sobota, 17 maja 2008

Śp. Ojciec Krąpiec

Zmarł ojciec Krąpiec, wczoraj był jego pogrzeb w Lublinie. Salve Regina.

Patriarcha Szkoły Lubelskiej - tak o nim myślałem w ostatnich latach, gdy przede wszystkim patronował dziełom swojego środowiska, zagrzewał, komentował wydarzenia. Jednak tym patriarchą stał się znacznie wcześniej, jako autor całościowej propozycji filozofii i jako wychowawca tych, których ta propozycja przekonała.

Osobiście wzrastałem filozoficznie wśród tych, którzy równocześnie ojcu Krąpcowi dużo zawdzięczali i byli z nim w pewnym dystansie (można by rzec ze smutkiem: Lublin Warszawa - rzadko wspólna sprawa). Z tej perspektywy nabrałem przekonania, że patriarcha był człowiekiem nie tylko przenikliwym, ale i dość apodyktycznym i wymagającym daleko idącego poddania. Czy to był ten często występujący u ludzi wielkich uboczny skutek uwewnętrznienia prawdy, że "do mądrego należy panowanie"? Bardzo prawdopodobne. W każdym razie trudno było nie podziwiać potęgi myśli ojca Alberta - tak jak trudno nie podziwiać umiejętności budowania struktur, skupiania ludzi, tworzenia użytecznych schematów propagacji własnego stanowiska.

Ojciec Krąpiec był międzynarodowym autorytetem tomizmu, jego myśl oddziaływała szeroko. Co więcej, w ostatnich latach jego filozofia "trafiła pod strzechy", w ramach szkoleń w Instytucie Edukacji Narodowej. Na jego autorytet mogli liczyć słuchacze Radia Maryja (które zresztą jako jedyne poświęciło śmierci patriarchy lubelskiego dość uwagi).

Niestety na świecie trudno wyglądać czasami nawet cienia sprawiedliwej nagrody za zasługę - i dlatego pogrzeb Ojca Krąpca nie stał się tzw. wydarzeniem. Czasem media zdają się poruszać niebo i ziemię, żeby zafundować komuś złotą trumnę. Ojciec Krąpiec miał taką dość zwykłą - ale zostawił wielu, którzy po nim płaczą bez akompaniamentu. To był ktoś.


2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Byłem na pogrzebie Patriarchy. Medialnym wydarzeniem to rzeczywiście nie było. Śmierć największego polskiego filozofa zostało prawie niezauważona szerzej w mediach. Jestem pewien, że jak kiedyś zejdzie z tego świata p. Kołakowski (oby mu Bóg dał jak najdłużej żyć) to bedzie to wydarzenie miesiąca, będzie transmimisja w TVP, a na pogrzebie będą najwyższe władze państwowe. No chyba, że p. Kołakowski nawróci się na katolicyzm, co w chwili obecnej nie jest wykluczone, to może się wtedy spotkać jakby z mniejszm zainteresowaniem. "GW" straci impet do wynoszenia go na piedestał. Pogrzeb o. Krąpca mógł być "medialnym wydarzeniem" tylko w takim sensie, że mozna było zobaczyć stojących obok siebie abpa Życińskiego i o. Rydzyka, lub gdy ten pierwszy nad grobem na cmentarzu przewodnicząc modlitwie wołał "Panie Ciebie prosimy" (cos w tym stylu nie pamiętam dokładnie słów) to znany redemptorysta, miałem wrażenie że donośniej niż ojcowie stojący obok odpowiadał "wysłuchaj nas". Prawdę mówiąc miałem nadzieję i wciąż mam na jakies małe lub większe pojednanie między nimi, lub szerzej, pomiędzy ich stronnictwami. U ludzi nie, ale u Boga wszystko jest możliwe. Przy okazji serdecznie pozdrawiam pana Milcarka, który 22 kwietnia br. w Lublinie po dyskusji o walorach liturgii trydenckiej zaszczycił mnie darmowym wręczeniem mi specjalnego egzemplarza "Christianitas". Jeszcze raz dziękuję:-)

Radek Malicki pisze...

Panie Pawle, mam takie pytanie, które kieruję do Pana jako znawcy filozofii tomistycznej. Otóż kto Pana zdaniem był najwybitniejszym (neo)tomistą XX wieku, E.Gilson czy o. Krąpiec? A może J. Maritain? Wiem, tego pytania może nie da się roztrzygnąć (tak jak trudno jednoznacznie stwierdzić kto był największym kompozytorem: Bach, Mozart czy Beethoven), ale mimo wszystko jeśli Pan może, to proszę przedstawić swój miniranking tomistów XX wiecznych:)