czwartek, 27 marca 2008

Summa Laetitiae

Anomalia wielkanocne w tym roku mnożą się jak króliki. Z tych najważniejszych: po pierwsze, śniegi; po drugie, na zakończenie nabożeństwa Wigilii nie śpiewaliśmy z chóru Benonowego Chrystus zmartwychwstan jest na ten sposób wylewnie radosny, którym zwykle udawało mi się zarażać w odpowiedniej chwili samego Tomka Dąbrowskiego (przez co pieśń traciła swój tradycyjnie "konduktowy" charakter, za to uzyskiwała rytmikę bardziej "chłopacką") - pieśń tę zaśpiewaliśmy nieco wcześniej, w czasie Mszy i w stylu zupełnie ordynaryjnym, podobnie zresztą z Otrzyjcieee już.

Mimo to radość wielkanocna przychodzi i napiera, choćby i burze. Oktawa trwa, i podbije jutro nawet postny piątek. Święto Świąt i normalnie summa wesołości.

1 komentarz:

milet pisze...

Ze wszystkim zgoda, ale co do śpiewu, to milczeć nie mogę :) Bo ja to wszystko do własnego ucha słyszałem, i to nie było "chłopackie" tylko "bawarskie" (jak by niemieckie "Com przy-rzekł Bo-ogu" wciąż dzwoniło) :)
Wielka radość jest przecież paradoksalnie spoczynkiem i w muzyce też to jest. Mi się marzyło, żeby to było dwa razy wolniej, tak w kilkunastu chłopa, "ile fabryka dała". Ale organów nie zwolnisz... Za to Regina Coeli zaskakująco taktownie zaśpiewane, jak przystało śpiewać Królowej. No to się wychłopomaniłem :)