wtorek, 13 maja 2008

Powrót

Wracam do blogowania - z poczuciem mnóstwa zaległości w tych notatkach. Przez ten miesiąc milczenia działo się bowiem bardzo dużo, nie tylko dookoła, ale i w moim "życiu wewnętrznym". Niektórych spraw nie mogę pominąć. A więc krótkie resume.

Przede wszystkim - 12 kwietnia urodził się nam syn. W sumie - szóste dziecko, a syn czwarty (licząc pierworodnego, który już w niebie). Deo gratias. Stanisław - ale nie majowy, tylko Kostka (w ten sposób wpuszczamy do rodziny pierwszego jezuickiego patrona - i to w roku mojej ostrej sprzeczki z niektórymi jezuitnikami!).

Po drugie: skończyłem, po latach ślęczenia, redagowanie książki o metafizyce w łacińskiej tradycji filozofii chrześcijańskiej. Wymieniam zaraz po narodzinach Stasia, bo niedawno przeczytałem, że ukończenie książki to jedyny dostępny mężczyźnie sposób przeżycia na sobie tego czym jest poród... No więc właśnie przeżyłem to znowu, a "dziecię" potężne, że hej. Teraz obserwuję nie bez ojcowsko-macierzyńskich obaw, jak się szykuje do pójścia w świat, pod ręką składacza.

Ze spraw większych to tyle. Pozostają różne bieżące, z różnych powodów warte wspomnienia.

Wziąłem udział w debacie wokół trzeciej rocznicy pontyfikatu. W "Tygodniku Powszechnym" (he, he...) poszedł mój tekst - jako kontrapunkt dla artykułu Józefa Majewskiego. Dostałem po tym sporo dobrych reakcji, także tych hierarchicznych.

Niedawno ukazał się także mój artykuł w "Niezależnej Gazecie Polskiej" (też bym powiedział he, he - ale z zupełnie innych przyczyn) - o przyszłości chrześcijaństwa (Katolickie lub żadne). Przyznam, że o ten tekst trochę się martwiłem, gdyż operuję w nim takimi skrótami teoretycznymi, które w odbiorze "gazetowym" będą uchodziły za banalne ogólniki - a tymczasem, w moim przekonaniu, to jest potrzebne uporządkowanie terenu pod mapę pojęciową. Ale wiem, że są ludzie, którzy takich tekstów nie lubią bardzo - może dlatego, że się na moich mapach odnajdują nie tam gdzie by chcieli?

W kwietniu byłem na KULu, zaproszony do panelu w ramach Tygodnia Eklezjologicznego. Mówiłem o walorach liturgii tradycyjnej - "asekurowany" przez liturgistę mówiącego o walorach tej reformowanej. Zapis mp3 z tego spotkania jest tutaj. Uważam, że to było bardzo cenne spotkanie, pod wieloma względami. Sala wypełniona, także księżmi i wykładowcami - i, sądząc po jakości licznych pytań, nastawiona na poważną rozmowę, bez prowokacji. Mój panelowy adwersarz, ks. Maciej Zachara MIC, zaczął od deklaracji, że cieszy się, iż na studiach w Rzymie (ale niestety dopiero tam...) mógł poznać starą liturgię i zweryfikować negatywne mity, którymi go karmiono wcześniej. Potem mówił już o tym, dlaczego jednak woli efekty reformy - z jego argumentami niezbyt się zgadzam, ale mogłem zupełnie szczerze podziękować mu za ton jego wypowiedzi (zresztą słusznie zgadywałem, że w Rzymie musiał się zetknąć z o. Cassianem Folsomem OSB, którego ja znam z powodów "benedyktyńskich" i którego teksty drukowaliśmy w "Christianitas" - okazało się, że o. Kasjan to promotor ks. Macieja). Pewien kłopot był z głosem trzecim - ks. prałata Jana Stanisławskiego z Poznania (moim zdaniem zaprezentował styl filuternego wysławiania formy nowej kosztem starej - przy pomocy gawędy "jak to byle jak dawniej bywało"), ale mimo to pozostaliśmy w klimacie, w którym można było mówić bez przekrzykiwania się. Już słyszałem od kilku osób, że to była dobrze odebrana rozmowa.


5 komentarzy:

Sigma pisze...

Pawle, ponieważ w tej notce unikasz jasnego postawienia sprawy więc wzywam cię do otwartej deklaracji:

Czy syn twój będzie obchodził imieniny 13 listopada, czy 18 września?
Innymi słowy: Czy stanąłeś w końcu na stanowisku integralności mszału rzymskiego?

Paweł Milcarek pisze...

Ej, sigma, sigma! :)
Ja to najbardziej czuję się duchowo związany dyscypliną mojego klasztoru - i to mi się najbardziej tradycjonalistyczne wydaje na mój pożytek duchowy i rodziny moyey. Ale że w ordo Fontgombault pamiątki żadnej Stanisława Kostki nie ma, przeto straszne widmo wolności w oczy mi zaziera... i chiba pozostanie nam jakiś free choice co do daty (a zresztą dzieci nasze bardzo lubią obchodzić swe imieniny w obu terminach - dziwisz się?)

horseradish pisze...

A mój pierworodny jest Maciej..
I pojawił się w mojej rodzinie kiedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy z istnienia dwóch form rytu rzymskiego. W efekcie świętuje dzisiaj. Nie czułem się na siłach przestawiać wszystkich babć, dziadków i cioć... Młodego człowieka też wolałem nie przestawiać bo skończyłoby się na dwukrotnym obchodzeniu i pretensjach młodszego, że świeta jego patrona (Andrzeja) akurat nie ruszono ;-)
A poza tym reforma sanktorału naprawdę nie zdaje mi sie naruszać istoty rytu (czy też jego formy).
Co do Macieja może tak i lepiej. Nowy termin nigdy nie koliduje z Wielkim Postem
Gratulacje i życzenia błogosławieństwa Bożego dla Stasia i jego rodziców

Anonimowy pisze...

Gratuluję serdecznie i uśmiecham się nieśmiało po zdrowaśkę i w naszej intencji:)
Pozdrawiam
tonisia

Paweł Milcarek pisze...

Tonisiu, dzięki (a o Zdrowaśce zapewniam).