piątek, 6 marca 2015

Piękna pani, stara znajoma

Odnalazłem ją na wystawie malarstwa Olgi Boznańskiej w Muzeum Narodowym. W tłumie portretów różnych pań i panów, dzieci i młodzieży jest i ona: Zofia z Goetzów-Okocimskich Włodkowa. Filozofka, gorliwa, mądra katoliczka. Na portrecie: piękna pani. Z wachlarzem (czyżby japońskim?).



Nigdy wcześniej jej nie widziałem. Za to słyszałem o niej, przed ćwierć wiekiem: spotkana u trapistów pod Cherbourgiem hrabina Cieńska wtajemniczała mnie m.in. w anegdoty o swej krakowskiej socjecie. Na cześć moich ówczesnych prac przekładowych ze św. Tomasza hrabina opowiedziała o swych bytnościach u Włodków: w pamięci utrwaliła się czcigodna mama koleżanki, Zosi; to ona dała językowi polskiemu pierwsze większe tłumaczenia dzieł Akwinaty: Summa contra gentiles, traktat o Bogu z Sumy Teologii. Zasłużona dama. A jej córka, Zofia (Zosia z opowiadań hrabiny C. i mojego Profesora), to jedna z najwybitniejszych polskich mediewistek.

Po wczorajszym "Króle Learze" w Polskim


Wklejam słowa ukochane:

Then poor Cordelia!
And yet not so; since, I am sure, my love's
More richer than my tongue.




środa, 4 marca 2015

Non omnis putrescam


Myśli człowiek: w proch się obrócę

A kiedy mnie tu nie będzie, nastąpi rozkład. Numer mojej komórki zacznie objaśniać, pewnie głosem porażonym żałobą, o swej nieaktualności - szybko zaktualizują się natomiast bazy danych dzwoniących wydawców telewizyjnych i telemarketerów, zasklepi się telekomunikacyjna rana; znajomi jeszcze przez pewien czas będą błądzić w tę kompozycję cyfr, dotykać blizny. Pustka, nie ma, patetycznie zostawić lub pragmatycznie usunąć z książki kontaktów - oto jest pytanie!

Moje zobowiązania finansowe zaczną wyć z niedokrwienia - zwłaszcza karta kredytowa szybko postawi szereg terminów ostatecznych biednym ludziom krzątającym się w doczesności. Będą reanimacje i chwilowe przywrócenie płynności na rachunkach, aż do szczęśliwych likwidacji, wbrew nowym zachętom. Nie wiem jak sobie poradzi w tym spóźniony i sapiący przelew zaległego honorarium dwieście trzydzieści pięć złotych?

Rozkład tkanki: wyrejestrowanie z tak wielu różnych rejestrów! Opór stawiany przez tak wiele kodów i haseł nie przekazanych w porę!

I ten brak życia na łolu, w ostatnim czasie nie zanotowaliśmy żadnej twojej aktywności, przypomnij się swoim friendom, powiedz co czujesz. Na darmo. Pustka, może jakieś robaki rozniosą profil, siejąc zgniliznę? Ktoś jednak wcześniej napisze wirtualną klepsydrę: umarł, +

Przetrwa żelazna konstrukcja ksiąg wieczystych, kościec, wciąż w szafach: urodzony, baptizatus, bierzmowanie, matrimonium, związek zawarł. To ostatnie mocniejsze niż fakt, a słabsze niż więź. Dojdzie kartka nowa, odpisy dostanie rodzina, ubezpieczenie obejmie lub nie obejmie. 

Non omnis putrescam. Koncert na cztery ręce zabrzmi jasno, życie młode, novellae olivarum, wypuszczone w kosmos będzie biegło kilkoma ścieżkami przez lat może i kilkadziesiąt, aż samo wyda życie nowe i pójdzie też stąd. Ponadto kilka książek, trochę więcej tekstów pomniejszych - powiszą, powiszą, przy niektórych zarumieni się jeszcze twarz gorliwego poszukiwacza. Szeptana będzie modlitwa ratunkowa, którą miałem pod piórem. 

Ci, którzy nienawidzili lub pogardzali, zostaną z tym (gdyż nienawidzi się i pogardza postaciami, a te pozostają niezmiennie nawet gdy wychodzi spod nich zmęczona osoba). Tym bardziej ci, którzy byli obojętni. Tym, którzy kochali, pociągnę nić do labiryntu, sam pełen nadziei, że Aniołowie poprowadzą mnie z nią in paradisum, choćby i po przykrych purgacjach. 


Myśli człowiek: w proch się obrócę; niech ten proch nie zbrudzi tych, na których opadnie. Myśli człowiek: Zbawca mój żyje, będę błogosławił Boga w krainie żyjących.

sobota, 28 lutego 2015

Lewiatan

U Zwiagincewa Lewiatan pożera wszystko: nie tylko dom i człowieka podobnego do Hioba, ale i - w scenie z księdzem - samą opowieść o Hiobie (zostaje ona niejako użyta przeciw "Hiobowi", wcześniej sprowadzona do prostej budującej przypowieści, właśnie w stylu "przyjaciół Hioba").

"Lewiatan" jest tym bardziej opowieścią o Hiobie - tylko że w kadrze ujęto to, co jest tam "w środku", bez wstępu i bez zakończenia. A Bóg jest ukryty. I zakryty.

Mimo to zostaje tylko On. W zderzeniu z lewiatanem zawodzi prawnik, człowiek "wierzący tylko faktom": nie przeszkodził lewiatanowi, a zranił ufającego mu Hioba, uruchomił jego klęskę. Z drugiej strony: władyka, człowiek mówiący słowami Boga używa ich, by osłonić i wzmocnić nawet zbrodnię, przemienia prawdę o mocy Ducha w zachętę do zmobilizowania "poweru".

Wielki finał, niedziela w cerkwi. Słowa o Prawdzie, o Istinie - one pozostają niewinne, płyną wbrew intencjom głupców: popychają od wewnątrz władykę, by w swym nauczaniu zaprzeczył swemu wyrażonemu wcześniej przekonaniu, że Bóg przejawia się głównie przez moc; nie, znakiem Boga jest prawda. Kłamstwa nie obłaskawiają Ikony - chociaż oglądamy właśnie jak władyka używa Prawdy, by dać kredyt kłamstwu. Trzeba by jednak wiedzieć: "Słów ich słuchajcie, ale uczynków ich nie naśladujcie". Nie wie zapewne aparatczyk, jak straszną prawdę przypomina swojemu synkowi: "Bóg widzi wszystko".

Obejrzeć ten film jednego dnia, a następnego przeczytać o zastrzeleniu Niemcowa - oto opatrznościowy "montaż".

piątek, 27 lutego 2015

Przywyk odwykniętego

Przez wiele miesięcy nie napisałem ani jednego tekstu publicystycznego, ani jednej szerszej wypowiedzi o aktualnych sprawach publicznych. W tym czasie jedynie wpisy na facebooku, również rzadsze niż kiedyś, oraz zupełnie innej natury prace autorskie (książka-album o Księdzu Jerzym, prace nad koncepcją edukacji klasycznej dla Kolegium Św. Benedykta itp.).

W końcu stare zobowiązanie zmusiło mnie do napisania znowu tekstu "do druku". Drobne 10 tysięcy znaków, o sprawach znanych mi od podszewki i nieraz - choć w innych aspektach - opisywanych przed laty...

Siedziałem godzinami przed pustym ekranem. Potem kolejne godziny przed ekranem z wrzuconymi czterema banalnymi zdaniami, które miały mi ułatwić pójście dalej.

Ale nigdzie dalej nie chciało mi się iść - zniechęcały do tego banalne zdania. Próbowałem więc wykpić się jakimś recyklingiem: może coś napisane dawniej dałoby się, hmm, zaktualizować?

Nie dało się, jak na złość.

Zacząłem stukać. Litera po literze, słowo po słowie, Najpierw wszystko bolało, jak "w mięśniach i kościach" dawno nie używanych nóg. Po dwóch, trzech akapitach zaczęła jednak gdzieś w tle "grać muzyka". Ta "muzyka" doprowadziła szczęśliwie do końca tej krótkiej autorskiej przechadzki - na której końcu brzmiała już mocniej niż protest "mięśni".

Postawiłem kropkę, tekst wysłałem. Odetchnąłem.

Jeszcze nie ciągnie mnie do następnego spaceru. Za mało wiosny.

piątek, 30 maja 2014

Nowa platforma dla "Christianitas"





Miesiąc temu uruchomiliśmy nasz nowy portal: christianitas.org. W ten sposób otwiera się nowy etap w już blisko piętnastoletniej historii „Christianitas”. Konynuując misję ośrodka opiniotwórczego, zdolnego do podawania diagnoz sięgających do podstaw opisywanych zjawisk – chcemy równocześnie być obecni z naszym głosem codziennie, reagując także na zagadnienia bieżące. Odtąd wszystko, co publikujemy, będzie można znaleźć pod tym jednym adresem internetowym – czytając zarówno aktualną publicystykę, jak i zapoznając się sukcesywnie z materiałami kolejnych wydań „Christianitas”, jeszcze zanim będą one dostępne także w wersji papierowej. Portal christianitas.org nie jest zatem czymś dodanym do dotychczasowej działalności – jest on obecnie główną platformą, na której będziemy prezentowali nasze idee i działania.

Są rzeczy, które nigdy się nie zmieniają. Dla naszego środowiska jest to przywiązanie do liturgicznej tradycji łacińskiej jako reguły wiary i duchowości, przeświadczenie, że „rozumna służba Boża” jest jedynym ratunkiem dla umysłów i społeczeństw, a także pewność, że prawdziwe chrześcijaństwo nigdy nie przestaje istnieć w Kościele rządzonym przez Piotra oraz zawsze zmierza do tworzenia w tym świecie cywilizacji sprzyjającej normalnemu życiu i nadprzyrodzonemu zbawieniu.

Od kilkunastu lat próbujemy w konkretnych sytuacjach wyciągać wnioski z tych niezmienników. Nadal nie mamy przy tym tyle szacunku dla środowiskowych konformizmów i mitów, ile chcemy go mieć zawsze wobec bliźnich. Nadal interesują nas bardziej racje niż emocje. Nadal chcemy być bardziej wdzięcznymi dłużnikami Tradycji niż jej bojówkarzami.

Podobno w świecie współczesnym na uwagę zapracowuje się jedynie przez przetwarzanie swego głosu w histeryczny krzyk. Tego się jednak po nas nie spodziewajcie, ani w wersji budzenia lęku przed wszechobecnym złem; ani w wersji nieustannego podniecenia prawdziwymi i rzekomymi upadkami autorytetów parafialnych i wyższych; ani oczywiście w wersji ślepej ufności, że każdy powiew światowego wiatru to natchnienie Ducha Świętego.


Mówi w swojej regule święty Benedykt, aby zawsze chętnie słuchać nauk „prawowiernych katolickich Ojców” – a nie być chętnym do detalicznego rozprawiania o upadkach ludzkich. To nasze natchnienie.