Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dei Verbum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dei Verbum. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 marca 2008

Casta meretrix

Dzisiaj Kościół czyta, w swoim "starszym zwyczaju" rzymskim, równocześnie o Zuzannie (w lekcji) i o jawnogrzesznicy (w Ewangelii) - a więc najpierw o tej, którą oskarżono niesprawiedliwie, ale którą sprawiedliwie pomszczono - a potem o tej, którą oskarżono słusznie, ale miłosiernie rozgrzeszono. A więc o czystej i o grzesznej - obu oskarżonych i obu wyratowanych.

Ta zbieżność dwóch czytań - które Kościół czyta w tym czasie od dawien dawna, od czasów gdy Wielki Post był szczególną szkołą katechumenów zmierzających do chrzcielnego oczyszczenia i uświęcenia - przypomina mi to słynne sformułowanie św. Ambrożego o Kościele: casta meretrix, czysta nierządnica. Ecclesia czysta jak Zuzanna i... grzeszna jak jawnogrzesznica, Magdalena? To efektowne - ale w istocie nie tak proste. W wyznaniu wiary mówimy, że wierzymy w Kościół święty, sanctam Ecclesiam. Nie przypadek, że nie mówimy tam: w święty i grzeszny Kościół. Bo w istocie, jako Ciało mistyczne, Kościół jest cały święty. Nie należy mówić o "grzechach Kościoła", bo to pojęcie wewnętrznie sprzeczne - raczej o grzechach chrześcijan, czasem nawet dokonywanych w arbitralnym (!) geście "w imię Kościoła" albo przy pozorze wykonywania kościelnego urzędu.

Kościół nie grzeszy, ale grzeszymy my, ludzie Kościoła. Jak to pogodzić? Ludzki rdzeń Kościoła - człowieczeństwo Chrystusa - nigdy nie grzeszy. Nie grzeszą już święci w niebie, a dusze w czyśćcu już tylko cierpią, podczas gdy potępieńcy to ci, którzy z Kościołem mają już co najwyżej wspólne niezatarte znamię chrztu, bierzmowania czy kapłaństwa. Problem "grzeszności Kościoła" rozgrywa się więc jedynie apud nos, w naszym stanie drogi.

Zasada niesprzeczności nie przestaje działać: jest się albo świętym, albo grzesznym, bez luterańskiego simul iustus et peccator. I kłopot w tym, że my rzeczywiście bywamy - w tej czy innej chwili, albo w tym lub innym działaniu - raz święci, raz grzeszni. To właśnie to napięcie: Omnis homo mendax, a święci w Koryncie niech będą pozdrowieni...

Swymi grzesznymi uczynkami zaciemniamy to, co z łaski zostało, na różnych poziomach, dane i zakorzenione w nas. I w tym sęk: że to przez nas, pobożnych hipokrytów, Kościół mieni się już nie tylko swą "wzorzystą szatą" dobroci, lecz także rumieni plamami zgorszeń. Pokrywamy piękny fresk swymi landszaftowymi malunkami i warstwami muszych odchodów.

Tylko w tym sensie - "czysta nierządnica". Z myślą o tym cudzie przemiany: codziennie do domeny niewinnej Zuzanny przyłączana jest uroczyście i realnie domena którejś z naszych dusz-jawnogrzesznic.

Dziś gdy jawnogrzesznicę przyprowadzają na oczy wszystkich, chcą, aby razem z nią potępiono i Zuzannę, Kościół razem z jego grzesznikami. Już nie z fanatyzmem faryzeuszy - lecz z pragnieniem tego kompromisu, że na tym świecie nie ma nic świętego, czystego, nienaruszonego. Z tą satysfakcją, że i Zuzanna rzekomo grzeszy na boku. Z pożądliwością tamtych sędziów, którzy urażeni są właśnie tym, iż Zuzanna nie chce z nimi "pożyć".

A przecież jest tak: że gdy do jawnogrzesznicy mówi Chrystus "idź i nie grzesz więcej", także Zuzanna zostaje uwolniona od niesłusznego wyroku śmierci przez mądrego Daniela. Wszystko tu jest głęboko złączone: jawnogrzesznica jest zdolna do przyjęcia rozgrzeszenia tylko dlatego, że jest w niej stworzona przez Boga niewinna Zuzanna. Grzesznikowi odpuszcza się grzechy, bo istnieje Kościół. Jawnogrzesznica może odejść, bo w pewien sposób jest Zuzanną, takie ma powołanie.

czwartek, 7 lutego 2008

"Catena aurea" po polsku

Z przyjemnością zawiadamiam, że w ramach Biblioteki Christianitas, nakładem Fundacji Świętego Benedykta, ukazał się Złoty łańcuch, czyli tom z obszernym wyborem z Catena aurea św. Tomasza z Akwinu, w przekładzie Lecha Szyndlera. Są to dokonane przez Akwinatę wypisy z komentarzy Ojców połączone z każdym wersem czterech Ewangelii - tak że można czytać Ewangelie niejako razem z Ojcami. Specyfiką obecnego wydania jest to, że z potężnego oceanu czterotomowej antologii Tomasza wydobyto fragmenty dotyczące perykop mszalnych z niedziel i świąt według tradycyjnego mszału rzymskiego. Tak więc dla katolików tradycji łacińskiej - ogromna pomoc w przeżywaniu mszalnego roku liturgicznego, a dla wszystkich w Kościele okazja, aby przyjrzeć się dokładniej tym fragmentom Pisma, które rozświetlały się kolejno w rocznym kursie czytań liturgicznych, tworzącym się i trwałym przez długie wieki.



Miałem zaszczyt dać do tego wstęp. Oto jego fragment początkowy:

Pochwały kierowane pod adresem św. Tomasza z Akwinu, jako myśliciela, miewają bardzo różne uzasadnienia – i wygląda na to, że te ostatnie wynikają tyleż z rzeczywistych właściwości dzieła Akwinaty, ileż z poziomu jego recepcji w różnych czasach i środowiskach. Powoduje to niekiedy wrażenie swoistej, choć zwykle jednak pozornej, sprzeczności superlatyw: o ile dla jednych Doktor Powszechny jest genialnym twórcą wielkiej rewolucji pojęciowej, o tyle dla drugich wciela przede wszystkim ideał ponadczasowej „filozofii wieczystej”; o ile dla jednych jest wciąż nie dość odkrytym prorokiem nowych czasów (zgoła „modernistą” wśród konserwatywnych teologów-augustyników), o tyle dla drugich uosabia geniusz zasiedziałej w dziejach Europy cywilizacji chrześcijańskiej, christianitas, z jej apogeum pokrywającym się czasowo ze „złotym wiekiem scholastyki”. Cokolwiek by powiedzieć o związanych z tymi pochwałami biegunowo różnych stanowiskach i motywacjach, wszystko to wskazuje na bogactwo dziedzictwa Tomaszowego.

Wewnątrz tego dziedzictwa istnieje rzeczywiście wiele takich elementów, które pozwalają podziwiać u twórcy Sumy Teologii scholastyczny uniwersalizm i racjonalny obiektywizm. O niewielu autorach można powiedzieć z taką samą słusznością, że przystępowali do swej żmudnej pracy z intencją możliwie skrupulatnego unikania błyszczenia swą indywidualnością – i rzeczywiście tak głęboko skrywali swój osobisty geniusz w wykonywanej pracy intelektualnej, że ich osobowość znamy dziś bardziej z kierunku tej pracy, niż z towarzyszących jej namiętności i okoliczności prywatnej biografii. Jakby „zniknęli” w tym, co robili.

Tak można powiedzieć o Akwinacie, gdy się patrzy np. na jego najsłynniejsze dzieło – Sumę Teologii. Jednak wśród pism św. Tomasza jest takie, w którym indywidualność mistrza została ukryta w sposób niemal zupełny – a równocześnie samo dzieło nie traci jedności i wewnętrznego porządku związanego z zamysłem autora. Jest to czterotomowa Glossa continua super Mattheum, Marcum, Lucam, Johannem, nazywana inaczej Catena aurea – czyli obszerna „sekwencja tekstów patrystycznych, odpowiednio powiązanych i uporządkowanych w obrębie jednego wspólnego komentarza” do czterech Ewangelii. Właściwością owego Złotego łańcucha jest to, że udział autora został sprowadzony do połączenia każdego wersu Ewangelii z objaśniającymi go fragmentami rozmaitych komentarzy autorstwa pisarzy starochrześcijańskich, głównie Ojców Kościoła. Św. Tomasz jest autorem wielu innych dzieł egzegetycznych, własnych komentarzy do poszczególnych ksiąg Biblii – lecz w Catena aurea mówi wyłącznie słowami Ojców. „Zniknął” w swym dziele – którym jest kompozycja z biblijnej mądrości Ojców z pierwszych wieków chrześcijaństwa.