lt;/span&gt;Doroty Gawryluk w Polsacie. Był dr Jarosz, lekarz, prof. Łuków, etyk z UW, ks. Kloch, rzecznik KEP, a ja jako "teolog" (ale jednak nie jako Milczarek). Rozmawialiśmy - o niczym. To znaczy nie, był temat jasno określony, którego wszyscy się trzymaliśmy - ale sam temat to jedno wielkie nic: "testament życia". Mówi się o nim od kilku dni, ale nadal nikt z mówiących nie wie, o czym ma mówić. Zupełnie rozumiem jednego z dziennikarzy telewizyjnych, który poza wizją powiedział mi: Bo tak szczerze to nie wiem, po co Gowin wrzucił te kilka zdań o tym "testamencie" - czy tylko po to, żebyśmy o tym teraz rozmawiali domyślając się co też miał na myśli?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z braku laku dobra fantazja. W mediach niemal wszyscy fantazjują na temat pomysłu Gowina. Ojca chłopca, który stracił na jakiś czas przytomność, pyta się czy byłoby lepiej gdyby syn podpisał "testament" - a ojciec ze strachem, zupełnie zrozumiałym po takim pytaniu, zarzeka się, że syn nigdy czegoś takiego nie powinien podpisywać. W podtekście mamy więc przekaz taki, który zresztą zwerbalizował Marcin Król w "Dzienniku": w całej tej sprawie efektem ostatecznym będzie ułatwienie lekarzom decyzji o odłączaniu od aparatury pacjentów, którzy nie okażą się dostateczne "rokujący" lub których rodziny nie będą dość obrotne w argumentowaniu, iż ich krewniak zasługuje na wysiłki dychawicznej służby zdrowia. Obok intelektualnej estetyki obecnej w wystąpieniach Gowina istnieje właśnie ten realistyczny kontekst sprawy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przede wszystkim jednak nie wiemy - nie wiemy, nie wiemy, nie wiemy - co konkretnie nam się proponuje. Czy chodzi o oświadczenie, iż "w przypadku gdybym nie rokował dajcie sobie ze mną spokój" - czy może o wyjaśnienie, iż "jeśli nie będziecie w żaden sposób mogli mi pomóc w życiu, nie przeszkadzajcie mi umrzeć". To pierwsze to eutanazja, akt nieludzki - to drugie to przekreślenie tzw. uporczywej terapii, w pełni zrozumiałe. Jednak nawet w tym drugim przypadku - nie bardzo rozumiem, dlaczego tego faktycznie niepotrzebnego dręczenia umierających nie można wykluczyć jednym ruchem, zamiast gromadzić karteczki. Przecież tak czy siak decyzjębędzie musiał podjąć lekarz.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozmowa w programie była spokojna. Jednak zapewne gdybyśmy rozmawiali dalej, wyszłoby szydło z worka: gdy prof. Łuków mówił, iż lekarzom potrzebne jest zapoznanie się z wolą pacjenta, aby wiedzieli co mają robić - zbliżaliśmy się do perspektywy zgoła niepokojącej: lekarz jako zwolniony z instynktu moralnego i sumienia wykonawca, czasem egzekutor, "woli pacjenta". Jednych ratuje, innym "pomaga odejść". Nie wiem, czy to miał na myśli etyk z UW, ale w sumie nie zdziwiłbym się gdyby o to też chodziło. To zaś oznacza, że w praktyce przekreślamy uniwersalizm powołania lekarskiego, ten Hipokratesowy, nakazujący zawsze bronić życia. Lekarz staje się technikiem, zdolnym do manipulowania naszym organizmem w tę czy inną stronę. Brrrrrrr......&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nazwa "testament życia" pięknie brzmi - ale na razie sprawa ta przynosi same diabelskie zamieszania: gdy nie wiadomo ani co, ani kto, ani po co - nie wiadomo kto może mówić nie wiadomo co. Tylko po co? W tym sęk.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-2335555301017979825?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/2335555301017979825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=2335555301017979825' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2335555301017979825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2335555301017979825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/jak-nic-moe-by-wszystkim.html' title='Jak nic może być wszystkim'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4986528255700476493</id><published>2008-12-02T12:05:00.005+01:00</published><updated>2008-12-02T15:47:02.389+01:00</updated><title type='text'>Wielki Dzień Czterdzieści i Cztery</title><content type='html'>Nadszedł. Dzisiaj wieczór promocyjny numeru pierwszego. Mimo że znam twórców "Czwórek" - z "Frondy", panie kochany, z "Frondy"! - o ich obecnym wspólnym dziele na razie nie wiem wiele, to jasne. Nawet gdy się już zna pierwszy efekt - jak zawsze w takich przypadkach dopracowany z szansą na najlepszą ocenę - trudno przewidzieć późniejszą szarą codzienność, następne numery. Tak, tak, pamiętam, jak blisko dziesięć lat temu wręczałem pewnemu tuzowi konserwatywnemu pierwszy numer "Christianitas" - a on się najpierw ceremonialnie ucieszył, a zaraz potem ujmując mnie kordialnie zapytał: "myśli pan, że to się utrzyma?" Jako redaktor nowalijki byłem tym pytaniem przygnieciony.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Habent sua fata... "i czasopisma". Dane wyjściowe pozwalają natomiast stwierdzić, że rozpocznie dziś swój żywot jawny inicjatywa temperamentna jak pierwsza "Fronda", jak ona zadziorna i rezolutna, trochę też filuterna. Zaczynają, jak trzeba, wysokim C i mocnym bum. Jeśli po tej eksplozji "napięcie będzie stopniowo rosło", "Czwórki" będą ważną podporą w nadchodzących dniach, będących, jak się zdaje, przez jakiś czas dniami smuty i zastoju w skali makro. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tego im szczerze życzę - sobie życząc wielu dobrych lektur w "Czwórkach"!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4986528255700476493?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4986528255700476493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4986528255700476493' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4986528255700476493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4986528255700476493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/wielki-dzie-czterdzieci-i-cztery.html' title='Wielki Dzień Czterdzieści i Cztery'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7082260692112321595</id><published>2008-12-01T20:32:00.005+01:00</published><updated>2008-12-02T09:01:56.287+01:00</updated><title type='text'>Sposób na życie (3)</title><content type='html'>&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojciech_B%C4%85k"&gt;Wojciech Bąk&lt;/a&gt; - był taki poeta: zaczął obiecująco dla wszystkich, potem zawiódł salon skamandrycki swoim katolicyzmem ("to już nie poziom"), no a następnie, już po wojnie &lt;a href="http://www.polskieradio.pl/historia/tags/tags.aspx?id=1690"&gt;źle skończył&lt;/a&gt;. Gdy w latach 80. ukazał się spory wybór jego poezji, mocno weń wszedłem, w ramach swoich ówczesnych przechadzek po nieznanym ogrodzie tzw. literatury katolickiej. &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Bąk ma m.in. taką patetyczną modlitwę &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Zamień Twe oczy&lt;/span&gt;, która, jak miód pszczoły, przyciąga entuzjazm niektórych patetycznych dusz - jest w jej kulminacji prośba, aby "okrutny, miłowany Bóg" gdy tylko uzna służbę człowieka za spełnioną bądź już po prostu niepotrzebną, "rzucił na śmieci" taki stępiony "miecz". "Jak zawsze rzucasz serca sług..."&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Odłożmy na bok literacką moc i niemoc tej poetyckiej frazy: w jej środku jest prawda - celowo wyostrzona do granic wytrzymałości, coś z ofiary Abrahama - prawda, z którą trzeba się mierzyć od początku każdej pracy "w imię Boże" - i od której zwycięstwa zależy sens tej pracy, wytrwanie w niej, być może pewien aspekt jej skuteczności. "On ma wzrastać, a ja się umniejszać" - pięknie brzmi, prawda? Bąk mówi to samo, ale chciałby to przenieść w konteksty rycerskiego etosu "oddania życia za Sprawę".  Prowadzi każdego "rycerza" do zgody na to, iż ma się umniejszyć totalnie i skutecznie - kiedyś lub może i w tej chwili, a może właśnie w momencie gdy zdawało się, iż będzie czas na świętowanie zwycięstwa w przyjaznym gronie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czy jednak mamy prawo prowokować Boga tym mówieniem Mu o Jego "okrucieństwie"? Oto jest ten skraj tajemnicy, w którą wszedł nasz Przewodnik, tak wewnętrznie Boski i tak nieodwracalnie ludzki: Eli, Eli, lema sabahtani! Bąk poszedł tą drogą w swym poetyckim ujęciu tej sprawy. Ja to odczytuję jak radykalizm ksiąg karmelitańskich, albo jak mocne frazy "rycerskie" tradycji ignacjańskiej. Zawsze to do mnie mocno przemawiało.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jednak ile razy trzeba sobie przypominać o prawdzie tych wszystkich słów - ile razy, aby o niej nie zapomnieć wtedy, gdy są naprawdę potrzebne, jeśli są? W szkole Karmelu mówi się o tym etapie bliskości z Bogiem, w którym uzyskał On w duszy pełną zgodę na wszystkie Swoje wyroki - ale jeszcze nie wytworzył w umyśle człowieka jasności widzenia, że tak będzie lepiej rzeczywiście, także dla człowieka. Ekstaza zgody na śmierć odbiegła od naturalnego, wszczepionego przez Stwórcę, szukania szczęścia: wola zgadza się na "przybijanie","unieruchamianie", "unicestwianie" - a rozum jeszcze nie ma siły oczyścić tej zgody z rdzy nieeleganckiego, ostentacyjnego doloryzmu. To wysoka tama - spiętrzenie w gotowości na Krzyż musi być wysokie, choć potem ma się okazać, że zebrane wody popłyną drogą życia, nowego życia. Vidi aquam.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zanim jednak to nastąpi, nie ma innego wyjścia, innego przejścia: trzeba znaleźć się zwycięsko w koszmarze, który Pan pozwala roztoczyć Swemu przeciwnikowi dla naszej próby. Wewnątrz tego koszmaru ma nastąpić owo zbawienne "cyk": wola ludzka ma wrócić w staw Bożej woli, wcześniej wybita grzechem.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ma rację Bąk, jego myśl jest wierna Wcieleniu i łasce uczestnictwa w Krzyżu. Czy jego życie poszło za tą modlitwą? Requiescat.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7082260692112321595?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7082260692112321595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7082260692112321595' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7082260692112321595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7082260692112321595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/12/sposb-na-ycie-3.html' title='Sposób na życie (3)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8998932289737529129</id><published>2008-11-19T12:20:00.002+01:00</published><updated>2008-11-19T12:23:45.215+01:00</updated><title type='text'>BIBLIO: wstępniak numeru 39 "Christianitas"</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Od jakiegoś czasu dostępny jest numer 39 "Christianitas" - a w nim m.in. wstępniak:&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://christianitas.pl/?sr=!czytaj&amp;amp;dz=12&amp;amp;id=212"&gt;Integryzm i integralność&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zachęcam do lektury zwłaszcza wszystkich tradycjonalistów - bo w artykule chodzi o integralność naszej postawy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8998932289737529129?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8998932289737529129/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8998932289737529129' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8998932289737529129'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8998932289737529129'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/biblio-wstpniak-numeru-39-christianitas.html' title='BIBLIO: wstępniak numeru 39 &quot;Christianitas&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8505666488504407803</id><published>2008-11-18T11:12:00.003+01:00</published><updated>2008-11-18T11:24:27.638+01:00</updated><title type='text'>"Nowe pokolenie katolików zaangażowanych w politykę"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O ile się nie mylę, akurat to zdanie Benedykta XVI z jego niedawnego &lt;a href="http://www.vatican.va/holy_father/benedict_xvi/speeches/2008/november/documents/hf_ben-xvi_spe_20081115_laity_it.html"&gt;przemówienia do Papieskiej Rady ds. Świeckich&lt;/a&gt; przeszło u nas jakby niezauważone (zobaczcie w &lt;a href="http://www.radiovaticana.org/pol/Articolo.asp?c=245241"&gt;depeszy polskiej sekcji Radia Watykańskiego&lt;/a&gt; - i spróbujcie tam to znaleźć!) - a przecież jest godne uwagi:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;blockquote style="text-align: justify;"&gt;W sposób szczególny potwierdzam konieczność i pilność formacji ewangelicznej i towarzyszenia duszpasterskiego dla nowego pokolenia katolików zaangażowanych w politykę - aby byli spójni z wyznawaną wiarą, mieli moralny rygor, zdolność sądu w dziedzinie kultury, kompetencję zawodową i pasję służenia dobru wspólnemu.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od kilku dni o tym fragmencie przesłania papieskiego pisze się na czołówkach serwisów. Ale u nas nie...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tymże kontekście papieskiego nauczania zachęcam do lektury mojego wstępniaka z ostatniego numeru - &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Integryzm i integralność.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8505666488504407803?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8505666488504407803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8505666488504407803' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8505666488504407803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8505666488504407803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/nowe-pokolenie-katolikw-zaangaowanych-w.html' title='&quot;Nowe pokolenie katolików zaangażowanych w politykę&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-9104572145705571270</id><published>2008-11-17T19:16:00.002+01:00</published><updated>2008-11-17T19:24:19.224+01:00</updated><title type='text'>Z otchłani "klerykalizmu"</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Trafiłem właśnie na taki tekst:&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Położenie Kościoła, naszkicowane przez wczorajszych referentów nie jest rozpaczliwe, ale jest poważne. Skonstatowaliśmy, że straciliśmy inteligencję i wielkie masy robotnicze a poczynamy tracić lud wiejski. Cofamy się ustawicznie pod naporem wrogów, a cofamy się dlatego wśród wysiłków defensywnych, że nie zdołaliśmy zorganizować kontrakcji, nie umieliśmy przejść do ofensywy i do zdobywania utraconych pozycji.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Po części sami nie zdawaliśmy sobie sprawy z rzeczywistego stanu rzeczy. Nieraz łudziły nas objawy pobożności tłumów i wmawialiśmy w siebie, że to chwilowe prądy, że więc nie ma co się silić na walkę z nimi. Gdzie zaś próbowano ofensywy, gdzie chcieliśmy uszanować pozycje wysunięte, gdy przystępowaliśmy do formowania batalionów szturmowych zwłaszcza w formie Akcji Katolickiej i prasy, doznawaliśmy bardzo często niepowodzenia z powodu braku oficerów. Nie brak żołnierzy, chętnych do walki. Wielu świeckich zdaje sobie sprawę z położenia Kościoła i zgłaszają się do walki o krzyż Chrystusowy. Chcą np. iść do boju całe legiony akademików, czekając na hasło bojowe, na krucjatę, a my z bólem serca tak często zwlekać musimy, bo dla tych chętnych mas nie mamy zdolnego oficera, nie mamy przygotowanego do walki ofensywnej kapłana. Jeszcze go mieć możemy do wojny pozycyjnej i obronnej, w której się dalej cofać będziemy, ale na wielką kampanię zdobywczą z dzisiejszym naszym klerem wyruszyć nie możemy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Problem odrodzenia religijnego w kraju należy zatem sprowadzić w pierwszym rzędzie do zagadnienia kleru. Nie uda tam się żadna reforma kościelna, jeżeli nie zreformujemy kleru.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Wczorajszy referat i koreferat wyświetliły jaskrawo ujemne strony duchowieństwa. Sprowadzam je do następujących punktów: l) Duchowieństwa jest za mało; 2) Duchowieństwo jest niedostatecznie wykształcone; 3) Duchowieństwo nie rozumie swego zadania, nie umie skonstruować łączności swej z ludem, nie jest przygotowane do nowoczesnej akcji duszpasterskiej; 4) Duchowieństwo nie jest wyrobione wewnętrznie; 5) Duchowieństwo nie ma ducha gorliwości i poświęcenia, żyje tylko dla siebie i rodziny, którą się obarcza; 6) Duchowieństwo nie ma inicjatywy i aktywności i za mało pracuje.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Koniec, kropka. To kard. Hlond, w referacie wygłoszonym na Konferencji Episkopatu Polski w 1928 roku. Ciekawe, czy dzisiaj ktoś byłby w stanie mówić tak wprost?...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;No ale przecież to wtedy były te ciężkie czasy Kościoła - a teraz jest dobrze, coraz lepiej, prawda? Czasy Kościoła klerykalnego mamy na szczęście za sobą, nieprawdaż?&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-9104572145705571270?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/9104572145705571270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=9104572145705571270' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/9104572145705571270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/9104572145705571270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/z-otchani-klerykalizmu.html' title='Z otchłani &quot;klerykalizmu&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7228011772676538681</id><published>2008-11-17T11:09:00.004+01:00</published><updated>2008-11-17T11:22:23.743+01:00</updated><title type='text'>Sposób na życie (2)</title><content type='html'>Mnóstwo było ognisk harcerskich w moim życiu - i dlatego też mnóstwo pieśni śpiewanych z innymi w ogniskowym ciemnoblasku. Jednak jaka to nie byłaby pora czy okazja, gdy kolejka życzeń doszła do mnie, zawsze sobie życzyłem "Biedy", piosenkę pełną nadziei i dającą okazję do żartów. &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Choć biedy dwieeee, nasza wszak młodość jeeeeeeest!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Nie martwmy sięeeeeeeeeee, bo to życia nie kreeeeeees! &lt;/span&gt;Etc.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Trudno sobie wyobrazić, by to było lekarstwo na jakieś rzeczywiście poważne biedy, gdyby przychodziły. Ale to nie lekarstwo, to raczej profilaktyka nadziei. W rdzeniu harcerstwa tkwi skautowe "skaut śmieje się i gwiżdże nawet w najgorszej sytuacji". &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;U nas, w Polsce jest to zdradliwa postawa: za dużo bywało "najgorszych sytuacji", za dużo było ofiar - więc gdy "skaut śmieje się i gwiżdże", zaraz może dostać w twarz od martyrologów albo zostać przywołany do porządku przez strażników naszej beznadziei - albo, co w sumie może najgorsze, dokooptowany przez gombowiczystów. Nawet w harcerstwie już w latach 30. - świadkiem hm. Janusz Kuliński, którego broszurę wznowilismy w drugim obiegu w latach 80. - narzucił się czemuś styl uroczystego ponuractwa. Coś jakby Gondor. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ale i pojedynczy człowiek, i całe narody, żyją dzięki nadziei: przeskakując od słabiutkich ludzkich pociech do nadziei, która zawieść nie może. To droga od "nasza wszak młodość jest - nie martwmy się" do "przystąpię do Boga, który uwesela młodość moją".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7228011772676538681?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7228011772676538681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7228011772676538681' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7228011772676538681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7228011772676538681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/sposb-na-ycie-2.html' title='Sposób na życie (2)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4788490003841217046</id><published>2008-11-15T11:46:00.003+01:00</published><updated>2008-11-15T12:13:37.928+01:00</updated><title type='text'>TW Nierzeczywisty</title><content type='html'>Mamy sprawę TW "Filozofa", zidentyfikowanego jako abp Józef Życiński. Istnienie TW "Filozofa" jest nam znane już od dawna - a jego przyrodzona tożsamość została opisana właśnie teraz.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czy będzie z tego afera? Chyba nie. Poprzednie - nigdy nie wyjaśnione do końca, nigdy nie opisane przez samych zainteresowanych w wyraźniejszych kategoriach sumienia i wyrazistych gestach odpowiedzialności przekraczającej sądowe standardy - zdemoralizowały nas wszystkich. Już się zgodziliśmy: najpierw, że w naszym Episkopacie jest "kilkanaście przypadków z problemami" - a teraz już i na to, że każdy z tych przypadków to "żaden problem".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Scenariusz jest zawsze ten sam. Teraz też: kanclerz kurii lubelskiej wyjaśnia, że "zarejestrowanie kogoś przez SB wcale nie oznacza &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;rzeczywistej&lt;/span&gt; współpracy". To zdanie jest logiczne i dorzeczne - a jednak ja jakoś już dzisiaj mam siłę tylko na podsumowanie go taką złośliwą anegdotą: za czasów Franciszka Józefa byli na dworze wiedeńskim "tajni radcy nierzeczywiści" - cóż przeszkadza, żeby tak samo "nierzeczywistymi" byli przynajmniej niektórzy tajni współpracownicy SB, jeśli nie wszyscy? Co prawda to pierwsze to był zaszczyt, a to drugie to niehonor, a jednak co nierzeczywistość to nierzeczywistość: jednych umniejsza, a drugich ratuje.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A tak szerzej: czy nas wszystkich ma uratować nierzeczywistość?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4788490003841217046?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4788490003841217046/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4788490003841217046' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4788490003841217046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4788490003841217046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/tw-nierzeczywisty.html' title='TW Nierzeczywisty'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8466149353546248149</id><published>2008-11-15T10:41:00.005+01:00</published><updated>2008-11-17T11:49:26.373+01:00</updated><title type='text'>W Katowicach o teologii politycznej</title><content type='html'>Byłem wczoraj uczestnikiem konferencji zorganizowanej na Uniwersytecie Śląskim wspólnie przez Komitet Nauk Teologicznych PAN i Polskie Towarzystwo Teologiczne - na temat: &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://www.wtl.us.edu.pl/e107_plugins/sgallery/gallery.php?view.5.1.1"&gt;Czy w Polsce istnieje teologia polityczna?&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Temat pasjonujący, czyż nie? Wybrałem się tam z wykładem o tym, czy polska filozofia potrafi być "służebnicą teologii politycznej". W sumie mówiłem o próbach budowania filozofii politycznej - realistycznej i chrześcijańskiej - na początku lat 90. przez Mieczysława Gogacza i o. M. A. Krąpca. Treści wykładu nie będę opisywał dokładniej - gdy będzie opublikowany, zasygnalizuję to tutaj. Mówiąc krótko: zwracałem uwagę, w jak dużym stopniu obaj mistrzowie tomizmu - w tym mój własny mistrz filozoficzny - znajdowali się na skrzyżowaniu rdzennej tradycji tomistycznej i "skrętu maritainowskiego". Być może jeszcze ważniejsze jest ich pójście - tutaj już pod naciskiem utrwalonej lektury Tomasza - w kierunku głównie moralizującego widzenia polityki (przy czym jest to oczywiście moralizm z fundamentem metafizycznym). Potrzeby filozofującej "fizyki politycznej" nie odczuwano.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gdy przeglądałem niedawno, w związku z przygotowywaniem wykładu, książkę "polityczną" prof. Gogacza (&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Mądrość buduje państwo&lt;/span&gt;), uświadomiłem sobie, że jej warstwą najciekawszą jest osadzenie wykładu teoretycznego - w którym Autor czuje się najlepiej - w "konstrukcji dramatycznej" konfliktu między Christianitas i Rewolucją Francuską. U Gogacza jest to jakby archetyp wszystkich europejskich konfliktów współczesnych - jak u większości konserwatystów.(Co ciekawe, książka Gogacza powstawała na krótko przed tym, jak Jarosław Kaczyński w wywiadzie-rzece wygłosił diagnozę, iż z Markiem Jurkiem różni go stsounek do Rewolucji Francuskiej... Hmmm, i tak zostało, n'est-ce pas?). Gogacz jest egzystencjalnie bardzo solidarny z kulturą christianitas - za to w precyzującym wykładzie teoretycznym, projektującym "właściwą politykę", często jest bardzo blisko Maritaina i jego wizji chadeckich.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wracając do sympozjum katowickiego. Z tego, co się naczytałem lub nasłuchałem, wnoszę, że droga do polskiej teologii politycznej jest jeszcze daleka. Jesteśmy w sytuacji, gdy formułowane są ciekawe myśli albo rejestrowane ważne elementy tradycji - ale to na pewno nie synteza.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Najczęściej widzianym gestem teologa rozważającego politykę jest gest moralizatorskiego roszczenia - roszczenia sprawiedliwości. Niestety zwykle dość teatralny - bo jakoś nie czuje się w tym realizmu "mowy prorockiej", powstającego na gruncie przekonania, że także w polityce rozstrzygają się sprawy życia wiecznego. Tymczasem teolog zwykle nie traktuje polityki jako rzeczywistości, traktuje ją wyłącznie jako matrix - i czasami decyduje się w tym matrixie "zagrać" jako moralista. Jednak czuje się w tym właśnie teatralizację (bo inaczej trzeba by po prostu uznać, że jest to skrajny idealizm marzenia, aby polityka toczyła się w sposób "apolityczny").&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;To zresztą nie jedyna postawa. Poza teatralnym gestem roszczenia mamy jeszcze fałszywy realizm pragmatyków - o którym mówił w orędziu pokojowym z 2007 Benedykt XVI. To typowa postawa politycznych chadeków. Chętnie demaskują teatralizm "proroków" - albo dla odmiany drapują ich w szaty fundamentalistów, integrystów. Dla "pragmatyków" czymś najbardziej niemoralnym jest bezkompromisowość, dyskwalifikująca w polityce jako "sztuce kompromisu". W tej logice postawa św. Tomasza More'a musi być nie do przyjęcia - lecz to on został ogłoszony przez Jana Pawła II patronem polityków... Taki patronat to nie tylko orientacja dewocyjna duszpasterstwa polityków, lecz także drogowskaz dla poprawnej teologii politycznej, nieprawdaż?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Poprawna teologia polityczna musiałaby przekroczyć zarówno abstrakcyjny moralizm, jak i fałszywy "realizm". W obu tych postawach jest jakieś umniejszenie polityki. Prawdziwa teologia polityczna musiałaby pozostać wierna zasadzie, że polityka to nie jest sfera, do której się wkracza, by wygłosić taki czy inny postulat (lub oświadczenie poselskie!) albo ubić taki czy inny interes - lecz że jest to sfera naturalna, chciana przez Stwórcę, w której Bóg potrzebuje "zdrowego powietrza" dobrych praw, aby zbawiać ludzi.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8466149353546248149?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8466149353546248149/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8466149353546248149' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8466149353546248149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8466149353546248149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/w-katowicach-o-teologii-politycznej.html' title='W Katowicach o teologii politycznej'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-593422242238327244</id><published>2008-11-13T13:03:00.004+01:00</published><updated>2008-11-13T13:54:38.430+01:00</updated><title type='text'>Polityka alternatywna 1988-89</title><content type='html'>Polityka alternatywna polega też na tym, że ćwiczysz się w tym, aby nie traktować wydarzeń zależnych od ludzkich decyzji jak koniecznych zjawisk naturalnych - rozpoznajesz matrixową strukturę tego, co "musiało się tak zdarzyć". &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ostatnio spędziłem kilka godzin na mówieniu do kamery o ostatnich dwudziestu latach (to na potrzeby filmu o Polsce niepodległej). Tym razem w zasadzie po raz pierwszy stanąłem wobec pytania: czy Kościół mógł się zachować inaczej w drugiej połowie lat 80.? &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przypomnijmy sobie dane tamtego czasu. Był trójkąt czynników zmiany: czerwona władza, Kościół i opozycja solidarnościowa (w swej "głowie" spersonifikowana następująco: Wałęsa, Bujak, Geremek, Kuroń, Michnik...). Narracja zwycięstwa brzmi tak, że w sprzyjającej koniunkturze międzynarodowej (Reagan!) władza poczuła się zmuszona cofnąć pod naciskiem opozycji, której sekundował Kościół. Podstawową prawda tej narracji jest od kilku lat uzupełniana naszą wiedzą o tym, jak część obozu władzy projektowała te wydarzenia, aby osiągnąć jak najkorzystniejszą dla siebie "transformację". Ta uzupełniająca perspektywa pozwala na pójście krok dalej, z pytaniem: czy to, co się rzeczywiście wydarzyło w wypadkowej "ich" planów transformacji i "naszych" pragnień niepodległości, było wyborem jedynym możliwym, albo jedynym rozważanym projektem wyjścia z pata lat 80.? &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Myślę, że nie - i że o tym, co się ostatecznie stało (w którą stronę poszły wydarzenia), zdecydował faktycznie Kościół, czytaj: Jan Paweł II. Obstawiam, że pierwszym pomysłem władzy było dogadanie się z Kościołem na zasadzie: Kościół odwraca się od wspomnianej czołówki Solidarności, ale w zamian otrzymuje możliwość patronowania jakiejś partii chadeckiej lub chrześcijańsko-narodowej - i staje się partnerem porozumienia tworzącego nowy ład. Jeśli moje domysły są słuszne, wygląda na to, że do takiego rozwiązania byłby gotowy Prymas (jego wypowiedzi o "końcu Solidarności", bliskość prof. Macieja Giertycha wyznaczonego szefem prymasowskiej rady społecznej, swoją drogą także eksperymenty z "Dziekanią"...). I jeśli Kościół w Polsce odmówił propozycjom ugody bezpośrednio na linii Kościół-władza, to zrobił to pod wpływem (głównie) Papieża. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;To była różnica dwóch koncepcji. Ta papieska kładła nacisk na solidarność Kościoła z opozycją, nawet wtedy gdy kierowali nią ludzie, których można było podejrzewać, że zrobią to co faktycznie zrobili jakiś czas później: że po dogadaniu się z komunistami odwrócą się od Kościoła. Sądzę, że na początku komuniści woleli się umówić z Kościołem - ale gdy Kościół odmówił, nolens volens zdecydowali się dotrzeć do przywódców opozycji solidarnościowej, w sumie - do korowców. Dzięki Kościołowi dotarli, spotkali się, negocjowali - i umówili się z tą częścią opozycji, którą wcześniej pragnęli wyeliminować. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gdy ugoda nastąpiła, Kościół nie był już specjalnie potrzebny - ani jako parasol dla opozycji, ani jako przyzwoitka przy rozmowach. Rozpoczęła się jakby nowa epoka: "wojna religijna" liberałów nadwiślańskich z Kościołem, a równocześnie przedziwne odwrócenie sympatii: antydekomunizacyjna "gruba kreska", "Wyborcza" roztoczyła parasol bezpieczeństwa nad Jaruzelskim i Kiszczakiem.  Czyli sztama na linii michnikowszczyzna - postkomuniści, a "klerykałowie" wyrzuceni w ciemności zewnętrzne.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tę dalszą historię już znamy. Wróćmy jednak do alternatywy. Czy mogło być inaczej? A konkretniej: czy Kościół mógł popchnąć historię inaczej? Jedynie pod warunkiem, gdyby zaryzykował bardziej - gdyby zechciał być nie świadkiem porozumienia, lecz jego stroną. Wtedy jednak złamane zostałyby "pryncypia posoborowe", koncepcja "niemieszania się" do polityki, rezygnacji z "sojuszu ołtarza z tronem". Ale czy nie zostały złamane i tak, tylko inaczej? W sytuacji magdalenkowo-okrągłostołowej Kościół zdecydował się na rolę taką, w której brał na siebie ryzyko bycia "współtwórcą" tego porozumienia - za to wyrzekał się istotnego wpływu na kształt Rzeczypospolitej. Episkopat wystartował z "katolickimi postulatami konstytucyjnymi" dopiero wtedy, gdy nie miał już "muskułów" wpływu. Natomiast jeśli chodzi o "sojusz ołtarza z tronem" - to przecież przez całą III RP ciągnie się ta smutna tradycja "wewnątrzsystemowości" całego szeregu hierarchów (abp Gocłowski i abp Życiński to postaci emblematyczne dla tej "unii"). W ten to sposób Kościół w Polsce tracił tak czy siak swoją cnotę, ale czynił to prawie zawsze "honorowo", zawsze dumny, że zarzuty wpływania Kościoła na ustrój państwa są "zupełnie bezpodstawne". &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zapytajmy jeszcze raz: czy Kościół mógł zagrać inaczej? Teoretycznie - tak. Tylko, że trochę strach pomyśleć, czy nie zostałby szybko ograny. Niezależnie od wszystkich bardziej lub mniej rozsądnych obliczeń, "serce" narodu biło wtedy w Solidarności. Kościół musiałby stać się czymś więcej niż parasolem tego ruchu - musiałby przejąć jego aktywa dla nowej struktury. Czy jednak komuniści nie okazaliby się sprytniejsi od mało obrotnych "katoli"? Czy nie nacisnęliby wszystkich dostępnych klawiszy agentury i ośrodków wpływu, żeby spacyfikować tę ewentualną "chadecję" z Benderem, Siłą-Nowickim itp.? Jakoś nie mam siły, żeby powiedzieć, że to poszłoby dobrze - ale być może jestem małoduszny. No może gdyby żył Prymas Wyszyński...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jestem natomiast przekonany, że Jan Paweł II chciał inaczej, w sumie tak, jak się wydarzyło - a potem z innymi ludźmi Kościoła był batrdzo zaskoczony, że niepodległościowe "kochajmy się" jednak się skończyło szybko. Pielgrzymka 1991 była szokiem także dla niego.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Na tym polega polityka alternatywna, że nic już nie sprawdzimy. Było jak było. Lepszy żywy wróbel niż martwy lew. A nikt nie zaręczy, że zrodziłby się lew.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ale alternatywy warto ćwiczyć ex post. Relatywizują "konieczny bieg historii".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-593422242238327244?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/593422242238327244/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=593422242238327244' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/593422242238327244'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/593422242238327244'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/polityka-alternatywna-1988-89.html' title='Polityka alternatywna 1988-89'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5906358287746680534</id><published>2008-11-12T17:20:00.002+01:00</published><updated>2008-11-12T17:35:07.355+01:00</updated><title type='text'>Po co ta hucpa?</title><content type='html'>We wczorajsze Święto Niepodległości Warszawa pełna ludzi, atmosfera naprawdę świąteczna - inna zarówno w stosunku do czasu gdy była w nim gorycz opozycji "za komuny", jak i względem charakterystycznego dla lat 90. zapomnienia o historii. &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Byliśmy w Muzeum Niepodległości na koncercie-śpiewance prowadzonej przez Jacka Kowalskiego i zespół. Co się naśpiewaliśmy! Ostatnio tyle tych historycznych pieśni śpiewałem chyba na ogniskach harcerskich w latach 80. Jacek jak zwykle świetny w swoim komentarzu. Pieśni i piosenki najróżniejszych frontów i środowisk. Publiczność na stojąco przy Warszawiance, Rocie - i Pierwszej Brygadzie. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W tym ostatnim przypadku poczułem się trochę "przycisnięty do muru" w swej endeckiej przeszłości. Owszem, jestem dziś gotów śpiewać Brygadę z szacunkiem i wdzięcznością dla ludzi, o których tam mowa, nawet ze zrozumieniem dla opowiadanego w niej wściekłego rozczarowania dla bierności Narodu. A jednak gdy niektórzy ludzie zaczęli na dźwięk Legionów wstawać, pociągając resztę - poczułem opór. "Były czasy gdy za to szło się do kicia"  - szepnęła mi pewna pani... &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;...a mnie wtedy mignęła w głowie odpowiedź zbyt gorzka, dziś niezrozumiała i gorsząca: "Były też niestety czasy, gdy za nie wstanie na dźwięk Brygady brało się w pysk lub było się wyrzucanym ze szkoły". Ja o tym wiem, znam te fakty (choćby te "platerki", które wyrzucono ze szkoły i wysłano w świat z "wilczym biletem" - znana sprawa). Czy powinny one mieć dzisiaj znaczenie?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Kilka lat temu straciłem chęć na takie przerzucanie się historycznymi casusami, a topór historycznego sporu uznałem za łatwiejszy do zakopania... Niestety: kilka dni temu mieliśmy w Brwinowie uroczystość odsłonięcia odnowionego obelisku Marszałka Piłsudskiego - było to obchodzone jako antycypacja Dni Niepodległości. Byli biskupi, przedstawiciele władz Rzplitej, lokalni notable, kompania reprezentacyjmna, orkiestra - no i my, mieszkańcy, w podniosłych nastrojach. Odczytywano apel poległych - na tle zastępów bezimiennych najważniejszy był w nim Marszałek... potem doszedł Paderewski, Korfanty, Witos, Daszyński... i koniec! Milczenie o Dmowskim - a więc też o polskim Pomorzu, o zwycięskiej Wielkopolsce? O potężnej pracy obywatelskiej wokół Ligi Narodowej? O narodowym przebudzeniu ludu?... Po prostu dlatego, żeby mocniej zabłysł geniusz Komendanta?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Smutne jest takie dzielenie polskiej historii. Są już Legiony jako główna pieśń Wojska Polskiego (cho Legionów nie było tak dużo jak Błękitnej Armii czy powstańców wielkopolskich...). Jest Marszałek jako sprawca zwycięstwa 1920 (mimo znanych okoliczności jego utraty ducha w przeddzień...). To wzystko jest jakoś do przyjęcia. Dlaczego jednak rozrost tej tradycji ma się odbywać kosztem innej, na pewno co najmniej równie zasłużonej?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5906358287746680534?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5906358287746680534/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5906358287746680534' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5906358287746680534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5906358287746680534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/po-co-ta-hucpa.html' title='Po co ta hucpa?'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5995751394433408845</id><published>2008-11-06T09:47:00.002+01:00</published><updated>2008-11-06T09:54:18.878+01:00</updated><title type='text'>MEMO7: Pamiętne rekolekcje</title><content type='html'>Są i takie Msze, których nie chciałbym już pamiętać: &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;culpa rubet vultus meum&lt;/span&gt;. Gdy moja żona zapoznała się z ostatnim wpisem, o Mszach gregoriańskich (na których bywaliśmy razem), zaraz przypomniała mi zupełnie inną historię. Pamiętasz tamte Msze na naszych "rekolekcjach tomistycznych" w latach 90. - zapytała. - Najpierw zdziwiłam się, że wy sami sobie wybieracie czytania z Pisma. A potem przyszedł ten widok niebotycznie wysokiego księdza, naszego przyjaciela, pochylającego się nad obskurnym biureczkiem, które przykryte obrusem udawało ołtarz tej celebry na plebanii... Czy to pamiętasz?&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Tak, pamiętam to, choć nie chcę pamiętać. Przedziwny mix liturgiczny oddawał dobrze rozchodzenie się dróg tych z nas, którzy osiedli na dobre w praktyce "Mszy w małych grupach", oraz tych, którzy wyruszyli na poszukiwanie tradycji. Ci drudzy... stanęliśmy w przejściu: możliwość wybierania czytań wykorzystaliśmy, żeby w nowej Mszy użyć czytań ze starej (a potem słyszało się pochwały, że czytania były "tak dobrze dobrane przez pana"); na naszą prośbę ksiądz odmawiał zawsze Kanon rzymski, w całości. I na tym był koniec wytrzymałości naszych przyjaciół: nie dało się ustawić krzyża na ołtarzu (stole?), o celebracji orientowanej nawet mowy by nie było - bo to był lefebryzm i już! Wystarczyło kiedyś, że Mszę - z pomocą bardziej pryncypialnego kapłana - przenieśliśmy do kościoła; od razu podniosły się głosy, że "w salce czuliśmy się bardziej wspólnotą". &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Na samym dnie jest też wspomnienie, któremu nie da się zgubić moja żona: że w owej przytulnej salce z powodu sztucznego tłoku naszego rekolekcyjnego tłumku przy Komunii księdzu wysypały się konsekrowane Hostie... Pobożny ksiądz przykucnął, Hostie pozbierał, Komunia ruszyła dalej. "Nic się nie stało"? A my zadawaliśmy sobie to nieznośne pytanie: czemu dawniej umyto by to miejsce dokładnie poświęconymi olejami, a potem oleje te spalono? &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Lex credendi, Kyrie eleison!&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5995751394433408845?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5995751394433408845/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5995751394433408845' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5995751394433408845'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5995751394433408845'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/memo7-pamitne-rekolekcje.html' title='MEMO7: Pamiętne rekolekcje'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4265138951530537861</id><published>2008-11-02T14:42:00.003+01:00</published><updated>2008-11-02T14:47:15.955+01:00</updated><title type='text'>Brideshead betrayed</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Widziałem nową ekranizację &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Brideshead revisited&lt;/span&gt;, kinową. Niestety złe zapowiedzi się potwierdziły: ten film jest zupełnie nową konstrukcją ideową, tylko zbudowaną z akcji powieści Evelyna Waugh. Interesujące, w jaki sposób zmieniono przekaz tego utworu. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsze wrażenie: w stosunku do książki i do serialu wszystko jest teraz narysowane mocniej i grubiej: Sebastian nie jest już uroczy, lecz od początku jest mniej błyszczącą wersją Anthony'ego Blanche - bo homoseksualizm ma być tu dosłowny i bez niedopowiedzeń. To jednak może nie jest najgorsze - po prostu wybrano mocniejsze barwy, wulgarniejsze. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gorzej jest z innym wątkiem - katolicyzmem Flyte'ów - który również jest narysowany grubiej, lecz podlega także dewastującej prymitywizacji. Odnosi się wrażenie, że mamy tu to i tylko to, co jest w stanie uchwycić z katolicyzmu ktoś bardzo od niego odległy i lekceważący to, co o swojej wierze mają do powiedzenia sami katolicy. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Być może jest to film dla Kuby Wojewódzkiego? Znajdują się w nim wszystkie klisze na temat stłumień wytwarzanych przez rzymską wiarę - w połączeniu z psychologią "zachowania własnej tożsamości". Niezależnie kto komu przyzna rację co do treści bycia katolikiem - każdy musi się zgodzić, że akurat tu film jest odwróceniem przesłania książki: w finale książki eksploduje odkrycie bliskości Boga - w finale filmu tryumfuje poczucie winy, typowa katolicka choroba. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wyobrażam sobie jak można byłoby mocniej przestawić drogowskazy w tej narracji - i nie mogę nie zapytać jak daleko wolno dokonywać takich zabiegów na dziele, które akurat w tej warstwie było przez Autora przemyślane gruntownie i zupełnie inaczej niż chcą autorzy filmu. Nie brak zresztą po prostu paskudnych przekłamań - jakichś idiotycznych zdań w kwestiach bohaterów. To przy pomocy takich zabiegów rodzina Flyte'ów staje się czymś w rodzaju upiornej rodziny Addamsów: pozostawiono i wzmocniono wszystko co katolik Waugh wydobył odważnie jako małość, śmieszność, dwuznaczność postaw portretowanych katolików - natomiast odjęto całą tajemnicę, misterium ich "inności". Poczucie winy - ot i wszystko, droga publiczności!  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4265138951530537861?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4265138951530537861/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4265138951530537861' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4265138951530537861'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4265138951530537861'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/11/brideshead-betrayed.html' title='Brideshead betrayed'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4781791348897809028</id><published>2008-10-31T16:15:00.004+01:00</published><updated>2008-10-31T16:41:18.247+01:00</updated><title type='text'>Rozbiór endecji</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Udział w niedawnej konferencji IPN na temat środowisk endeckich w PRL był nie tylko chwilą rewizyty własnej młodości szkolnej i studenckiej, ale - ponieważ czas płynie, a my z nim - przede wszystkim okazją do zobaczenia, co się z endecją stało.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To, co miałem tam przed oczami, nazwałbym "rozbiorem endecji". To zaś oznacza dwa fakty na raz: że czegoś takiego jak wielka, klasyczna endecja nie ma już - &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;ca n'existe plus&lt;/span&gt;; a po drugie: że to, co endecją historyczną było, zostało dziś zajęte i przejęte przez inne, o wiele bardziej partykularne wizje.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście wśród "zaborców" nie równe są prawa do przywłaszczania sztandarów narodowców. Co by nie mówić, istnieje tu zasada praw nabytych - i z tej perspektywy z pewnością "Myśl Polska", nawet ta dzisiejsza, ma swe prawa do znaku towarowego "endecja" i pewne oczywiste podobieństwo genetyczno-rodowe do dziedzictwa dawniejszej tradycji. O takich prawach czy pokrewieństwie nie można już natomiast mówić w przypadku Antoniego Macierewicza i "Głosu", chociaż na konferencji tak to wyglądało, jakby część KORu to była kontynuacja obozu narodowego (wolne żarty!). &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy przyglądałem się dyskusji panelowej, zdominowanej bardzo retoryczną konfrontacją między prof. Maciejem Giertychem i min. Antonim Macierewiczem - pomyślałem właśnie to: że tamto dziedzictwo utknęło gdzieś w krwiobiegu polskiej myśli, i już nie krąży po nim jako ożywiający pokarm. Propozycja obecnego przy stole Marka Jurka - żeby niezależnie od pomyłek endeckich w końcu PRLu zastanowić się nad polityczną operatywnością tej szkoły ideowo-politycznej dzisiaj, w perspektywie wyboru między orientacją "transatlantycką" i "cizatlantycką" - utonęła bez echa w burzliwych sporach o to, czy mamy być pro- czy antyrosyjscy, no i oczywiście "kto rządzi Ameryką". Przy stole liczyła się konkurencja "kto miał rację", kto był/jest bardziej endekiem, a nie dyskusja co można zrobić dla Polski. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wielki obóz polityczny - kiedyś tytan "obrony czynnej" i odkrywca syntezy "nacjonalizmu chrześcijańskiego" - przechodzi definitywnie do historii. I tylko nie jest jeszcze pewne, w jakim stylu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4781791348897809028?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4781791348897809028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4781791348897809028' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4781791348897809028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4781791348897809028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/rozbir-endecji.html' title='Rozbiór endecji'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8350550567381071166</id><published>2008-10-31T14:21:00.004+01:00</published><updated>2008-11-01T19:22:49.734+01:00</updated><title type='text'>MEMO6: Msze gregoriańskie na Krakowskim</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tym razem będzie o wielu Mszach - ale takich, po których zostało mi wspomnienie łączne, rozmyte co do konkretów tej czy innej daty. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To były Msze odprawiane w każdy czwartek w kościele pokarmelickim na Krakowskim Przedmieściu. Przełom lat 80. i 90.  bardzo mocno mi się z nimi kojarzy - tydzień w tydzień śpiewałem tam chorał w utworzonej właśnie świeckiej scholi prowadzonej przez ks. Kądzielę. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zbiegają się w związku z tym dwa nurty wrażeń. Pierwszy to pamięć o potężnym wpływie formacyjnym śpiewu gregoriańskiego: jeśli ktoś nie traktuje go jako przedmiotu tylko artystycznej stylizacji i perfekcjonizmu, ten medytacyjny śpiew ma moc przenikania do szpiku kości. Nigdy nie nauczyłem się czytać neum - śpiewałem zawsze z pamięci, ale pamięć miałem wtedy dosłownie przepełnioną tymi natchnionymi melodiami, były one ze mną i we mnie całymi dniami. Jednak dopiero na próbach scholi czuliśmy się tak jak powinniśmy: stawaliśmy się pudłami rezonansowymi Muzyki pełnej Słowa - za to w czasie Mszy, na chórze dochodziła do tego obawa własnej niemocy, niedostatku. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest jeszcze drugi nurt wspomnień, który z tymi Mszami się zazębił nie tylko czasowo: jest to wrażenie kontrastu między prostą i głęboką duchowością przebijającą ze śpiewanych tekstów, karolińskich czy innych, a tą zamąconą i przeinterpretowaną duchowością, w której żyliśmy na co dzień. Kiedyś, najpóźniej w pokoleniu naszych rodziców odklejono nas od starego dziedzictwa - my buntowaliśmy się przeciw temu zerwaniu, ale ono działało: już nie byliśmy wewnątrz tamtego świata, staliśmy obok z poczuciem możliwości dystansowania się natychmiast do wszystkiego co okazywało się zbyt dotkliwe. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nasłuchałem się wtedy Drugiej Modlitwy Eucharystycznej po łacinie - pod tym względem te gregoriańskie celebry nie odstawały od zwyczajności posoborowej (za mojej bytności Kanon rzymski był odmawiany raz jeden - a celebrans poprzedził to wydarzenie specjalną zapowiedzią: "dzisiaj dla podkreślenia naszej więzi z papieskim Rzymem użyjemy Pierwszej Modlitwy Eucharystycznej"). &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stojąc na chórze i wędrując spojrzeniem przez nawę ku prezbiterium, jakby przepływając obok figury anioła na granicy tych dwóch stref, myślałem nieraz, że muszę znaleźć sposób, aby wyrazić wdzięczność Księżom, którzy o tę Mszę łacińską dbali, utrzymali ją po przeniesieniu Seminarium na Bielany - i podarowali nam, młodym ludziom, którzy wtedy nigdzie indziej nie mieli sposobności "złapać kontaktu" z naszym odepchniętym dziedzictwem. Okazji podziękować nie było - ale obowiązek wdzięczności pozostał. Bóg zapłać.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8350550567381071166?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8350550567381071166/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8350550567381071166' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8350550567381071166'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8350550567381071166'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/memo6-msze-gregoriaskie-na-krakowskim.html' title='MEMO6: Msze gregoriańskie na Krakowskim'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7987886944614185094</id><published>2008-10-23T11:16:00.007+02:00</published><updated>2008-10-24T01:36:17.287+02:00</updated><title type='text'>Czemu tak?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na pustoszejącym peronie stacji Brwinów stała ludzką tajemnica. Stała i przeraźliwie krzyczała: "Tato, taaaatooo!" Tajemnica była chłopcem o nieokreślonym wieku, skrytym pod chorobliwym zapóźnieniem lub tylko zniekształceniem. Nad chłopcem-tajemnicą pochylał się ojciec o rysach jednego z najmniej powabnych bohaterów &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Sin City&lt;/span&gt;,  ogólnym wyglądem stojący jednak jakby oczko wyżej od swego synka, lecz w ruchach zdradzający gwałtowne obyczaje. Po twarzy chłopca płynęły łzy i wyrywał się swemu zdenerwowanemu ojcu, nie chcąc usiąść w wózku, na który był już wyraźnie za duży. Obok stała matka, jakby na drugim planie - więc wszystko rozgrywało się między ojcem i synem, właśnie wewnątrz tego rozdzierającego "taaatoo!" &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przechodziliśmy wszyscy obok. Jakże naiwne i pompatyczne, nie do zniesienia byłoby w tej sytuacji powiedzenie, że każdy człowiek jest tajemnicą. Wystarczy mi dziś jedna krzycząca tajemnica, której nie da się zrozumieć bez Chrystusa. Nie mam się gdzie przed nią schować.  &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Taaaaaatooooo nasz, który jesteś w niebie, nikogo poza Tobą nie mamy nazywać ojcem.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7987886944614185094?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7987886944614185094/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7987886944614185094' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7987886944614185094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7987886944614185094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/czemu-tak.html' title='Czemu tak?'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-1306561753825006404</id><published>2008-10-21T22:32:00.002+02:00</published><updated>2008-10-21T23:26:29.842+02:00</updated><title type='text'>MEMO5: Zderzenie z reformatorem</title><content type='html'>W drugiej połowie lat 80. moja parafia - św. Teresa na Tamce - otrzymała nowego proboszcza. Profesor w seminarium i autor popularnych książek o Mszy świętej, szybko przystąpił do "uporządkowania" naszych nie dość zbornych zachowań liturgicznych. Pouczał z ambony, żeby ludzie nie klękali na Baranku Boży ("to takie wiejskie!" - powiadał grzecznie). Przypominał, żeby wszyscy wstawali w czasie "procesji z darami", gdy jakiś wskazany przezeń pan z panią kroczyli środkiem ku celebransowi (najwidoczniej miał w głowie słynny reformatorski kanon o "pozycji ofiarnika" - choć z drugiej strony reforma miała wszystkim wybić z głowy całe to "ofiarowanie"!). Znak pokoju mieliśmy sobie przekazywać skinieniem głowy lub uściśnięciem dłoni - ale bez słowa, bo "Rzym początkowo zgodził się na pozdrowienie słowne, ale potem zostało to wycofane". Poza tym w czasie Mszy "z udziałem dzieci" stawał za pulpitem i przez mikrofon nakazywał, całkiem bezceremonialnie, opuszczenie miejsc siedzących przez starszych - mieli ustąpić dzieciom ("teraz jest ich Msza!").&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Generalnie i zasadniczo wszyscy poddawaliśmy się tej reformatorskiej tresurze - bo i autorytet proboszcza działał, i poza tym miało się to poczucie, że to wszystko on wyczynia, aby Bóg był sprawniej uwielbiony... Co zresztą zrobić? Ale przyszedł dzień, kiedy czar prysł - przynajmniej dla mnie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;To było na pewno w 1987, już po wprowadzeniu nowego polskiego mszału ołtarzowego. Nasz proboszcz zarządził zmianę najbardziej dotkliwą: już nie mieliśmy podchodzić, jak dotąd, do balustradki, aby przyjąć Komunię na klęcząco - teraz obowiązywała "procesja", czyli po ludzku mówiąc: przyjmowanie Komunii w kolejce. Jak w kolejce, to na stojąco oczywiście. Wtedy to był jeszcze szok: przychodzi ksiądz i mówi, żeby już nie klękać ("można przyklęknąć wcześniej"), i że tak jest bardziej liturgicznie. Tak, że się czuło, że jak się nie klęka, to się przystępuje do jakiegoś lepszego świata!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Miałem kolegę, który mimo tych dyscyplinujących instrukcji podszedłszy do Komunii - uklęknął. Proboszcz odsunął się od niego nieco w bok i komunikował następnych. Jemu Komunii nie udzielił. Nikt już nie próbował iść w ślady nieszczęśnika - ja też nie, grzecznie podszedłem jak chciał Proboszcz, klękając po drodze.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ale to mną wstrząsnęło. Po Mszy zaszedłem do zakrystii. Mówię grzecznie do Księdza Proboszcza: "Chciałem poprosić, abym mógł przyjmować Komunię na klęcząco". "Ach tak... Owszem, możesz. Tylko, wiesz, to będzie w najgorszym stylu takiej kościółkowej dewocji".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć - nigdy dotąd nie miałem takiej rozmowy z księdzem (księża, którzy mnie formowali na katechizacji i poza nią, uczyli mnie gestów adoracji i ostrzegali przed ich porzucaniem). &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie wiedziałem, co odpowiedzieć - bo przecież właśnie kilka dni wcześniej czytałem wszystkie te dokumenty kościelne o postawach przy przyjmowaniu Komunii: we wszystkich - rzymskich i polskich - podkreślano, że podstawowa jest pozycja klęcząca, a inne są jedynie dopuszczalne w określonych warunkach. Wiedziałem to dobrze przychodząc na tę rozmowę.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Przełknąłem ślinę i wydusiłem z siebie przez ściśnięte gadło: "Jednak dokumenty kościelne zalecają właśnie przyjmowanie Komunii na klęcząco... Ostatnio mówi o tym wyraźnie instrukcja Episkopatu Polski z marca tego roku". Nie chciałem się wdawać w harde dysputy teologiczno-liturgiczne - prosiłem o uznanie autorytetu, który był nie tylko ponad mną, ale i nawet ponad moim proboszczem.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wtedy Proboszcz mnie zadziwił: powiedział mi po prostu, że "nie było takiego dokumentu". Powiedziałem mu jeszcze raz, o który tekst chodzi - i że musiał się z nim zetknąć, bo otrzymali go wszyscy proboszczowie w teczce kurialnej. "Nie było takiego dokumentu" - odpowiedział raz jeszcze, wbijając we mnie swe pewne spojrzenie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie za bardzo byłem w stanie rozmawiać dalej - bo powiem szczerze, że nie potrafiłem sobie wyjaśnić całej tej sytuacji, której do dziś nie ośmielam się nazwać jak należy. Stałem ogłupialy i osłupiały. Usłyszałem jeszcze: "Czy ty nie widziałeś, jak Komunii udziela Papież w Rzymie? Ludzie podchodzą i przyjmują na stojąco. W telewizji to pokazywali".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Od tej pory już nic nie było jak dawniej.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-1306561753825006404?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/1306561753825006404/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=1306561753825006404' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1306561753825006404'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/1306561753825006404'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/memo5-zderzenie-z-reformatorem.html' title='MEMO5: Zderzenie z reformatorem'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-432863806771375615</id><published>2008-10-20T10:35:00.003+02:00</published><updated>2008-10-20T23:29:52.125+02:00</updated><title type='text'>Pomysły na życie (1)</title><content type='html'>Niewielka książeczka, niebieska: Święty Maksymilian Kolbe, &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Myśli i rozważania&lt;/span&gt;. Dla mnie przez kilka lat liceum coś jakby katechizm. &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W książeczce taka myśl: "Życie człowieka ma trzy etapy: nauka, działanie, cierpienie". &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;"Definicja" św. Maksymiliana nie jest (tylko) opowieścią o tym, co następuje po czym, wbrew pozorom liniowości. Ona opisuje "atom" ludzkiego życia tutaj, jego trzy dynamiki obecne w każdej drobince witalności godnej człowieczeństwa: nauka zmierza do mistrzostwa, działanie - do skuteczności. To dwie dynamiki "konstruktywne". Do czego zmierza cierpienie? Z pewnością poza nasze plany. &lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gdy wiedziesz palcem po tym zdaniu, czujesz ludzką oczywistość dwóch pierwszych z trzech kluczowych słów - a potem coś się zmienia. Jakbyś otworzył w nocy okno, przez które do wygrzanego pokoju wchodzi zimne powietrze. Przychodzi z ciemności, owiewa ciało swoim mroźnym dotykiem, budzi gęsią skórkę... To należy do innego porządku - z którym liczyć się musi każdy śmiertelnik, ale którego nikt z nas nie przenika, to jest jak zetknięcie się z czymś wciąż oczywistym, a już niepojętym. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Gdy próbujesz to uchwycić, wtedy już wychyliłeś się przez okno - na swoją zgubę lub na swoje szczęście: albo lecisz w dół na głowę, albo poczujesz tylko zimny cucący powiew ze stopami opartymi w ramach swego losu tutaj. Jedno małe słowo "cierpienie" w ściegu krótkiej definicji biegu ludzkiego życia - otwiera okno w pomieszczeniu zbyt dusznym dla człowieka, zbyt uporządkowanym jak na prawdę o człowieku. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czy często dzisiaj otwiera się takie okna? Pozamykano je w wielu modlitwach Kościoła lepkim optymizmem "nauki" i "pracy", nawet Rany Pańskie na krzyżu się zasklepiły - są i nie są: cierpienie bywa nauką, bywa działaniem, bywa nawet darem - byleby nie było cierpieniem. Słabniemy bez powiewu z zewnątrz - a wydajemy się sobie sami mocarzami, gotowymi do "nauki" i "działania".&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-432863806771375615?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/432863806771375615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=432863806771375615' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/432863806771375615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/432863806771375615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/pomysy-na-ycie-1.html' title='Pomysły na życie (1)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-2298465531658124605</id><published>2008-10-18T17:58:00.002+02:00</published><updated>2008-10-18T18:05:32.053+02:00</updated><title type='text'>MEMO4: Inauguracja 22 X 1978</title><content type='html'>Miałem 12 lat. Z tego dnia mam dość dziwne wspomnienie bytności w dwóch światach. Najpierw: dom. Tutaj była transmisja telewizyjna Mszy inaugurującej pontyfikat Jana Pawła II. W okienku PRLowskiej oficjalności stanął Papież ze swoim "Nie lękajcie się", płynęła Msza, sunęli kardynałowie składający publiczne homagium. &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Msza w TV - nie bardzo wiadomo, co robić! Wrażenia przy klękaniu przed telewizorem - równocześnie dziwne i podniosłe. Nie było wideo - włączyłem magnetofon (na którym na co dzień odtwarzało się Abbę, pieśni patriotyczne, Jarocką lub Kabaret Dudek itp.), żeby nagrać to wszystko święte (potem przez wiele dni po szkole spisywalem z taśmy nazwiska kardynałów, w kolejności ich podchodzenia do Papieża - chciałem się ich nauczyć). &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Jeszcze się nie skończyły uroczystości, i wkroczył inny świat: szkoła. Co prawda była niedziela, ale zorganizowano nam tego dnia wycieczkę do muzeum (jakiego, nie pamiętam). Dziś gdy składam te fakty, wydaje mi się, że rozumiem jak to było: zapewne szkołom nakazano jakoś zająć dzieci tego szczególnego dnia - żeby nie dotknęła ich papieska "klerykalizacja" - ale tę wycieczkę w mojej szkole urządzono tak, aby nie kolidowała z tym najważniejszym: transmitowaną Mszą. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mimo to powstało z tego dla mnie straszne zmartwienie: po powrocie do domu powiedziano mi, że na samym końcu Papież udzielił wszystkim obecnym odpustu zupełnego. Przy mojej dość nikłej edukacji religijnej pojąłem z tego tyle, że przez wycieczkę szkolną ominęło mnie coś w rodzaju solidnego odpuszczenia wszystkich grzechów, likwidującego wszystkie rozterki co do tego, czy wszystkie spowiedzi były dostatecznie szczere i pełne. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Chodziłem przez szereg dni z myślą, że okazja takiego uwolnienia przeszła obok mnie tak blisko - aż w głowie zaświtała myśl możliwa tylko w naszym wieku mediów elektronicznych: a może gdyby powtórzyć sobie całą uroczystość z magnetofonu, to otrzyma się to cudowne coś, odpust? Słowo daję, że chwyciłem się tego pomysłu z wielką nadzieją. Po najbliższej lekcji religii w salce przy kościele zdobyłem się na odwagę, by zapytać o to księdza. Pozbawił mnie wszelkich złudzeń. Za to na poprawną wiedzę o odpustach musiałem jeszcze trochę poczekać. No i okazało się, że Papież jeszcze wiele, wiele razy udzielał błogosławieństw i odpustów, spoza naszego magnetofonu.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-2298465531658124605?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/2298465531658124605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=2298465531658124605' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2298465531658124605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2298465531658124605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/memo4-inauguracja-22-x-1978.html' title='MEMO4: Inauguracja 22 X 1978'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5539454306170690298</id><published>2008-10-17T18:02:00.003+02:00</published><updated>2008-10-17T19:15:16.716+02:00</updated><title type='text'>Uważajcie na swoje modlitwy</title><content type='html'>Kiedyś usłyszałem lub przeczytałem zdanie, które pozostało ze mną do dziś: Pan Bóg wysłuchuje tylko najlepszych naszych modlitw. Słucha także różnych miałkich żądań albo namiętnych marzeń, części z nich pozwala się zdarzyć - ale zatrzymuje uwagę (tak powiedzmy, w nieco antropomorfizującym stylu psalmicznym) jedynie wtedy, gdy zdarzy się nam dotknąć rzeczywistego dobra - gdy usłyszy w modlitwie człowieka swoją własną melodię. Wtedy mówi swoim aniołom: "go!"... tzn. chciałem powiedzieć: &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;ite!&lt;/span&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czy z tego należy się cieszyć - że tak jest? Oczywiście tak - chociaż czasem nie prowadzi to do wesołych wniosków, a może być trudne. Cholernie.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Uważajmy na swoje modlitwy - bo czasem to one stworzą ramy naszego życia, gdy ze stosu bzdur Ręka Pańska wyplącze rzadkie chwile wielkości, wypasione na łąkach Logosu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W mojej ulubionej książce Chestertona - &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Napoleon z Notting Hill &lt;/span&gt;- jest w zakończeniu myśl, że gdy dziecko obejmie zwykłe drzewo i powie z powagą (dziecięcą, a więc plączącą prostotę z kokieterią), że dla niego "jest ono wszystkim", wtedy istotnie korzenie tego drzewa dotkną piekieł, a jego korona sięgnie nieba. Drzewo jak drabina Jakuba - bo Pan Bóg bardzo często wysłuchuje dziecięcych oświadczeń.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;My często bywamy takimi dziećmi, wyznaczamy jednym gestem pole, w którym rozegra się nasze życie. Tylko że potem już dziećmi być nie chcemy, już "nie tacy naiwni" biegamy od drzewa do drzewa, za plecami zostaje to jedyne Drzewo w środku ogrodu, miejsce spotkania... Biega się wokół, mnożą się gesty, słowa, prawdziwa inflacja!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Wtedy w Niebie nadal stawiają tylko na nasze najlepsze modlitwy: słowa, w których jest szarpnięcie się ku złożonym obietnicom. Słowa, które powtarzaliśmy jak zaklęcie, mają wejść w nasze życie jak ostry hak ratunkowy. Na tyle głęboko, by szarpnięcie stalowej nici wyrwało nas z gęstego mułu, w który pogrążąmy się tutaj z każdym energicznym ruchem, koniecznością życia.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Uważaj, bo wyciągniesz, w górę, ręce swoich modlitw - a inny cię opasze i poprowadzą cię dokąd chcesz, nie chcesz... &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Anioł sprawdzi mocnym szarpnięciem, czyś gotów i czy hak mocno trzyma. W górę serca.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5539454306170690298?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5539454306170690298/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5539454306170690298' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5539454306170690298'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5539454306170690298'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/uwaajcie-na-swoje-modlitwy.html' title='Uważajcie na swoje modlitwy'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8382744466180506820</id><published>2008-10-17T16:24:00.003+02:00</published><updated>2008-10-17T17:43:41.137+02:00</updated><title type='text'>"Odkrycie" drugiego zamachu na JP2</title><content type='html'>Media "odkryły" drugi zamach na papieża Jana Pawła II - w Fatimie w 1982. Ja nie muszę odkrywać, bo po prostu pamiętam jak to pokazywali w TVP w 1982: jakiś szalony ksiądz rzuca się na Papieża z nożem. &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W mediach "odkrywają" więcej: że szaleniec był "lefebvrystą", "schizmatykiem". Równie dobrze można by powiedzieć, że BYŁ katolikiem - bo ks. Krohn najpierw był katolikiem, jako taki przystąpił do lefebvrystów (którzy wówczas nie dawali żadnych powodów, żeby ich nazywać schizmatykami), aby w końcu porzucić i lefebvrystów, i Kościół po prostu, bo został sedewakantystą - i w tym to stanie zaatakował Papieża. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A co robił przed zamachem? Oooo, to ciekawa historia. Media jej jeszcze nie "odkryły": ks. Krohn, wyobraźcie sobie, jeździł po Polsce w 1981, bywał blisko "Solidarności", oprowadzali go redaktorzy "Tygodnika Powszechnego" - i zdaje się, że był jakoś prowadzony przez tzw. Firmę, taką stabilną instytucję peerelowskiego systemu bezpieczeństwa. Jednym słowem: wystarczy na wiele odcinków "odkrywania". Może np. taką "mądrość" proponuję jako nius: "Jan Paweł II zaatakowany przez zamachowca z kręgów Tygodnika Powszechnego". Jak to Tygodnik się zamachnął z abp. Lefebvrem do spółki...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;No to czekam na następne odcinki...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8382744466180506820?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8382744466180506820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8382744466180506820' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8382744466180506820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8382744466180506820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/odkrycie-drugiego-zamachu-na-jp2.html' title='&quot;Odkrycie&quot; drugiego zamachu na JP2'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-3951951631255478196</id><published>2008-10-16T10:38:00.002+02:00</published><updated>2008-10-16T11:07:28.194+02:00</updated><title type='text'>MEMO3: W środku lasu (1982)</title><content type='html'>To było na obozie harcerskim warszawskiej Czarnej Jedynki w Starym Osiecznie, w sierpniu 1982, w pierwsze lato po wprowadzeniu stanu wojennego. W Jedynce, mimo różnych intensywnych sporów ideowych, nigdy nie było wątpliwości, że w niedzielę idzie się na Mszę. Tym razem miała być Msza polowa, niedaleko podobozów. &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Na sporej polanie ustawiono zaimprowizowany "ołtarz" - którym był faktycznie zrobiony przez harcerzy stół z drzewa, używany w namiocie samej komendy szczepu. To dobrze opisuje tamtą atmosferę i naszą liturgiczną (nie)wrażliwość wdrukowaną przez duszpastertwa młodzieżowe - a równocześnie nieudawany entuzjazm. Ale idźmy dalej: Mszę przyjechał odprawić dla nas ksiądz wyznaczony przez miejscową kurię. Okularnik, młody jakby niedawno po święceniach, robiący wrażenie skupionego księdza (wyczuwalna różnica na tle wielu "równiachów", których wówczas było coraz więcej). &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mam w pamięci wyjaśnienie, że ksiądz na tę Mszę polową uzyskał zgodę z kurii - krzepiący znak, że jesteśmy tu pod opieką Kościoła. Msza była śpiewana - po harcersku, tzn. przy gitarach (znów zgrzyt...), z melodiami Katarzyny Gaertner (miały to do siebie, że było w nich odległe wspomnienie gregoriany). Ale z tej Mszy zapamiętałem zwłaszcza jedno - i do dziś mi się ona z tym kojarzy: dostrzegłem, że na zaimprowizowanym ołtarzu ksiądz ustawił krucyfiks. Był naprawdę niewielki - a jednak natychmiast przykuł uwagę, bo to było coś... no niezwykłego, tak to trzeba powiedzieć. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W kościołach, do których chodziłem w Warszawie w ciągu roku, krucyfiksy nigdy nie stały na stołach-ołtarzach - albo jako krzyże procesyjne stały gdzieś obok, albo wisiały jakoś w głębi, albo po prostu sprawiały wrażenie jeszcze jednego elementu dekoracyjnego prezbiterium. I dlatego, tak szczerze, mimo wszystkich katechizmowych nauk jednak nie kojarzyłem Mszy tak wprost z Ofiarą Krzyża. Kojarzyłem ją przede wszystkim z Wieczernikiem, a Krzyż był jakoś trochę na zewnątrz tego pakietu podstawowych mszalnych skojarzeń, ukształtowanych przez katechezę i obraz prezbiterium, zachowania celebransa. Trochę tak, jakbyśmy we Mszy wracali do Wieczernika, aby spożyć Komunię św. A Krzyż? To była jakaś rzeczywistość, o której w mglisty sposób myślało się, że była niezbędna, abyśmy mogli spożywać Komunię w naszych wieczernikach. I tyle.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;A tu nagle - na ołtarzu krzyż. Przyznam się bez bicia, że sądziłem, iż to jest jakaś prowizorka w związku z polowym charakterem tej Mszy, może po prostu gest pobożności księdza - ale pamiętam też wyraźnie, że pomyślałem, iż tak mogłoby być zawsze - nie wiedziałem, że tak wygląda zaniedbywana normalność liturgiczna, prawo Kościoła opiekujące się duszami słabych, mniej zorientowanych, szukających pouczenia w swej wierze. Z tej Mszy pozostała wracająca potem przez lata tęsknota za tą "drobnostką": krzyżem na ołtarzu.  Za znakiem Ofiary w samym środku tej cudownej Akcji, której powagę podważają wspólnie sceptyk, trefniś i mądrala.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-3951951631255478196?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/3951951631255478196/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=3951951631255478196' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3951951631255478196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3951951631255478196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/memo3-w-rodku-lasu-1982.html' title='MEMO3: W środku lasu (1982)'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-345008943590970346</id><published>2008-10-15T12:35:00.003+02:00</published><updated>2008-10-15T14:38:33.308+02:00</updated><title type='text'>W Kropce nad i</title><content type='html'>Wczoraj stałem się bohaterem &lt;a href="http://www.tvn24.pl/12690,1568711,0,1,kontaktow-z-sb-nie-mozna-ukrywac,wiadomosc.html"&gt;"Kropki nad i"&lt;/a&gt;: Monika Olejnik przepytując abp. Henryka Muszyńskiego skonfrontowała go z moją opinią - zacytowaną w "Rzepie" - że w kontekście faktu rejestracji jako TW "Henryk" Arcybiskupa, który ma otrzymać godność Prymasa, staje przed nami trudne pytanie o siłę charakteru kogoś, kto ma być najbardziej honorowym hierarchą w Polsce. Arcybiskup uznał moje prawo do takich wątpliwości - ale równocześnie odparł, że dziwi się, iż o sprawie wypowiadają się osoby nie mające o niej dostatecznej wiedzy.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie jestem twórcą wątpliwości wokół osoby Arcybiskupa Gnieźnieńskiego - one powstają zupełnie naturalnie, a pytania mnożą się jak króliki: dlaczego to wyznanie dopiero teraz? dlaczego mamy wierzyć bardziej publicznemu oświadczeniu esbeka - a nie wewnętrznym papierom esbeckim? czy esbecy w latach 70. rozdawali swe wizytówki przy okazji rozmów w biurze paszportowym? czy podawali na tych wizytówkach swe adresy domowe? czy takie wizytówki przechowywało się pieczołowicie przez trzydzieści lat, wędrując z jednego mieszkania do drugiego? Itp., itd.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W ubiegłym roku przetoczyła się przez Polskę dyskusja w związku z aktami abp. Wielgusa. Dla mnie groźniejsza od wiedzy o jego "teczce" była jego postawa, sposób tłumaczenia się i reagowania, gdy sprawa wyszła na jaw. Wyglądało po prostu na to, że stawszy się Arcybiskupem Warszawskim w takim stylu, abp. Wielgus będzie już zawsze zakładnikiem tajemnic swojej komitywy z SB oraz niewolnikiem swego (uzasadnionego) zażenowania, niezdolnym do prowadzenia pewną ręką Archidiecezji, ze zdolnością do wchodzenia w odważną konfrontację z możnymi tego świata (np. z "Gazetą Wyborczą, do której uciekł po pomoc przeciw publicystom katolickim). Moim zdaniem, choć przeżył na pewno w tamtych dniach coś z czyśćca - było to i tak lepsze niż ewentualne gnicie na świeczniku wysokiej funkcji. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W jakim stopniu to wszystko dotyczy teraz abp. Muszyńskiego? Nie ustawiam tego pytania w płaszczyźnie "winy" - lecz w płaszczyźnie "przeszkody". Kto pamięta to pojęcie? Mówiło się np. o przeszkodach do święceń: kandydat wcale nie musiał zrobić niczego obiektywnie złego - ale nie dopuszczano go do stanu kapłańskiego po prostu dlatego, że ciągnął za sobą coś niestosownego, niekompatybilnego z godnością kapłańską. Wykazy takich "przeszkód" zmieniały się w zależności od wrażliwości moralnej epoki, jakichś dręczących dany czas trudności. Ja bym właśnie w płaszczyźnie "przeszkód" do obejmowania wysokich godności kościelnych widział niejasne kontakty z SB.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Czy to oznacza odepchnięcie od tych godności całych roczników? Ależ nie, bo wbrew refrenowi z "Gazety Wyborczej" podchwytywanemu dziś przez usłużnych felietonistów kościelnych, nie było tak, że "każdy musiał". Jeśli sprawa konszachtów z bezpieką lub ocierania się z bezpieką dotyczy w naszym Episkopacie podobno kilkunastu osób, to już samo to pokazuje, że nie wszyscy musieli, nie wszyscy chcieli, nie wszyscy mają taką przeszkodę w życiorysie. W związku z tym proste pytanie: czy tych kilkunastu "trafionych" hierarchów nie mogłoby się zwyczajnie powstrzymać przed drogą w kardynały, prymasy i arcybiskupy? Drogi do świętości by to im nie zagrodziło - a kariera kościelna to przecież coś znacznie mniejszego, prawda?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nigdy nie uważałem, że jeden abp Wielgus ma być winnym za wszystkich - podczas gdy TW Filozof, TW Rzymianin i inni chodzą, perorują, kongresują o wartościach, jakby nigdy nic. Paradoksalnie, uważam, że abp Wielgus jest dziś - moralnie - w sytuacji dla niego jednak zdrowszej niż tamci, "którym się udało" - a jednak nie zmienia to faktu, że tylko on przeszedł przez tę publiczną kompromitację. Inni są nadal zapraszani, jako autorytety, do mediów, które tak bardzo walczyły z "agenturą wśród biskupów" (zasłużony koncern ITI!). Trudno nie dostrzec tu podwójnych standardów: abp Wielgus był dobrym celem, bo - mylnie - uznano go za biskupa konserwatywnego; gdy się jest hierarchą "otwartym", najwyraźniej można liczyć na taryfę ulgową. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Oczywiście nie jestem za tabloidowym kompromitowaniem ludzi, za bezlitosnym ogłaszaniem kogoś "kapusiem", za niechrześcijańskim zaszczuwaniem ludzi szukających spokoju i ciszy na rozliczenie się z własnymi słabościami. Burza wokół abp. Wielgusa wynikła z tego, że - być może popychany przez jakąś rękę, zachęcany przez kogoś zainteresowanego - parł on mimo wszystko na szczyty kościoła warszawskiego, a nas obdzielał kolejnymi wersjami swego życiorysu. Akcja wywoływała reakcję.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Nie wiem, czy abp Muszyński w swoim zachowaniu sprzed lat widzi jakąś przeszkodę do godności Prymasa Polski, ku której zmierza - właśnie przeszkodę, a nie winę. Gdy jednak zapytano mnie w imieniu "Rzepy" o opinię, pomyślałem sobie o takim "suwaku godności", który przez ostatnie dwa wieki przesunął się od Prymasa Poniatowskiego z XVIII wieku do Prymasa Wyszyńskiego z wieku XX - i poczułem, że byłoby bolesne, gdyby zaczął on przesuwać się na tej drodze wstecz, choćby trochę. Tak jak to przyznał abp Muszyński, mogę mieć taką opinię. Choć przecież nie jest to w ogóle w moich rękach, dzięki Bogu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-345008943590970346?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/345008943590970346/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=345008943590970346' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/345008943590970346'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/345008943590970346'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/w-kropce-nad-i.html' title='W Kropce nad i'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-2472999891485211518</id><published>2008-10-14T11:37:00.002+02:00</published><updated>2008-10-14T11:39:38.699+02:00</updated><title type='text'>Niespełnione dzieło katolickiego ekumenizmu</title><content type='html'>&lt;span class="Apple-style-span"  style=" ;font-family:'Times New Roman';"&gt;&lt;div style="border-top-width: 0px; border-right-width: 0px; border-bottom-width: 0px; border-left-width: 0px; border-style: initial; border-color: initial; margin-top: 0px; margin-right: 0px; margin-bottom: 0px; margin-left: 0px; padding-top: 3px; padding-right: 3px; padding-bottom: 3px; padding-left: 3px; width: auto; font: normal normal normal 100%/normal Georgia, serif; text-align: left; "&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;Pisałem już kiedyś - w prasie katolickiej - że ekumenizm przypomina ruch esperancki: pewna grupa ludzi wkłada dużo wysiłku w to, żeby mówić w sposób, w jaki nikt poza nimi nie mówi i czego nikt poza nimi nie rozumie - a pewna inna grupa ludzi wkłada dużo starania w to, by zaistniała teologia, która nie opisuje konturowo wiary żadnego kościoła, żadnej grupy chrześcijan, poza ekumenistami. Taka prawda: gdy w końcu te szanowne komisje, pełne m.in. szlachetnych idealistów, dochodzą do jakichś konkretniejszych "konkordii", są one tak niesamowicie wieloznaczne jak słynna formuła nauki o usprawiedliwieniu, po stronie katolickiej podpisana na wszelki wypadek nie przez kogoś dźwigającego odpowiedzialność za doktrynę wiary, lecz przez koordynatora rozmów ekumenicznych - i opatrzona uroczystymi zastrzeżeniami, które pozostawiają czytelnika w rozterce czy cała ta ugoda nie była tylko efektem życzliwej nieuwagi po obu stronach. &lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;No tak - ale mimo tych wszystkich marnych efektów trwa wielkie halo wobec nawet skromniutkich przybliżeń ekumenicznych. Od lat jesteśmy informowani o każdym najdrobniejszym kręgu na wodzie, jeśli tylko można go przypisać ekumenicznemu chlup: wiadomo, że ludzie się zjeżdżają, spotykają, odprawiają modły, słuchają homilii wygłaszanych przez "biskupów" nie chcących być biskupami i "księży", którzy nigdy nie chcieli mieć święceń kapłańskich - ale otrzymują nie wiedzieć czemu upoważnienie do głoszenia wewnątrz akcji liturgicznej (dokładnie w tym samym czasie, gdy mędrcy-liturgiści perorują, że "po Soborze" obowiązuje zasada, że homilię głosić powinien jedynie celebrans danej liturgii... tzn., ekhem, "przewodniczący liturgii")... No a na końcu, jak na kongresie esperanckim, apel: starajmy się mówić tym językiem także w swoich środowiskach, aby było większe zrozumienie wzajemne, abyśmy byli jedno. Bo fakt faktem: gdyby wszyscy nauczyli się esperanto, łatwiej byłoby się dogadać - a gdyby wszyscy przerzucili się na ekumenizm, liczba różnych katechizmów spadłaby skokowo. Wielka racjonalizacja.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;Naprawdę szkoda, że pewne realne dobro - uważam, że zniesienie pewnej nuty wrogości jest realnym dobrem - jest zakrywane tumanem wizji w stylu o. Hryniewicza.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;A co by było, gdybyśmy zamiast szarżować z takim ekumenizmem a la esperanto, spróbowali zamiast wielkich wizji w stylu "chrześcijaństwo zjednoczone w roku 2000 (realizacja chwilowo odłożona)" zrealizować plan tak skromny, lecz realny: katolicyzm zjednoczony z Kościołem wszystkich czasów? Biskupi rezygnujący z wydawania dekretów przeciw "schizmatyckiemu Bractwu Św. Piusa X" - i w ogóle powstrzymujący się od wpychania lefebvrystów w narożnik dla schizmatyków? Wielkoduszność w przyjmowaniu nawet przesadnych oskarżeń pod adresem Vaticanum II? Przyznanie, że być może gdy abp Lefebvre odchodził ze swoją grupą w cień systematycznego nieposłuszeństwa, szedł tam z jakimiś prawdami i dobrami, które po prostu nie były chciane i kochane w codziennej rzeczywistości Kościoła tamtych dni?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;To byłby prawdziwie katolicki sprawdzian ekumenizmu - ale martwię się, że mało komu na tym zależy. Kiedyś, lata temu, miałem nadzieję, że - poza kard. Ratzingerem - zainteresowani takim darem dla Kościoła są choćby sami lefebvryści, sekowani i tłuczeni jak popadło - ale nie, im też już bardzo dobrze i wygodnie się zrobiło w roli odrzuconych, a oczekiwania urosły w międzyczasie do poziomu co najmniej "uroczystego potępienia błędów Vaticanum II". Daleko odeszli od swojego założyciela, który na innym poziomie ustawiał płaszczyznę rozmowy z papieżami. Teraz na wzór Jonasza przysiedli sobie - i czekają aż Niniwę szlag trafi, za karę, za błędy, za obrzydlistwa (no a wtedy oni odrodzą prawdziwy Kościół itd.). Nie ma chętnych do zrobienia małego dobra. Jest ono za małe jak dla tych wielkich ludzi.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-2472999891485211518?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/2472999891485211518/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=2472999891485211518' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2472999891485211518'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2472999891485211518'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/niespenione-dzieo-katolickiego_14.html' title='Niespełnione dzieło katolickiego ekumenizmu'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-2332938385216682517</id><published>2008-10-13T13:33:00.004+02:00</published><updated>2008-10-13T15:59:00.769+02:00</updated><title type='text'>MEMO2: Jasna Góra, sierpień 1991</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciąg dalszy memuarów mszalnych. A ponieważ wczoraj były obchody papieskie i wieczorem koncert na kanwie wspomnienia Światowych Dni Młodzieży - więc osobiste wspomnienie z Mszy papieskiej Światowego Dnia Młodzieży na Jasnej Górze w 1991.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak zwykle przez te wszystkie lata "janowopawłowe" nie miałem żadnej specjalnej karty wstępu (zwykle byłem w harcerskiej "białej służbie"), więc po prostu wszedłem z przyjaciółmi pod Wały, tak jak można było najdalej wejść. Trafiliśmy do sektora hiszpańskiego. Zaczyna się Msza - no i wrażenia dość szczególne: stoimy w jakieś pięć osób, a dookoła cały sektor hiszpańskiej młodzieży... leży w śpiworach lub siedzi po turecku, sobie rozmawiając i przekąszając. Trochę słabo słychać Papieża, ale można mniej więcej nadążać za biegiem Mszy. Dość poirytowany zachwaniem moich zagranicznych sąsiadów, zerkam na nich uważniej - i nagle zauważam, że wielu z nich ma na uszach walkmany: słuchają hiszpańskiej transmisji radiowej z tej Mszy. Dzisiaj kojarzy mi się to trochę z obrazem wielu z nas, śledzących Mszę tradycyjną z mszalika: Msza jest przed oczami - ale oczy są wlepione w książkę - a tam Msza była jako tako słyszalna, ale Hiszpanie musieli jej słuchać przez radio.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nagle coś się dzieje: wszyscy dookoła podrywają się w jakimś dzikim porywie, coś wrzeszczą - nawet ci, zakutani w śpiwory horyzontalnie, teraz w tychże śpiworach skaczą jak uczestnicy wyścigu w workach. Oto Papież powiedział coś do nich po hiszpańsku - więc krzykom "Viva Espana!" nie ma końca. Za chwilę kończy się ta forma "uczestnictwa czynnego" w liturgii - i wracają do leżenia i siedzenia. Nawet Przeistoczenie nic w tym nie zmieni. Potem Komunia - tu chętni wszyscy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A wcześniej było jeszcze coś takiego: przed Komunią przesunęliśmy się do polskiego tłumu, nieco dalej od Klasztoru. Przez potężne głośniki entuzjastyczny głos poleca: "A teraz chwyćmy się za ręce i podnieśmy je razem do góry!"... No i ta nasza garsteczka kilku osób nie posłuchała się tego polecenia: stoimy wśród naszych rówieśników, ręce złożyliśmy do modlitwy - więc dookoła zaczyna się poszturchiwanie: "Co, z kołchozu przyjechaliście, czy co?" - takie miłe docinki. A potem wtopa: Papież zaczyna Ojcze nasz... po łacinie. Śpiewaliśmy z nim w pięć osób. Dookoła milczenie ludzi trzymających się za ręce - nikt ich nawet nie próbował uczyć ojczystego języka Kościoła rzymskiego (może zamiast tego ćwiczono choreografię bujania się z rękami w górze?).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak bardzo, bardzo chcieliśmy przyjąć tego dnia od Papieża jak najwięcej. Jednak bycie tam na miejscu nie było najlepszym rozwiązaniem: słowa Ojca Świętego - te mądre słowa o kontemplacji, Krzyżu, ikonie - ginęły w falach rozmów o czymkolwiek, ponad głowami młodych ludzi posilających się w samym środku Mszy, tulących się do siebie w śpiworach. Na pewno - tak się pocieszałem - gdzieś tam bliżej było inaczej, ale to co widziałem wokół świadczyło o całkowitym braku zainteresowania SŁOWEM Papieża - wystarczył papieski piknik pod Jasną Górą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest i post scriptum: wróciłem do Warszawy podłamany tym wszystkim. Odwiedzając znajomą siostrę zakonną - świątobliwą, otwartą głowę - już otwierałem usta, żeby jej zwierzyć swoje bóle... Nie zdążyłem: siostra tak pięknie się uśmiechała, promieniowała radością - i mówiła już w progu: "Ten Światowy Dzie Młodzieży! Co za entuzjazm, co za uwaga i skupienie tej młodzieży! Widziałam wszystko w telewizji..."&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Medium is the message.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-2332938385216682517?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/2332938385216682517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=2332938385216682517' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2332938385216682517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/2332938385216682517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/memo-jasna-gra-sierpie-1991.html' title='MEMO2: Jasna Góra, sierpień 1991'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4322366646747130366</id><published>2008-10-13T00:09:00.012+02:00</published><updated>2008-10-13T08:31:54.832+02:00</updated><title type='text'>Zemsta Prowincjała</title><content type='html'>Dzisiaj ktoś mi relacjonował, że w czasie uroczystej inauguracji w Papieskim Wydziale Teologicznym "Bobolanum" prowincjał jezuitów o. dr Dariusz Kowalczyk zajął się moją osobą, w swym wykładzie inauguracyjnym "Jezuici a Kościół". &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;Jeśli to prawda, co mi mówiono, to jest to już kolejna publiczna wypowiedź o. Kowalczyka a propos moich krytycznych opinii o obecnym stanie kościelności Towarzystwa Jezusowego: najpierw wpisał mi się do bloga, potem pisał też o mnie w felietonie w "W drodze", teraz wykład inauguracyjny Bobolanum... Miesiące mijają, a nie schodzę z myśli Ojca Prowincjała: wciąż jestem zagrożeniem dla dobrego imienia tego doskonale się mającego zakonu!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mówiąc szczerze, miałem wrażenie, że te żale mogłyby trochę osłabnąć &lt;a href="http://milcarek.blogspot.com/2008/02/papie-poprosi-o-wierno.html"&gt;po moim blogowym wpisie&lt;/a&gt; podsumowującym Kongregację Generalną SJ: o ile mnie pamięć nie myli, przyjąłem tam postawę bona fides względem uczynionych w Radiu Watykańskim zapowiedzi o. Kowalczyka, że po audiencji u Benedykta XVI jezuici się na nowo zintegrowali w sentire cum Papa. Mnie się tamten wywiad na tyle spodobał, że postanowiłęm zawiesić swoje zastrzeżenia dotyczące świeżej przeszłości. No ale o. Kowalczyk żyje nadal wpisem blogowym nieco wcześniejszym. Wciąż go przetrawia.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Teraz więc Ojciec Prowincjał postanowił sobie trochę pożartować ze mnie, przypisując mi różne absurdalne motywy i poglądy, że sala miała uciechę - jak to na wykładzie inauguracyjnym wydziału teologicznego. Sam nigdy nie uprawiam konferansjerki na swych zajęciach uniwersyteckich - ale wiem, że niektórzy nie mogą się przed tym pohamować. Człowiek musi zrozumieć człowieka. &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;I tylko dziwi mnie jedno: że wciąż uganiając się za drzazgami moich felietonowych wypowiedzi sprzed miesięcy, Ojciec Prowincjał nie potyka się np. o te świeżutkie jak bułeczki wypowiedzi prasowe swoich współbraci (tak, już po ślubie szczególnego posłuszeństwa papieżowi), w których dystansują się od uroczystego nauczania Kościoła choćby w sprawie antykoncepcji, że o teologii pluralizmu religijnego już nie wspomnę. A może warto byłoby, tak zdzierając gardło w obronie "dobrego imienia jezuitów", zadbać o to dobre imię rzeczywiście - np. podyskutować teologicznie i publicznie ze swoim współbratem o. Prusakiem, gdy głosi, że antykoncepcja niejednemu pomaga? Chyba że Ojciec Prowincjał też tego zdania - wtedy dyskusja byłaby dość jałowa, to prawda...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Smutny znak naszych czasów: muskuły prężą się gdy chodzi o korporacyjną dumę - a kompletnie wiotczeją gdy chodzi o doktrynę. A więc jak to jest: o Towarzystwo chodzi - czy o to, co Jezusowe?&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4322366646747130366?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4322366646747130366/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4322366646747130366' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4322366646747130366'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4322366646747130366'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/zemsta-prowincjaa.html' title='Zemsta Prowincjała'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-6022589542933186345</id><published>2008-10-12T21:57:00.007+02:00</published><updated>2008-10-13T11:36:32.522+02:00</updated><title type='text'>Pocieszenia łódzkie</title><content type='html'>Odwiedziłem wczoraj Łódź - po dobrych paru latach przerwy. Przyjąłem zaproszenie do panelu &lt;a href="http://www.carpediem.org.pl/meeting_2008.html"&gt;"Dziennikarze o Janie Pawle II"&lt;/a&gt; - i przy stole panelowym byłem jedynym niezbyt-dziennikarzem (bo bywam publicystą, ale nigdy w żadnym wielkim medium nie pracowałem i z żadnym nie jestem w stałych koneksjach). Obok siedzieli: prowadzący Marek Zając, i współuczestnicy: ks. Adam Boniecki i ks. Kazimierz Sowa - widać więc, że organizatorzy pomyśleli o mnie jako o "altera pars".&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;To spotkanie uważam za początek ciekawej rozmowy - którą zainicjował red. Zając: o fragmentaryczności medialnego przekazu o Janie Pawle II i o tym, jak dziedzictwo janowopawłowe będzie naturalnie filtrowane przez bieg życia i kolejne rekonstrukcje pamięci. Zaczęło się od przypomnienia przez Marka Zająca atmosfery w dniach śmierci... Sługi Bożego Piusa XII. Czy ktoś pamięta jeszcze dzisiaj, jak wielki i spontaniczny był odruch smutku i żałoby po tym papieżu? Aż trudno w to uwierzyć, że po latach mamy "kontrowersyjnego papieża" lub wręcz "papieża Hitlera"! A więc jak to będzie po latach z podziwianym dziś powszechnie Janem Pawłem II?&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Mówiłem m.in., że oczywiście w interpretacji pontyfikatu JP2 zaznaczyła się mocno stronniczość komentatorów - ale wszystkiego bym na media nie zrzucał. Tzw. "gesty profetyczne" Papieża (Asyż, Synagoga rzymska...) to są wydarzenia, w których interpretacji od początku był wielki margines dowolności: od rozpoznania tego w kategoriach ortodoksji - do wizji odlatujących zupełnie poza naukę Kościoła, poza Ewangelię. Myślę, że czasami nawet najlepsza wola dziennikarska nie wystarczyła, by zrozumieć dokładnie i przekazać wiernie. Ktoś mi potem podpowiadał, że np. dla muzułmanów ucałowanie Koranu przez JP2 było gestem jednoznacznego uznania świętości tej księgi - a my wiemy skądinąd, z tekstów Papieża, że był to co najwyżej gest jakiejś wylewnej życzliwości do ludzi, z którymi się spotkał. Jak widać, intencje komunikatu nie zawsze dawały się łatwo uchwycić.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Ks. Boniecki opowiadał bardzo ciekawie o zmieniającej się przez lata atmosferze wśród dziennikarzy w Rzymie. Ja miałem chwilami wrażenie, że naczelny "Tygodnika Powszechnego" mówił tym razem jakoś tak bardziej... hmmm... konserwatywnie. W końcu uznałem, że to tylko takie moje "przesłyszenie" - ale po wszystkim znalazłem się przez chwilę w kręgu publiczności, i pewna pani przy akceptacji reszty towarzystwa rzekła po prostu: "Byliście przy stole bardzo zgodni... ale to chyba dlatego, że Ksiądz Adam jakby na inną nutę nadawał niż kiedyś". Ho, ho - pomyślałem - tempora mutantur et nos mutamur in illis!&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Inna pani podeszła po prostu po to, by rzec słówko o nadawanym przez TVP Historia programie o lefebvrystach (o tym, w którym Robert Tekieli rozmawia z o. Salijem i ze mną). Powiedziała, że wiele się z tego programu dowiedziała o całej sprawie, a podany w trakcie rozmowy film z wypowiedziami księży z Econe podsunął jej myśl, że "być może ich gorliwość nie mogła się pomieścić na tle desakralizacji Kościoła na Zachodzie". Odpowiedziałem, że jeśli chodzi o Amerykę czy np. Niemcy trudno byłoby mi w jakikolwiek sposób osądzać ludzi, którzy lgnęli do Bractwa Św. Piusa X (nawet po katastrofie 1988). Bo tak jest: nie mam w sobie siły moralizatora perorującego o posłuszeństwie ludziom, którzy nie mieli czasami żadnej przyzwoicie odprawianej Mszy w diecezjalnym pobliżu. Inna sprawa to imperatyw zakończenia tego gorszącego rozłamu.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;W końcu jeszcze jedno pocieszenie: przy kolacyjnym stole wypłynęła nagle sprawa Mszy "trydenckiej". Łodzianie mają już coniedzielną "starą Mszę": u św. Józefa, o 15,00. Mija właśnie dziesięć lat, jak byłem w tej sprawie u abp. Ziółka, który zresztą obiecywał załatwienie tej prośby pozytywnie... Wiele wody w Łódce upłynęło, wielu ludzi się tam starało - ale Msza nareszcie jest. Deo gratias!&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-6022589542933186345?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/6022589542933186345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=6022589542933186345' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6022589542933186345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6022589542933186345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/pocieszenia-dzkie.html' title='Pocieszenia łódzkie'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-546785450782443221</id><published>2008-10-08T10:54:00.002+02:00</published><updated>2008-10-08T10:57:20.995+02:00</updated><title type='text'>BIBLIO: biogramy średniowiecznych filozofów</title><content type='html'>Ukazał się właśnie tom 9 (ostatni) &lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Powszechnej Encyklopedii Filozofii&lt;/span&gt; wydawanej przez Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu. Są tam dwa biogramy przygotowane przeze mnie:&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Johannes Sharpe&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Szymon z Faversham&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niezbyt wielkie figury, ale praca przy tym była interesująca.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-546785450782443221?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/546785450782443221/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=546785450782443221' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/546785450782443221'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/546785450782443221'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/biblio-biogramy-redniowiecznych.html' title='BIBLIO: biogramy średniowiecznych filozofów'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5020409536511155688</id><published>2008-10-08T10:08:00.006+02:00</published><updated>2008-10-10T18:30:39.245+02:00</updated><title type='text'>MEMO: Moja "pierwsza" Msza</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Postanowiłem sobie przypomnieć różne Msze, w których uczestniczyłem i które z jakichś powodów zapamiętałem mocniej od innych. Zacznę od pierwszej jaką w ogóle pamiętam taką zwykłą pamięcią, nie poddawaną różnym technikom "odtwarzania danych".&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Musiało to być jakoś na samym początku lat 70. (bo chyba jednak nie wcześniej, choć to też byłoby możliwe: w 1970 kończyłem 4 lata). Wtedy Babcia chodziła codziennie na Mszę - pamiętam, że byłem z nią przynajmniej ten jeden raz.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Weszliśmy do Świętego Krzyża: we wnętrzu panował półmrok i kompletna cisza. Nawa zrobiła na mnie wielkie wrażenie - przestrzenna, długa, a równocześnie pełna czegoś, co dotarło do mnie jako poczucie, że jestem w miejscu świętym. Nie, nie było to "przyjemne miejsce" - właściwie to było pozbawione wszelkich łatwo konsumowalnych atrakcji, więc nie było szans, bym się tam nie zaczął szybko nudzić. A jednak pamiętam to do dziś - utkwiło jako kontemplacyjne świadectwo: w ławkach trochę ludzi, głównie starsze panie. Moja Babcia kiwa głową jakiejś swojej znajomej, wyciąga jak tamta różaniec i zaczyna ciche modły. Ja rozglądam się w poszukiwaniu czegoś, co będzie się "działo"... Daleko, daleko przed nami jest Coś Ważnego, tak zrozumiałem. W pamięci nie zostały żadne słowa objaśnień Babci - tylko jakaś niema "przebitka", gdy pokazuje mi na to coś daleko. Zrozumiałem, że chodzi o wielki obraz z Krzyżem. Patrzę i usiłuję to wszystko połączyć: i ciszę, i klęczenie ludzi, i półmrok, i zapach - i ten obraz daleko tam, którego treść musi być większa niż pojmuję, skoro jest tam Coś Ważnego, z powodu którego jesteśmy tutaj.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/SOx62h9kFpI/AAAAAAAAANs/XzyAnoEfD1o/s1600-h/P1010717.JPG"&gt;&lt;img src="http://1.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/SOx62h9kFpI/AAAAAAAAANs/XzyAnoEfD1o/s320/P1010717.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5254709942482638482" style="display: block; margin-top: 0px; margin-right: auto; margin-bottom: 10px; margin-left: auto; text-align: center; cursor: pointer; " /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Więcej już nic a nic, nawet powrotu do domu nie pamiętam. Czy to mało? To wspomnienie to jak żywy obraz, którym dzisiejsi liturgiści straszą biedne, posoborowe dzieci. "Liturgia jako antyteza wspólnoty". "Babki odmawiające różaniec i ksiądz odprawiający zupełnie sam"...&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Hmm. Mówcie co chcecie, ja swoje wiem.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5020409536511155688?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5020409536511155688/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5020409536511155688' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5020409536511155688'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5020409536511155688'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/moja-pierwsza-msza.html' title='MEMO: Moja &quot;pierwsza&quot; Msza'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_rxdOED5mGU4/SOx62h9kFpI/AAAAAAAAANs/XzyAnoEfD1o/s72-c/P1010717.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-6022084318027404162</id><published>2008-10-06T11:09:00.003+02:00</published><updated>2008-10-06T12:20:34.530+02:00</updated><title type='text'>BIBLIO: o sprawie o. Hryniewicza</title><content type='html'>Również w ramach uzupełniania zaległości: w rzepowym "Plusie minusie" ukazał się tekst pt.&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/61991,196567_Teolog__na_czerwonym_swietle.html"&gt;Teolog na czerwonym świetle&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest to trochę skrócona wersja - a wersja pełna, z przypisami, pójdzie w kolejnej "Christianitas".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-6022084318027404162?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/6022084318027404162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=6022084318027404162' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6022084318027404162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/6022084318027404162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/biblio-o-sprawie-o-hryniewicza.html' title='BIBLIO: o sprawie o. Hryniewicza'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-297446917506509497</id><published>2008-10-06T10:21:00.002+02:00</published><updated>2008-10-06T11:09:35.359+02:00</updated><title type='text'>BIBLIO: O bohaterstwie jako wymagającej normie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uzupełniam zaległości w tutejszej mojej bibliografii ciągłej. W "Przewodniku Katolickim" nr 37/2008 ukazał się mój felieton:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;Zachować się jak trzeba&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Krótkie rozważanie o tym, jak z bohaterstwa można zrobić niebotyczny ideał - gdy u samych bohaterów jest ono czymś naturalnym.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-297446917506509497?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/297446917506509497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=297446917506509497' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/297446917506509497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/297446917506509497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/biblio-o-bohaterstwie-jako-wymagajcej.html' title='BIBLIO: O bohaterstwie jako wymagającej normie'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-8631520055073953041</id><published>2008-10-05T23:05:00.002+02:00</published><updated>2008-10-05T23:34:53.874+02:00</updated><title type='text'>Bywanie tu i tam</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Zdaje się, że w TVP Historia zaczęły się pokazywać odcinki serii programów, które Robert Tekieli postanowił poświęcić okolicom Vaticanum II. Zostałem do tego przez Roberta "zwerbowany", i dwukrotnie wystąpiłem jako dyskutant, w deblu z ojcem Jackiem Salijem. Zaproszenia do takich programów mają taki urok, że czasami jak się przychodzi na miejsce, to np. dowiadujesz się, że zamiast dajmy na to o liturgii czy ekumenizmie, będzie się rozmawiało o lefebvrystach (kiedyś w TVNie, dawno dawno temu zostałem zaproszony z okazji rocznicy ostatniego Soboru - ale rozmowa zaczęła się od pytania do mnie o komentarz w sprawie Radia Maryja). &lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;No i w jednym z odcinków rzeczywiście rozmawialiśmy - we wspomnianym trybie - o lefebvrystach. Ani o. Jacek, ani ja nie jesteśmy z tej "parafii" - ale w końcu wyszło dość naturalnie, że ja ich jednak broniłem, a mój szanowny Rozmówca z zaangażowaniem referował zarzuty. Sytuacja jednak dość zawiła, bo ja od lat jestem dla niektórych posoborowców właśnie "lefebvrystą" wyłącznie z powodu powtarzania diagnoz kard. Ratzingera - a z kolei dla oryginalnych lefebvrystów to jestem raczej "jako poganin i celnik" (też z powodu powtarzania diagnoz kard. Ratzingera, "głównego wroga Tradycji"). &lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Swoją drogą, ta moja osobista kondycja skłania mnie czasami do wniosku, że są takie punkty, w których posoborowcy i lefebvryści zgadzają się pięknie i proszą, by im nie przeszkadzać. Np. dobre kilka lat temu kurialny kard. Cassidy, wówczas przewodniczący rady ds. ekumenizmu, wyjaśnił, że z lefebvrystami nie prowadzi się dialogu ekumenicznego, bo to "wewnętrzna sprawa Kościoła katolickiego". Oczywiście oświadczył to m.in. z tą intencją, żeby go nie zmuszano do kontaktowania się z Bractwem, z którym nie miał chęci rozmawiać - ale z drugiej strony to samo Bractwo było dumne, że jakiś kurialny kardynał uznał ich za "wewnętrzną sprawę Kościoła" i oddzielił grubą kreską od ekumenizmu. No i co? I zgoda, doskonała harmonia opinii między kard. Cassidy i Bractwem Św. Piusa X (obie strony jakoś zainteresowane status quo). Jaki efekt? Kard. Cassidy wyjaśnił, dlaczego nikt z ekumenistów palcem nie kiwnął, żeby uleczyć tę ranę i pofatygować się do pokłóconych braci katolików, choćby różaniec z nimi zmówić i np. zakazać nazywania ich "schizmatykami" itp. A z drugiej strony: Bractwo Św. Piusa X mogło na swych folderach napisać, że kard. Cassidy uważa ich za "sprawę wewnętrzną" - i dzięki temu autorytet kard. Cassidy bywał uznawany nawet przez Bractwo Św. Piusa X, które w innych sprawach już tego autorytetu nie szanowało tak bardzo (gdy np. w rozmowach z luteranami kard. C. też uznawał, że już z nimi wspólnie wierzymy w to samo jeśli chodzi o usprawiedliwienie). Byłoby to wszystko zabawne, gdyby nie chodziło o potłuczony Kościół.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;Zacząłem od programów w TVP Historia - ale kilka tygodni temu nagrywałem też coś dla religia.tv. Co prawda miało być po prostu o Mszy "trydenckiej" i reformie liturgii - ale jak już przyszedłem, to się dowiedziałem, że to, co powiem, ukaże się w programie o... lefebvrystach. Podobno jednak w tym programie będzie jakiś rzeczywisty lefebvrysta. Kamień mi spadł z serca. Ale film ze Mszy to będzie ze św. Benona. I jedna pani mi wyjaśniła: "chcemy pokazać, że w Kościele mogą być także katolicy, którzy co prawda mają takie podejście jak lefebvryści, ale w zgodzie z Kościołem". Hmmm, czy jesteśmy gdzieś około 1988 roku? - tak sobie pomyślałem.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-8631520055073953041?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/8631520055073953041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=8631520055073953041' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8631520055073953041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/8631520055073953041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/bywanie-tu-i-tam.html' title='Bywanie tu i tam'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5282463440731522315</id><published>2008-10-05T21:17:00.003+02:00</published><updated>2008-10-06T00:06:14.854+02:00</updated><title type='text'>Łaska Roku Pawłowego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lata temu życzył mi imieninowo pewien ksiądz, żeby mnie mój Patron Apostoł umacniał wtedy gdy potrzeba "trochę jego szaleństwa i uporu". Pracowaliśmy razem w pewnej pobożnej redakcji - potem nas zwolniono, najpierw mnie, potem jego (i chyba obu tak, że nawet nie musieliśmy wracać po swoje rzeczy do pokoju). Obaj poszliśmy do swoich zwykłych zajęć. Dawno nie rozmawialiśmy, ale życzenia zapamiętałem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem, jak z tym jest - ale w obecność Apostoła Pawła w moim życiu wierzę, i w jego skłonność do popychania ku sprawom szalonym też. No a teraz moja wiara w to ma powody, by wzrosnąć: mamy Rok św. Pawła - i dla mnie to jest pierwszy w życiu pracowniczym rok poza moją uczelnią, poza zajęciami dydaktycznymi, a w sumie pierwszy rok bez tej pracy, którą wykonywałem nieprzerwanie przez lat już szesnaście. Ta zmiana przyszła dokładnie w dniach, gdy otwierał się Rok Pawłowy, więc teraz idę przez ten dla mnie zupełnie nowy czas także z pytaniem: czego chcesz ode mnie, mój Patronie?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5282463440731522315?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5282463440731522315/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5282463440731522315' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5282463440731522315'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5282463440731522315'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/10/aska-roku-pawowego.html' title='Łaska Roku Pawłowego'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-556547188729919906</id><published>2008-08-28T21:55:00.003+02:00</published><updated>2008-08-28T23:20:43.249+02:00</updated><title type='text'>"Policjanci" i "złodzieje"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy niedawno moja żona zafundowała mi urodzinowo przyjemność wspólnego obejrzenia filmu przyniesionego z wypożyczalni, nie spodziewałem się, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;American gangster&lt;/span&gt; (jednak nie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;gangsta&lt;/span&gt;!) to nie jest jeden z wielu filmów gangsterskiej akcji. Tak naprawdę jest to - tak to odebrałem - dociekliwy moralitet, którego przesłaniem nasączono smacznie narrację o zderzeniu policjanta i gangstera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że ta narracja to tylko soczewka do powiększania ludzkich charakterów, powinniśmy odkryć już wtedy gdy zauważymy cytaty i schematy z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ojca chrzestnego&lt;/span&gt;, czyli coś czego być nie powinno w utworze chcącym podążać własną drogą. W filmie Ridleya Scotta one jednak są - i będą uwierały, dopóki nie zostanie odkryta ich funkcja. Tą funkcją jest właśnie bycie cytatem, po prostu. Są to cytaty współtworzące konstrukcję nośną etosu - któremu Scott przeciwstawia inny etos. Dwa pociągi jadące swoimi drogami jadą tutaj właśnie tak, że w końcu muszą się zderzyć. Jednym kieruje Denzel Washington, drugim - Russel Crow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coś musi się zdarzyć. Co się zdarza? Pierwsze sceny filmu - pierwsze zdanie-klucz - podpowiada, że jest to spór o lojalność albo nawet o wierność: stary mafioso - dla jednego z naszych bohaterów "godfather" - żali się i złości nad marnością świata, który zrodził obrzydliwe McDonaldy czy bezosobowe  supermarkety - i faktycznie problem odrazy do tak zaprogramowanego świata będzie naszym zadaniem do samego końca filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma co opowiadać całego utworu ani zdradzać tajemnic jego akcji. Powiem więc tylko, że moim zdaniem jest tam ważna nauka moralna: że istnieją formy konserwatyzmu tak mocno przeświadczone o nicości aktualnego życia, iż zdolne do praktykowania nihilizmu względem mijanych ludzi, o ile tylko towarzyszy mu lojalność względem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;swoich&lt;/span&gt;, z całym sztafażem synowskiej czci i podziwu dla "prawdziwego świata", jakże różnego od tego za oknami. Tę postawę pokazano właśnie przy pomocy "cytatów" z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ojca chrzestnego &lt;/span&gt;(który, co tu mówić, pełen był podziwu dla suwerenności "świata prostych wartości" względem skorumpowanego świata oficjalnego - u Scotta ten obraz nabiera innych akcentów).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkrywczy paradoks polega na tym, że naprzeciw tej konserwatywnej konwencji staje ktoś bardzo od niej daleki, a jednak to właśnie on reprezentuje rzeczywiste zakorzenienie: daje mu je wykonany wbrew wszystkim korporacyjnym pseudolojalnościom gest realnej niezgody na zło, konkretnego nonkonformizmu moralnego. Staje się on legitymacją szlachetności, mocniejszą niż wszystkie gesty odrazy względem marniejącego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt tu zresztą nie reprezentuje "starego świata" - ani czarny szofer mafiosa, ani nieumiejący dbać o swoją rodzinę detektyw żydowskiego pochodzenia. Jednak to ten drugi ma rację - i to nam wystarczy. Bo wyjście z dzisiejszej łamigłówki wierności jest, przynajmniej u końca, tak samo proste jak nasza dziecięca gra w policjantów i złodziei. Pamiętacie jeszcze? To policjanci mieli rację. Chcieliśmy, żeby łapali złodziei.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-556547188729919906?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/556547188729919906/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=556547188729919906' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/556547188729919906'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/556547188729919906'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/08/policjanci-i-zodzieje.html' title='&quot;Policjanci&quot; i &quot;złodzieje&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-4906166602989414594</id><published>2008-08-27T12:24:00.003+02:00</published><updated>2008-08-27T12:39:25.146+02:00</updated><title type='text'>INFO: moja nowa książka dostępna w sprzedaży</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Księgarnia &lt;a href="http://www.religijna.pl/product_info.php/products_id/2167"&gt;religijna.pl&lt;/a&gt; wprowadziła do sprzedaży moją książkę filozoficzną pt. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Od istoty do istnienia&lt;/span&gt; - rozprawę o przełomowych odkryciach metafizyki tradycji łacińsko-chrześcijańskiej. Lojalnie uprzedzam, że to fachowe studium historyka filozofii, nadaje się do czytania tylko dla osób już nieźle wprowadzonych w realistyczną teorię bytu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-4906166602989414594?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/4906166602989414594/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=4906166602989414594' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4906166602989414594'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/4906166602989414594'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/08/info-moja-nowa-ksika-dostpna-w-sprzeday.html' title='INFO: moja nowa książka dostępna w sprzedaży'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5068953719887961329</id><published>2008-08-27T12:18:00.002+02:00</published><updated>2008-08-27T12:23:17.955+02:00</updated><title type='text'>BIBLIO: tekst w "Przewodniku Katolickim"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W wydaniu "Przewodnika Katolickiego" z 24 sierpnia w ramach mojego comiesięcznego felietonu ukazał się tekst pt.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwie demokracje&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tytuł nieprzypadkowy - rzeczywiście chodzi o przypomnienie odróżnienia podanego przez Jeana Madirana w jego książce &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Deux democraties.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5068953719887961329?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5068953719887961329/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5068953719887961329' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5068953719887961329'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5068953719887961329'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/08/biblio-tekst-w-przewodniku-katolickim.html' title='BIBLIO: tekst w &quot;Przewodniku Katolickim&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-201907858620184214</id><published>2008-08-27T10:51:00.006+02:00</published><updated>2008-08-27T12:11:06.405+02:00</updated><title type='text'>Trado, tradere, czyli - tracić, by zachować</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To trochę dziwne i wymagające (upokarzające?), że to, co "się wie", dochodzi w nas do głosu i ogłasza się dobitnie w sytuacjach skojarzeń nieoczywistych dla innych - aby pomagać w formułowaniu myśli dla innych zrozumiałych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak to w trakcie oglądania z synkami w kinie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Księcia Kaspiana&lt;/span&gt; ujrzałem to, co wiem o tradycji - to, co obracam od dawna w myślach i staram się powiedzieć w tekstach: na ekranie ktoś widząc nadjeżdżających zbirów, mówi do drugiego (tego, od którego życia zależała nadzieja wszystkich): jedź dalej, ja ich zatrzymam - i rzeczywiście wyszedł na środek drogi, aby opóźnić zagrożenie (a być może czasem tylko tyle trzeba, by uratować nadzieję wszystkich). Raczej bez rycersko-kowbojskiego patosu, być może nawet z rezygnacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takich scen jest na kopy w różnych filmach eksploatujących tropy heroiczne, ale teraz pojąłem tę tak prostą rzecz o tym, czym jest tradycja godna tej szlachetnej nazwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łacina podpowiada: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;trado, tradere&lt;/span&gt;, "przekazywać". To brzmi, hm, dość technicznie. W rzeczywistości zawiera się w tym wszystkim pewna całkiem "dotkliwa" transakcja, którą nazywa się ofiarowaniem: przekazuje ten, kto gotów stracić, lecz inaczej nie przekazuje się w świecie powstawania i ginięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kto chce zachować życie, straci je" - to może zła nowina dla konserwatystów, czyli tych, którzy tak bardzo chcą "zachować" po prostu. Jednak kto straci swe życie chroniąc życie, rzeczywiście zachowa życie - to właśnie dobra nowina tradycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prędzej czy później rozchodzą się drogi między samym "zachowywaniem" i "przekazywaniem": trzeba zatrzymać się w ucieczce, wyjść na środek drogi i próbować powstrzymać, spowolnić złe moce - w sobie samym i na zewnątrz - "po moim trupie". Można i należy to zrobić tylko wtedy, gdy dalej, za plecami mknie coś-ktoś jak "dziedzic",  powiernik nadziei, w mglistą przyszłość, która kusi stalową wyobraźnię planistów, a przeraża stalowe zamki rasowych konserwatystów. Żeby dać, trzeba stracić.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-201907858620184214?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/201907858620184214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=201907858620184214' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/201907858620184214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/201907858620184214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/08/trado-tradere-czyli-traci-by-zachowa.html' title='Trado, tradere, czyli - tracić, by zachować'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-7489681623065151821</id><published>2008-08-06T11:21:00.004+02:00</published><updated>2008-08-06T12:58:39.261+02:00</updated><title type='text'>Znowu o "Znowu w Brideshead"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale właściwie czemu to - najpierw serial z 1981, a zaraz potem książka Waugh - &lt;a href="http://milcarek.blogspot.com/2008/08/brideshead-revisited-czyli-katolicka.html"&gt;poruszyło mnie tak bardzo&lt;/a&gt;, na początku lat 90.?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieliśmy swoje dwadzieścia pięć lat, czas gdy świat ścieli się u stóp, a w każdym razie przypomina coś w rodzaju horyzontu, za który obiecuje sobie pójść wędrowiec,  idący ku następnym widokom. Skończyliśmy właśnie studia, wokół była nowa niepodległość. Pamiętam, że żyliśmy jakby unosząc się kilka centymetrów nad ziemią - z tym przyjemnym złudzeniem niealkoholowego rauszu (złudzenie i rausz nie są nigdy do końca niewinne, choć bywają przyjemne). Początek narracji o Sebastianie i Karolu dobrze "kleił się" do tego doświadczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Waugh przeprasza swego czytelnika, że w powieści zostało za dużo sentymentów do atrybutów właśnie odchodzącej epoki, jej smaków i budowli. A myśmy wychodzili z nieznośnego PRLu, podświadomie szukaliśmy Arkadii, zresztą z pełną zgodą na to, że znajdą się w niej także czaszki i szkielety (przecież mieliśmy ich sporo) - byle jednak w Arkadii dobrych smaków, pięknych widoków, eleganckich zachowań. A mnie jeszcze pociągała zawsze ta charakterystyczna dla angielskiego katolicyzmu nuta ciepła wtopionego w chłodny realizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to jest opowieść nie o Arkadii - tylko o szkieletach Arkadii. A właściwie o czymś innym: o tym jak zwabieni wdziękiem pięknego ogrodu życia dojrzewamy jednak - niektórzy, czasami - do zgody, by "być nieszczęśliwi" - tylko po to, by wejść do Ogrodu, w którym szczęście jest powietrzem, a nie towarem lub ideałem.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-7489681623065151821?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/7489681623065151821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=7489681623065151821' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7489681623065151821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/7489681623065151821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/08/znowu-o-znowu-w-brideshead.html' title='Znowu o &quot;Znowu w Brideshead&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-979194832573789161</id><published>2008-08-05T12:10:00.005+02:00</published><updated>2008-08-06T11:09:16.299+02:00</updated><title type='text'>"Brideshead revisited" - czyli katolicka "Identity"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uważaj z otwieraniem mejli! Nie, nie dlatego że mogą w nich być robaki, trojany itp. - ale dlatego że czasem jest tam tylko z pozoru niewinny "guzik" do wspomnień pełnych emocji, rujnujących uporządkowany plan dnia. Dziś nieopatrznie otworzyłem mejla od przyjaciela - i nacisnąłem "guzik", nie przewidując dalszego biegu rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Link z mejla &lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=X0Xql3fDM44"&gt;przeniósł mnie do trailera&lt;/a&gt; nowej ekranizacji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Znowu Brideshead&lt;/span&gt; - ma wejść do kin w październiku. Trailer jak trailer, to, co zobaczyłem, nie zrobiło na mnie większego wrażenia  (może dlatego, że jestem zagorzałym fanem ekranizacji z 1981, 12-odcinkowego serialu z Ironsem, Gielgudem, Olivierem i Claire Bloom; a może też dlatego, że zaniepokoiły mnie kiedyś pogłoski o udosłownieniu w nowym filmie wątków homoseksualnych, które w książce Waugh były dość ulotne).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale na YouTube'ie od trailera nowej wersji do materiałów ze starej ekranizacji tylko jeden klik! A więc "klik" - i ani się obejrzałem, "utonąłem" na dobre dwie godziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poczułem się jak Karol Ryder, którego los rzucił ponownie do posiadłości Brideshead, pożegnanej przed laty. "Byłem tu kiedyś".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A więc Sebastian i Karol wyprawiający swe brewerie, a więc Julia, do której Sebastian jest jakby pomostem, a więc dumna Lady wyrastająca wśród mężczyzn pełnych męstwa i honoru, a więc &lt;a href="http://pl.youtube.com/watch?v=TtQoUs1rVz8"&gt;wielka scena płaczu Julii w ogrodzie&lt;/a&gt;, a więc Kordelia ze swoją naiwnością sięgającą prawdy niewidzialnej dla innych, a więc Lord Marchmain z powagą kultywujący swą chłopięcą ucieczkę przed żoną i Bogiem... A nade wszystko: &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Y7obvsi-gFQ"&gt;motyw muzyczny filmu&lt;/a&gt;, dla mnie nie do zapomnienia, siedzący pod skórą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ech, "byłem tu już kiedyś".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale dopiero dziś odkrywam, jak potężny wpływ miał na mnie ten przekaz - film w awangardzie i książka w tle (książka, której parę lat wcześniej, w latach 80., nie byłem w stanie przejść, mimo zachęt przyjaciela - jakoś Chesterton wówczas nie dopuszczał innych do głosu). W początku lat 90. nagrałem ten serial na wideo, a potem oglądałem kilkakrotnie, a niektóre sceny w nieskończoność, nabywając umiejętności komponowania sobie swoistych "składanek" z różnych fragmentów serialu. Z tym, że właściwie z nikim - poza moją narzeczoną - nie było okazji o tym rozmawiać dłużej (choć można było rozmawiać z poznanym niedawno Markiem Jurkiem, ale tych rozmów nie było wówczas wiele).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtedy wrażenie robiła na mnie ta niezwykła obecność - używając określenia Tolkiena - "światła ukrytej lampy", z tym, że w tej narracji wiadomo od początku, że chodzi o Światło nadprzyrodzoności, a właściwie o Światłość ze Światłości, przenoszoną do głębin naszych ciemności przez system luster nazywany Kościołem katolickim. Waugh umie opowiadać o tym bez "dawania po oczach" - a równocześnie jego opowieść nie jest tylko intuicją bezkształtnego "sacrum", lecz przypowieścią z kanonu ortodoksyjnego katolicyzmu. Nie ma tu moralizmu - ale jest realizm łaski i grzechu, z dobrze znaną prawdą, że "życie w grzechu" zawsze jest jakąś postacią zakłamania, nawet wtedy gdy pozornie realizowane jest ze spokojem zdeklarowanego bezbożnika. Nie ma tu jansenistycznego pesymizmu Mauriaca ani miejscami dość perwersyjnej chybotliwości G. Greene'a - ale też jesteśmy tu daleko od moralnego konkordyzmu "budujących czytanek".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj myślę o tej filmowo-książkowej narracji jeszcze inaczej: że podobnie jak w znanym thrillerze Cusacka &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tożsamość&lt;/span&gt;, wielość postaci-bohaterów to trochę też wielość składników osobowości, tyle że tu chodzi o osobowość katolicką. I jest w tej literackiej opowieści o tożsamości katolickiej cała paleta barw: od posągowego moralizmu wzorowej Lady Marchmain aż do potarganego życia Karola Rydera (odnajdującego wiarę gdy już stracił rodzinne szczęście oraz powodzenie amanta), od wręcz głupiego "bycia w porządku" w wykonaniu dziedzica Bridy'ego do zjawiskowej naiwności Kordelii. Mam pokusę uznać, że wszystkim tym, co w opowieści Waugh rozłożone na różne typy, my katolicy bywamy zawsze po trochu, a może bywamy po kolei w różnych etapach życia. Sądzę w każdym razie, że zawsze i wszędzie te i podobne typy są w nas i wśród nas (zwłaszcza jeśli się odłączy angielską specyfikę postaci &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Znowu w Brideshead&lt;/span&gt;) - i często wyzwaniem jest zharmonizowanie tych postaw. Dlatego to jest tak ciekawa opowieść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W którymś miejscu książki Ryder mówi coś takiego: Na pierwszy rzut oka ci katolicy to zupełnie zwykli i normalni ludzie. Ale w pewnym momencie okazuje się, że tak nie jest, oni w czymś są zupełnie różni od reszty świata. - I opisaniu tego trudno uchwytnego "coś" poświęcony jest cały utwór. W filmie też sporo tego zostało. Ciekawe, czy zostanie z tego coś w nowej ekranizacji.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-979194832573789161?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/979194832573789161/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=979194832573789161' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/979194832573789161'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/979194832573789161'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/08/brideshead-revisited-czyli-katolicka.html' title='&quot;Brideshead revisited&quot; - czyli katolicka &quot;Identity&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-638399948113206663</id><published>2008-07-23T13:15:00.006+02:00</published><updated>2008-07-23T13:39:56.436+02:00</updated><title type='text'>BIBLIO: Czy tradycjonaliści przydają się Tradycji?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na naszej stronie ukazał się mój wstępniak do najnowszego numeru:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.christianitas.pl/x/modules/news/article.php?storyid=78"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tradycja i tradycjonalizmy&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To jedno z ogniw tej samej refleksji, którą staram się prowadzić poczynając od opublikowanego parę lat temu wstępniaka pt. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://www.fidelitas.pl/christianitas/wstepniak17.html"&gt;Wierność i lojalność&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-638399948113206663?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/638399948113206663/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=638399948113206663' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/638399948113206663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/638399948113206663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/07/biblio-tradycja-i-tradycjonalizmy.html' title='BIBLIO: Czy tradycjonaliści przydają się Tradycji?'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-5590898234863248944</id><published>2008-07-22T23:09:00.002+02:00</published><updated>2008-07-22T23:21:21.626+02:00</updated><title type='text'>Między Michnikiem i "Dziennikiem"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Polska wciąż pełna jest ludzi, którzy chcieliby być Michnikami bis, super Michnikami, albo może anty Michnikami, czy Michnikami inaczej. Zastanawiam się, czy tych bardzo różnych ludzi coś łączy - i wiem, że na pewno łączy ich... Michnik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedawno obejrzałem sobie telewizyjną "Frondę" z 1997 roku, na temat demokracji. Na ekranie parada znanych twarzy, ale to, co słyszymy, może przymusić do pytania, czy ten kto był tym kim był, jest dziś tym kim jest: oto Lesław Maleszka mówiący o demokracji liberalnej słowami dzisiejszego Cezarego Michalskiego (że fundamentem demokracji jest cynizm kompromisu itd.) - zupełnie jakby był "zmęczonym liberałem" tak się zachowywał - a to robiło wrażenie jakieś parę dni po emisji "Trzech kumpli" w TVN; oto z kolei sam Cezary Michalski mówiący słowami dzisiejszego Marka Jurka (że w demokracji możliwe było wykluczenie Żydów i umysłowo chorych, a dziś takim wykluczeniem objęci są nienarodzeni - naprawdę tak mówił, ani się zająknął!), oto wreszcie Marek Jurek mówiący słowami Marka Jurka, wczorajszego i dzisiejszego równocześnie (że nie do demokracji jako takiej ma pretensje, ale do jej liberalnego oderwania od absolutnych podstaw).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawa nauka, pouczająca. Na ekranie z filmem sprzed lat są dwa odmienne poglądy, dwie strony sporu, dwa rozumienia demokracji. Jeden z nich należał i należy nadal do Marka Jurka. Drugi należał do Lesława Maleszki, filmowego porte-parole „Gazety Wyborczej”; dziś tymi słowami ogłasza swoje antyfundamentalistyczne krucjaty Cezary Michalski, z pokładu dziennika o ambicjach Gazety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy jak ktoś bardzo i mocno chce być głównie anty-Michnikiem, to skończy kiedyś jako Michnik?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-5590898234863248944?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/5590898234863248944/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=5590898234863248944' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5590898234863248944'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/5590898234863248944'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/07/midzy-michnikiem-i-dziennikiem.html' title='Między Michnikiem i &quot;Dziennikiem&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-3424696691076110834</id><published>2008-07-22T19:05:00.005+02:00</published><updated>2008-07-23T13:35:34.609+02:00</updated><title type='text'>BIBLIO: Tekst o Sydney w "Rzepie"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W "Rzeczypospolitej" poszedł dziś mój tekst: &lt;a href="http://www.rp.pl/artykul/165869.html"&gt;Wybuchowy przekaz Benedykta.&lt;/a&gt; W nienaruszonej wersji autorskiej. Tekst jest na głównej stronie "Rzepy" zapowiedziany bannerem z całkiem ładnym zdjęciem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_rxdOED5mGU4/SIYU7mtltBI/AAAAAAAAAMc/bZF3sv6PZcs/s1600-h/benedykt.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 155px;" src="http://bp3.blogger.com/_rxdOED5mGU4/SIYU7mtltBI/AAAAAAAAAMc/bZF3sv6PZcs/s320/benedykt.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5225887431846638610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W następnej "Christianitas" niektóre wątki zostaną rozszerzone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7000776682006957296-3424696691076110834?l=milcarek.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://milcarek.blogspot.com/feeds/3424696691076110834/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7000776682006957296&amp;postID=3424696691076110834' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3424696691076110834'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7000776682006957296/posts/default/3424696691076110834'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://milcarek.blogspot.com/2008/07/biblio-tekst-o-sydney-w-rzepie.html' title='BIBLIO: Tekst o Sydney w &quot;Rzepie&quot;'/><author><name>Paweł Milcarek</name><uri>https://profiles.google.com/115666585181134319116</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh3.googleusercontent.com/-oDzfNKPKEcs/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAACrk/mhYdhU97XgM/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_rxdOED5mGU4/SIYU7mtltBI/AAAAAAAAAMc/bZF3sv6PZcs/s72-c/benedykt.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7000776682006957296.post-6138971805762672345</id><published>2008-06-26T23:30:00.003+02:00</published><updated>2008-06-27T00:40:19.915+02:00</updated><title type='text'>Decyzje Ewy Kopacz</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trwa wielowątkowa dyskusja po "sprawie Agaty" - a jednym z ważnych wątków jest to, co ujawniło się w serii wystąpień biskupów i moralistów kościelnych, pacyfikujących wszystkie odruchy sumienia dotyczące konieczności ochrony życia także w warunkach niedoskonałego prawa. Najbardziej smutne jest wyzierające z tych wypowiedzi pozbawienie (zwolnienie?) nas z indywidualnej odpowiedzialności moralnej (gdy czołowy polski moralista, następca Karola Wojtyły na katedrze etyki, mówi, że, no cóż, ale pani minister, choć katoliczka, musiała uczestniczyć w organizowaniu aborcji, "bo takie jest prawo", włos się jeży, i z powodu nieznajomości prawa, i z powodu zamilczenia wyższości prawa naturalnego nad stanowionym). Jest na ten temat &lt;a href="http://christianitas.salon24.pl/81284,index.html"&gt;dosadny tekst&lt;/a&gt; naszego christianitasowego redaktora, Michała Barcikowskiego w blogu Christianitas w salonie24.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja zacząłem się zastanawiać, czy wiemy jaki jest osobisty pogląd p. Kopacz, nie-ministerialny. Owszem, są jej głosowania w sprawie ubiegłorocznego &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Projekt_zmiany_Konstytucji_Rzeczypospolitej_Polskiej_dotycz%C4%85cy_ochrony_%C5%BCycia_ludzkiego"&gt;wniosku o wzmocnienie ochrony życia w Konstytucji&lt;/a&gt;. Posłanka Kopacz, wówczas razem z PO w opozycji, nigdy nie głosowała "za" którymkolwiek wnioskiem tego typu. W pierwszy czytaniu odczuwała może pewne rozterki - &lt;a href="http://orka.sejm.gov.pl/SQL.nsf/glosowania?OpenAgent&amp;amp;5&amp;amp;27&amp;amp;115"&gt;wstrzymała się od głosu&lt;/a&gt;. W drugim czytaniu rozterki już zniknęły: &lt;a href="http://orka.sejm.gov.pl/SQL.nsf/glosowania?OpenAgent&amp;amp;5&amp;amp;39&amp;amp;
