czwartek, 14 lutego 2008

Off line, in life

W środę przed południem popsuł mi się internet - co ma swoje dobre strony, bo natychmiast ma się więcej czasu. W sumie bardzo mi to pasuje, bo robię ostatnie poprawki w swojej książce historycznofilozoficznej, a temu abstynencja internetowa ogromnie sprzyja. Te ostatnie poprawki dają mi poczucie, że te już długie lata powolnego dłubania jednak nie idą na marne. Mimo wszystkich burz, w które wskakiwałem z ogromną werwą, udało się też zachować stabilność ducha dla tych spraw wymagających jej w stopniu zupełnie szczególnym.

Na dodatek przez cały czas zachowuję mocne przeświadczenie, że te z pozoru "bardzo abstrakcyjne" sprawy opisywane w książce - metafizyka XIII wieku - nie oddalają mnie od aktualności, lecz właśnie dają jej rozumiejące widzenie. Co innego, że akurat to piszę zapewne dla kilkudziesięciu ludzi w kraju, może dla kilkuset wliczając ludzi skłonnych do wielkodusznego wychodzenia poza swe specjalizacje.

Czasem myślę, że w życiu przyszło mi grać na naprawdę szerokim fortepianie: jego klawiatura rozciąga się od artykułów o pobożnie spędzonej niedzieli do analiz z Analityk wtórych Arystotelesa, od bieżącej publicystyki dla gazet do opracowań z najnowszej historii liturgii. Kto takiego grania próbował, ten wie jak trudno czasem nie pogubić się w stylach i targetach.

Czasem już zapominam jak dużo znaczyły dla tej niezbędnej stabilności te najgorętsze lata pasji filozoficznej. I sądzę, że do dziś potężny wpływ na to co i jak myślę, ma zarówno to całe spotkanie z realizmem Tomasza, jak i konkretniej opracowanie u niego teorii ciała ludzkiego. Tak właśnie: uważam, że zajęcie się antropologią i w niej takim cielesnym tematem ukierunkowuje mnie do dziś, włącznie z tym odkryciem znaczenia tradycji, liturgii, sakramentu, instytucji, każdej "inkarnacji". Obecna praca z teorii bytu ma trochę inną genezę, ale też zaznaczył się w niej wątek konkretnego zakorzenienia refleksji teologów-metafizyków z Paryża w długiej tradycji łacińskiej.

wtorek, 12 lutego 2008

Sancti Benedicti Abb. Anianensis O.N.

Dzisiaj w Fontgombault pamiątka św. Benedykta z Aniane, ordinis nostri, opata bardzo zasłużonego dla rozpowszechnienia benedyktynów na Zachodzie (mało kto pamięta, że Reguła św. Benedykta zyskała wyraźny prymat dopiero w czasach karolińskich, a udział w tym znaczny właśnie Aniańczyka). Wspomnienie to obchodzi się dzień po rzeczywistym dies natalis świętego (bo zmarł dla trudów doczesnych 11 lutego), z powodu wczorajszego święta Maryjnego.



Benedykt & Benedykt


Czy chrześcijaństwo jest jeszcze potrzebne?

W jednym z niedawnych wpisów wyraziłem opinię, że z Adamem Szostkiewiczem - moim partnerem w dyskusji u dominikanów - różnimy się samym rozumieniem dialogu. Teraz przeczytałem, w pewnym omówieniu przebiegu Areopagu na Freta, że stanowiska pana Adama i moje można by bez trudu pojednać. Bardzo by mnie to ucieszyło, ale jednak na razie nie jestem przekonany.

Z red. Szostkiewiczem spotykam się od lat tu i tam, dyskutujemy i wyrażamy odmienne stanowiska. Z tych lat zapamiętałem rzeczy zarówno zachęcające (np. bardzo samodzielne stanowisko ASz w sprawie Pasji Gibsona), jak i zniechęcające (np. przykrą próbę wmontowania mnie w szeregi krytyków Jana Pawła II, obok jakiegoś nieprzytomnego liberała). Czasem może to wygląda tak, jakby chodziło o napięcie między dwiema optykami ufundowanymi jednak na jednej podstawie. Jednak tego wspólnego fundamentu ja nie jestem pewien, i po prostu inaczej rekonstruuję bazę stanowisk, które prezentuje ASz na takich spotkaniach jak to na Freta. Tam pan Adam mówi do mnie np., że przecież jest jasne, iż i on jest za silną tożsamością chrześcijaństwa (co w domyśle ma znaczyć, że przeszkadza mu nie ta "tożsamość", lecz zbytnia "asertywność" czy niewczesna "żarliwość" w jej wyrażaniu). No i właśnie w tym rzecz, że dla mnie to - ta wspólna "tożsamość" - nie jest ani jasne ani oczywiste. Mówiąc wprost, ja wcale nie wiem o jaką "tożsamość" chrześcijaństwa chodzi Adamowi Szostkiewiczowi - a więc czy martwimy się istotowo o to samo chrześcijaństwo, tak jak na pewno nie mówimy o tym samym dialogu.

Skąd te moje znaki zapytania? Nie są to domysły inkwizytora ani wątpliwości poszukiwacza sprzeczności. Pan Adam sam sprecyzował swe stanowisko - nie na Freta czy w innym podobnym ośrodku, ale na łamach "ResPubliki Nowej", w długiej dyskusji redakcyjnej o Europie naszych marzeń (RN 3/2006, 7). Tam czytam:

[Adam Szostkiewicz:] Ta moja wymarzona Europa to Europa, w której odżywa chrześcijaństwo, ale jest chrześcijaństwem głęboko zsekularyzowanym. Wiadomo, że to miejsce chrześcijaństwa zajęła później ideologia praw człowieka, to jest jedna z możliwości. Wiadomo, że chrześcijaństwo - a głównie katolicyzm - przeszło długą drogę od Soboru Watykańskiego II, drogę, która jest drogą ekumeniczną. Moim zdaniem ostatecznym celem chrześcijaństwa jest to, by ono się zsekularyzowało. Tak chyba jest, że chrześcijaństwo naprawdę zwycięży wtedy, kiedy przeniknie do życia zbiorowości, do życia Europy bez tego szyldu religii. I to jest - moim zdaniem - prawdziwa, historyczna i kulturowa, rola chrześcijaństwa.

Andrzej Leder: To się już w dużym stopniu stało.

A.Sz.: Ten proces, przy różnych niesłusznych protestach, postępuje. Niesłusznych dlatego, że - tak mi się wydaje - prawdziwy cel chrześcijaństwa jest taki, żeby rozpuścić się w świecie, ale żeby zachować to, co chrześcijaństwo w świat - a przede wszystkim w kulturę europejską - wniosło.
Pamiętam te podane przez pana Adama zasadnicze definicje istoty i misji chrześcijaństwa - i mówiąc szczerze kompletnie mi one nie pasują do tego, co na Freta mówił o tożsamości, entuzjazmie religijnym (zrozumiałe jest w tym kontekście jedynie krytyczne podejście ASz do "niesłusznych protestów" Benedykta XVI). Nie wiem, czego się trzymać, ale jedno przynajmniej wiem dobrze: że to, co mówił p. Szostkiewicz w cytowanej wyżej dyskusji, jest istotnie różne od tego, co wiem o chrześcijaństwie z mojego katechizmu. To znaczy z katechizmu, który otrzymałem od Kościoła. Wydaje mi się, że rozumiem "desakralizacyjną" linię pojmowania chrześcijaństwa przez redaktora "Polityki" - i wiem, że nie z takim chrześcijaństwem wierzę w Kościół.

Z tego jednak wynikałoby, że pogodzić stanowisko moje i pana Adama nie będzie jednak łatwo. Z tej konstatacji korzyść jedynie taka, że wiadomo kto gdzie stoi.



Quaerite Dominum, donec inveniri potest

Czy może człowiek odrzucić dar Boży i nie ponieść szkody na duszy? Kto zaręczyć zdoła, że raz odepchnięta i wzgardzona, zjawi się jeszcze łaska na żądanie nasze? Wyraźnie przeczą temu słowa Proroka: „Szukajcie Pana, póki nalezion być może", wzywajcie Go, „póki jest blizko"... Nie w naszej są mocy i władzy owe błogosławione tknięcia łaski, której nieodrzuca-nie za życia, o szczęśliwej za grobem przyszłości stanowi. Na każdego patrzy Bóg, a liczy chwile i odmierza dary swoje.. Pamiętajmy, że po godzinach miłosierdzia czeka nas nieprzemijająca wieczność sprawiedliwości.

Dom Gueranger, Rok liturgiczny, t. V

Stacja: Santa Anastasia

Msza klasyczna i bp Ignacy Dec

Otrzymałem następującego mejla, który z przyjemnością tu transmituję:

Z radością informuję, że Wideoteka Diecezji Świdnickiej wydała płytę DVD z ponad 80 minutowym nagraniem Mszy Świętej w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, którą 13 stycznia w Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Wałbrzychu odprawił ks. dr Wojciech Grygiel FSSP z asystencją Biskupa Świdnickiego ks. bpa Ignacego Deca.

Płyta DVD jest do nabycia w Księgarni SANCTUS:
http://sanctus.com.pl/szczegoly/458/

a zwiastun filmu można oglądnąć na stronie:
http://www.gloria.tv/?video=ahqhujpdyghqtktmyawh


Deo gratias!